Buntowniczka – recenzja

„Buntowniczka” to pierwszy tom serii o Kris Longknife autorstwa Mike’a Sheperda. Autor w Polsce nie jest jeszcze znany, choć za granicą wydał w sumie trzy serie książek. Cały cykl o Kris zawiera jedenaście wydanych części, zaś kolejne trzy mają już daty premier W Polsce tytuł ukazał się 20 czerwca 2014 nakładem Fabryki Słów.

Standardowa misja marines, którzy dowodzeni przez podporucznik Kris Longknife mają odbić porwaną sześcioletnią córkę ważnego polityka, kończy się sukcesem, ale jednocześnie zadaje kilka pytań. Dlaczego zawiodła łączność ze statkiem dowódcy?  Skąd porywacze mieli sprzęt, którego nie ma nawet armia? Skoro kwota okupu była niższa od jednego z urządzeń, to w jakim tak naprawdę celu porwano dziecko? Zaciekawiona pani podporucznik, pierwszy raz w życiu wykorzystując fakt bycia córką premiera odległej planety, zaczyna szukać i odsłania spisek, który zagrozi pokojowi między Ziemią a Światami Zewnętrznymi.

Główna bohaterka nie godzi się na życie z łatką „córki swego ojca” i bycie zależną od rodziców. W tym celu wstąpiła do marines, aby udowodnić swoją wartość, a jednocześnie odnaleźć swoją drogę w życiu. Przyznam, iż obawiałam się, że Kris okaże się kolejną Mary Sue, i cieszy mnie wielce, że choć postać balansuje na cienkiej linii oddzielającej przesadę od normalności, to jednak jej nie przekracza. Dziewczyna popełnia błędy, a także musi się mierzyć z ludźmi, którzy nią pogardzają. Co więcej, mimo że jest diablo dobra w tym, co robi, to nadal pozostaje wiarygodna.

Pola głównej bohaterce nie ustępuje konstrukcja świata przedstawionego, która tak samo zasługuje na duży plus. Opis jest niezwykle realny i w zasadzie, gdyby nie informacje o skokach do innych systemów, czy wszechobecne statki kosmiczne, można by odnieść wrażenie, że tak naprawdę cała akcja dzieje się w przyszłości na Ziemi. Mamy podział na biedne i bogate planety. Te pierwsze są zrujnowane, zanieczyszczone i zdegenerowane, zaś obszary wysoko rozwinięte mają piękne krajobrazy, wysoko zaawansowaną technologię, która towarzyszy im na każdym kroku, i spokojne życie.

Minusem jest zbytnie koncentrowanie się na pannie Longknife, przez co inni bohaterowie są traktowani po macoszemu. Mam wrażenie, że inne postacie są jedynie tłem dla głównej bohaterki, gdyż niby są, ale po to, by podkreślić jej zdolności (bądź ich brak). Wyjątkami od tej reguły są przyjaciel Kris, Tom, oraz ciocia Tru. Tom jest podporucznikiem marynarki i jedynym przyjacielem dziewczyny w wojsku. Ciocia Tru, choć na emeryturze, to nadal absolutny geniusz techniczny. To ona ulepszyła Nelly czyli komputer osobisty, którego pani podporucznik używa zamiast dużo gorszego sprzętu marynarki.  To dwie z trzech postaci, którzy sami w sobie są na tyle wyraziści, że nie „nikną” przy samej bohaterce i stanowią niejako jej dopełnienie. Mama Kris jest również na tyle wyrazista, że nie ginie, ale stanowi kontrast wobec swej córki, zarówno zachowaniem, jak i podejściem do życia. O ile celem dziewczyny jest odnalezienie własnej drogi i zapracowanie na uznanie, o tyle matka za wszelką cenę chce ją wydać za wpływowego młodzieńca oraz zrobić z niej osobę będącą ozdobą każdej sali balowej. Co samodzielnej dziewczynie, podporucznik marines, staje kością w gardle. Szkoda, że autor nie wykorzystał momentów rozmów między matką a córką do wprowadzenia odrobiny humoru do utworu.

Wielkie brawa należą się autorowi za przystępny język. To nie jest Lem, którego książki odstraszają sztywną terminologią, której większość osób nawet po wytłumaczeniu i tak nie zrozumie. Opisy są naprawdę przystępne, nie odstraszają. Problemem natomiast jest spójność, przez którą mam dziwne wrażenie, że początkowo przygody Kris istniały jako opowiadania. Mimo że tu mamy podział na rozdziały, to jednak całość lepiej by wypadła, gdyby podzielić ją na trzy części. To, co ma scalać całą historię, jest niestety tak mało widoczne, tak niewiele o tym napisano, że w zasadzie nie istnieje. Po skończeniu książki natychmiast nasuwa się pytanie: „Dobra, ale jak to, co właśnie zaszło,  ma się do zagrożonej Galaktyki?”. Gdyby nie fakt, że wiemy, iż wydano już dziesięć książek o podporucznik Longknife, to można by uznać, że „Buntowniczka” jest samodzielną powieścią, a nie częścią dłuższego cyklu.

Żeby nie było, że wszystko chwalę. „Buntowniczka” jest książką równą. Dobrą, ale równą. Dobrze się ją czyta, nie nuży, ale prawdę powiedziawszy kolejny raz jej czytać nie będę. Nie ma „tego czegoś”, co sprawia, że po pewnym czasie przeczytamy powieść raz jeszcze, z taką samą przyjemnością.

Podsumowując: „Buntowniczka” to kawał niezłego science fiction, które choć wybitne nie jest, to zdecydowanie może zachęcić i przekonać osoby, które do tej pory kręciły na ten gatunek nosem. Przystępny język, dobrze poprowadzone wydarzenia i bohaterka, którą dosyć szybko czytelnik polubi, są najmocniejszymi stronami tej książki. Więc zapraszam Was do księgarń, w końcu Galaktyka sama się nie uratuje. :)

 

About Nes

Nerd i mól książkowy w jednym. Zafiksowana na punkcie Doctora Who. Nieopanowana gaduła i optymistka z czasowymi skłonnościami do pesymizmu. Osobniczka aspirująca do bycia Tą-co-ładne-zdjęcia-robi. Ma alergię na głupotę i chamstwo, które usilnie zwalcza sarkazmem. Miłośniczka psów i kotów, chętnie wytrząsająca sobie cztery litery w siodle końskim. A w wolnych chwilach administratorka i założycielka Rhapsody Polska (http://rhapsody-polska.pl).

View all posts by Nes