Gwiezdny wojownik – recenzja

Katarzynę Berenikę Miszczuk wielu czytelników może kojarzyć z jej debiutu – “Wilka”, czy późniejszej trylogii “Ja, diablica”. Oba te cykle opowiadają o dziewczynach, które poznają nadnaturalny świat i miłość swojego życia. Z tego powodu niektórzy mogli zaszufladkować jako pisarkę powieści dla młodych kobiet. Jednakże ona udowadnia, że nie zamierza dać się tak łatwo przyporządkować. I, jak fantastyka jest szeroka i głęboka, autorka próbuje jej różnych rodzajów. Oczywiście, wielu pisarzy próbowało już przed nią eksperymentować z gatunkami i to z różnym skutkiem, ale po sześciu książkach Miszczuk wie, jak się wybronić.

Z opisu “Gwiezdny Wojownik” może wydawać się stereotypową powieścią space-opera. Załoga, złożona z sześciu nieszczęśników, wziętych z łapanki, musi uratować Ziemię przed asteroidą. Niestety, jest to misja samobójcza – jeśli nie uda im się zestrzelić niebezpieczeństwa, będą musieli, niczym kamikaze, poświęcić siebie i wlecieć w nie, niszcząc również w ten sposób gruchota, jakim jest ich statek kosmiczny “Gwiezdny Wojownik”. Jednakże tym, co ratuje tę powieść przed schematycznością i powtórzeniami, jest humor.

Autorce, w jej nowym eksperymencie, udało się spróbować nowych rzeczy, minimalizując ryzyko, dzięki świetnemu wyczuciu komizmu sytuacji, którą stosowała w większości ze swoich książek. Tym, co różni “Gwiezdnego Wojownika” od innych powieści Miszczuk, jest, prócz gatunku, narracja – tutaj trzecioosobowa. Pozwala to wprowadzić więcej głównych bohaterów, co daje również mnóstwo historii do opowiedzenia i punktów widzenia do pokazania. Pisarka odchodzi również od swojej typowej wersji protagonistki, którą była młoda, dzielna dziewczyna. Tutaj mamy aż siódemkę głównych, różnorodnych postaci, do których dochodzą jeszcze poboczni – co jednak nie rozbija akcji ani nie wprowadza chaosu. Ci bohaterowie to: bojący się pająków i niski kapitan Wysocki, olbrzymi mechanik Misiek, pesymistyczny i myślący tylko o lekach Dok, atrakcyjna, lecz zabójczo inteligentna snajperka Natalie Bullet, przystojny i kochający “Gwiezdne Wojny” Jose i zakochana w pająkach i Wysockim Sandra Gelee.

To właśnie ich rozważania i pomysły, a także zachowania doprowadzają do różnych problemów załogi, a czytającego – do śmiechu. Kłopotliwe uczucia fanki owadów Gelee do cierpiącego na arachnofobię Wysockiego, perypetie Miśka, poszukującego kobiety w czerwonym szlafroku, pesymizm Doka – to tylko część atrakcji, którą przygotowuje dla nas autorka. Jednakże nie tylko ta powieść przyciąga dowcipem – pisarka nie raz zadziwia rozwiązaniami fabularnymi, a także zaskakuje czytelnika różnymi smaczkami – czy to nawiązaniami popkulturowymi (niech nie dziwi nikogo Księżniczka Leia na okładce!), czy do własnych książek, które dla jej fanów będą miłym mrugnięciem w ich stronę.

Nową powieść Katarzyny Bereniki Miszczuk mogę spokojnie polecić każdemu, nawet tym, którzy niezbyt lubią science-fiction. Każdy może tu znaleźć coś dla siebie i spędzić przyjemnie czas z załogą “Gwiezdnego Wojownika”.