Druga szansa – recenzja

Budzisz się pewnego ranka. I już wiesz, że ten dzień będzie inny niż reszta – nie poznajesz pokoju, w którym się znajdujesz. Łóżko, na którym leżysz, nie wygląda znajomo. A twarz, odbijająca się w lustrze, nie jest twoja. Co więcej, nie pamiętasz nic, ani swojej przeszłości, ani jak znalazłeś się w tym miejscu. Słyszałeś już takie historie, drogi Czytelniku? Pewnie tak. Uważasz, że to następna schematyczna opowieść pt. “Nic nie pamiętam, ale i tak wiem, że wszyscy kłamią”? Masz rację. Jednakże i tak warto przeczytać nową powieść Katarzyny Bereniki Miszczuk.

Z powodu wypadku, który spowodował u dwudziestoletniej Julii Stefaniak amnezję, budzi się ona w ośrodku “Druga szansa”, zajmującym się pomocą ludziom z zanikiem pamięci. Dziewczyna, przy pomocy doktor Morulskiej, próbuje przypomnieć sobie swoją przeszłość. Jednakże im dalej brniemy w tę historię, i my, i Julia czujemy, że jesteśmy uwikłani w sieć kłamstw.

Największą zaletą tej historii jest dobrze poprowadzona, wciągająca historia. Decydując się na tę książkę, planowałam ją przeczytać przez parę najbliższych wieczorów, jednak nie dałam rady – historia Julii wciągnęła mnie tak bardzo, że musiałam ją przeczytać w ciągu jednego dnia, a po jej skończeniu – nie mogłam sobie znaleźć miejsca. Autorka nie tworzy zbyt dużo niepotrzebnych scen, wszystko w pewien sposób wiąże się ze sobą i jest ważne dla fabuły. Co więcej, zakończenie, jak na tak często przerabianą historię, jest intrygujące i myślę, że powinno się czytelnikom spodobać. Autorka z gracją odpowiedziała na najważniejsze pytania w tej książce, jednak pozostawiła również otwartą furtkę. Oczywiście, wielu to może denerwować, jednak moim zdaniem w przypadku tej powieści, była to jedyna słuszna decyzja.

Następną zaletą tej książki jest jej nastrój. Czuć grozę, dreszczyk emocji – zarówno dzięki postaci małej Edytki czy szalonej Magdaleny, jak i krukom, które przelatują przez akcję.

Na szczęście autorka potrafi dobrze wyważyć dawkę grozy i wprowadza trochę humoru, dzięki ciętym dialogom i ciekawym bohaterom. Julia nie jest ofiarą losu, potrafi walczyć o swoje, jednocześnie nie jest herod-babą. Jednak najwięcej komizmu wprowadza Adam Krukowski, który jest nie tylko love interest Julii – on nie tylko dobrze wygląda, potrafi też rozbawić, zadziwić brawurą i tym, że nie idzie ślepo za główną bohaterką. Trochę wątpliwości i niepewności jest miłą odskocznią od większości powieści, gdzie chłopak po jednym spotkaniu zawierza swojej ukochanej i nie waha się nigdy, chyba, że chodzi o jej życie. Nie, Adam potrafi też myśleć o sobie, jest ludzki, dzięki czemu zyskuje sympatię.

Jednakże książka ma też wady. Po pierwsze, poboczne postacie i ich jednowymiarowość – główna lekarka, Morulska, od razu drażni i jest antypatyczna, czytelnik od początku nie wierzy jej słowom i wersji wydarzeń. I tu widzę niewykorzystany potencjał – czy nie ciekawiej byłoby, gdybyśmy chociaż na początku się wahali, kto ma rację?

Jednak najbardziej nie podobała mi się postać Izy, jednej z pacjentek „Drugiej Szansy”, której można dać miano Typowej Nastolatki. Głupiutka, dziecinna i naiwna, w dodatku głośna i stawiająca na swoim – aż ma się ochotę krzyknąć “To już było!”. Po autorce, która napisała swoją pierwszą książkę jako nastolatka, spodziewałam się czegoś więcej.

“Druga szansa” jest jak dobrze przyrządzone danie. Pisarka wie, jakich składników użyć, by stworzyć dobrą powieść. Umie wyważyć, jak wiele grozy, komedii i wątku miłosnego włożyć, by nie wyszło kiczowato.

Katarzynę Berenikę Miszczuk znam od jej pierwszej książki. I z każdą nową powieścią, zaskakuje mnie tym, jak bardzo rozwinął się jej warsztat. Od grafomaństwa, jakim był “Wilk”, przez zabawną “Ja, diablicę” autorka doszła do momentu, gdy staje się nową nadzieją fantastyki. I oby tak dalej. “Druga szansa” to książka, na którą warto wydać pieniądze. Gratuluję.