American Horror Story, sezon 1 – recenzja

Podczas gdy wierni fani z zapartym tchem śledzą już czwarty sezon tego nagradzanego i intrygującego serialu („American Horror Story: The Freak Show” – premiera 8 października), ja dopiero obejrzałam pierwszy z nich – o mrocznym tytule „Murder House”. Każdy sezon poświęcony jest osobnej historii, zaś wspólnym mianownikiem serii twórcy uczynili nawiedzone miejsca. Nie przepadam za horrorami, gdzie krew leje się wiadrami, a największą atrakcją jest widok mozaiki ludzkich flaków, więc do serialu podeszłam sceptycznie. I po pierwszym odcinku szybko zmieniłam to negatywne nastawienie.

Tytułowy dom to stara willa, do której wprowadzają się była wiolonczelistka Vivien (Connie Britton) i psycholog Ben (Dylan McDermott) wraz z nastoletnią córką Violet, dziewczyną zamkniętą w sobie i zmagającą się ze skłonnościami do samookaleczania i depresji. W malowniczym, wiekowym domu ta rodzina po przejściach pragnie rozpocząć nowe życie. Tymczasem spokoju nie dają im zaznać wścibska sąsiadka Constance (Jessica Lange) i jej chora na zespół Downa córka, a także jeden z pacjentów Bena, małomówny Tate. Chłopak to jedynie pozornie miły i ułożony nastolatek, w rzeczywistości zaś ma wiele na sumieniu. Miłość, jaka rozkwitnie między nim a Violet, z pewnością nie spodoba się rodzicom. A na dodatek wokół domu kręcą się mężczyzna o spalonej twarzy i tajemnicza postać w czarnym kombinezonie…

To dopiero początek serii nadzwyczajnych i budzących lęk zdarzeń, których źródła należy upatrywać w mrocznej przeszłości willi. Reżyser umiejętnie buduje napięcie, stawiając przed widzem kolejne pytania, niewyjaśnione tajemnice i niewytłumaczalne wypadki. Fabuła nie jest jednak splątanym kłębkiem, lecz labiryntem, zaś widz podąża korytarzami pełnymi strachu i odkrywa sekrety bohaterów. Trudno zgadnąć, kto czai się za rogiem, a jak wiadomo, człowiek najbardziej boi się nieznanego.

Najmocniejszym punktem serialu są jednak aktorzy. Już kilka lat temu w branży filmowej stało się jasne, że seriali nie należy traktować po macoszemu, niczym młodszych i gorszych krewnych pełnometrażowych produkcji. Doświadczeni aktorzy dostrzegli szansę na ciekawe projekty m.in. Sean Bean, którego widzieliśmy w pierwszym sezonie kultowej już „Gry o tron”, czy Kevin Bacon, wcielający się w główną postać serialu „The Following”. Scenariuszem „American Horror Story” zainteresowała się zdobywczyni dwóch Oscarów Jessica Lange. Świetnie zagrana postać Constance to klucz do całej historii i niesamowity popis jej umiejętności– jej bohaterka za maską troskliwości i uprzejmości skrywa bezwzględną naturę. Nic więc dziwnego, że aktorka za rolę Constance została nagrodzona Złotym Globem i Emmy. Dobrze radzi sobie również Taissa Farmiga w roli Violet, lecz uwagę widza zdecydowanie przykuwa Evan Peters, błyskotliwie wcielający się w postać Tate’a.

Miłośnicy horroru pokochają niesamowitą atmosferę starego domu pełnego ciemnych zakamarków i docenią napięcie, które nie opada nawet na chwilę, lecz towarzyszy widzowi przez wszystkie odcinki. Na próżno szukać tutaj taniej rozrywki czy wykorzystywania najprostszych chwytów, jakie każdy z nas widział w filmach klasy B. Mamy przed sobą perfekcyjnie nakręcony horror z przemyślaną fabułą i postaciami z przeszłością. Pierwszy sezon „American Horror Story” jest co prawda krótszy, niż to bywa przeciętnie (liczy jedynie 12 odcinków), lecz twórcy serwują widzom tak dobrą rozrywkę, że ten mankament przestaje mieć znaczenie. Jeśli kochacie dziwaczne postaci i mroczne tajemnice to śmiało oglądajcie… byle nie po zmroku.

Tytuł: American Horror Story
Liczba odcinków: 12
Czas trwania: ok. 40 min.
Gatunek: horror, dramat
Obsada: Dylan McDermott, Jessica Lange, Evan Peters,  Connie Britton, Taissa Farmiga, Zachary Quinto
Nagrody: Złoty Glob dla Jessiki Lange