Andrzej Pilipuk “Zaginiona” – recenzja

Ponad dekadę temu na półki księgarń w całej Polsce trafiły „Kuzynki”, pierwszy tom noszącego ten sam tytuł cyklu autorstwa Andrzeja Pilipiuka. W kolejnych latach do serii dołączyły książki pt. „Księżniczka” oraz „Dziedziczki”. I na tej ostatniej przygody kuzynek Kruszewskich i ich wampirzej przyjaciółki miały się zakończyć, jednak rok 2014 przyniósł niespodziankę dla wszystkich fanów, gdyż 8 października światło dzienne ujrzała „Zaginiona” – czwarty, czy ostatni wie tylko autor, tom cyklu.

W tej części dane będzie czytelnikowi poznać się z nowymi przygodami Stanisławy i Katarzyny, a jak nie trudno się domyślić, opowieść nie będzie należała do nudnych, gdyż takiego słowa zapewne nie ma w słowniku długowiecznej alchemiczki oraz towarzyszącej jej eks agentki CBŚ. Trzeba też wspomnieć, iż powieść składa się tak naprawdę z dwóch historii – pierwsza z nich to tytułowa „Zaginona”, druga zaś „Czarne skrzypce”.
Tym razem Pilipuk postawił przed swoimi bohaterkami trudne zadanie. W pierwszej części będą musiały zmierzyć się ze śmiertelną chorobą jednej z nich, a droga ku zdrowiu będzie prowadzić na pewną tajemniczą wyspę, której trudno doszukać się na jakichkolwiek mapach, a jeszcze mniej osób widziało ją na własne oczy. Ścieżki poszukujących lekarstwa kuzynek skrzyżują się z młodziutką Anną Czwartek, która stanowić może klucz do rozwiązania zagadki. Jednak Kruszewskie muszą się spieszyć, gdyż nie dość, że sama choroba postępuje szybko, to jeszcze na życie dziewczyny i jej najbliższych czyha banda morderców.
W drugiej części alchemiczka i była agentka będą się starały pomóc nastoletniej Zuzannie, która pewnego dnia zapadła na tajemniczą chorobę psychiczną. A wszystko zaczęło się od gry na czarnych skrzypcach.
Tym, co lubię w prozie Pilipiuka, jest zręczne wplatanie w fabułę historii naszego, i nie tylko, kraju. Czytając jego książki można poznać szereg ciekawostek o życiu naszych przodków, ich wierzeniach czy kulturze. Tego elementu nie poskąpił autor również w „Zaginionej”, dzięki czemu powieść nabiera charakterystycznego dla tematyki cyklu smaczku. W najnowszym dziele Andrzej Pilipiuka nie zabrakło również humoru, który nie dość, że urozmaica powieść, to dodaje jej również lekko odrealnionego kolorytu, który wyśmienicie pasuje do ponad czterystuletniej Stanisławy. Bo przecież tylko ona byłaby w stanie wpaść na to, iż tradycji musi się stać za dość i, by móc dostać się w pewne miejsce, trzeba popływać łódką po ulicach Krakowa. W białej sukni, przy blasku księżyca i z pochodnią w ręku.
Ci, którzy trochę szerzej znają twórczość autora z łatwością spostrzegą, iż w „Zaginionej” można znaleźć nawiązania do innych opowiadań, znanych z kilku antologii Pilipiuka. Kruszewskie ścierają się z Domem Czterech Liści, a na kartach „Czarnych skrzypiec” pojawia się, choć epizodycznie, nie kto inny jak niezawodny Robert Storm, dzięki pomocy którego kuzynkom udaje się trafić na trop prowadzący ku rozwiązaniu zagadki.
Niestety, najnowsza powieść spod pióra Wielkiego Grafomana nie jest wolna od niedoskonałości. Akcja w obu jej częściach toczy się szybko i moim zdaniem jest to tempo nazbyt szybkie, przez które spora część wątków została mocno spłycona, uproszczona i ukazana nie tak dogłębnie, jak chciałby to zobaczyć czytelnik. A przynajmniej ja. Cóż, może autorowi zabrakło pomysłu na rozwinięcie, może ograniczała go liczba stron? Kolejnym mankamentem jest łatwość, z jaką kuzynki Kruszewskie osiągają obrane przez siebie cele – za co obie panie by się nie chwyciły, przychodzi im z łatwością, bez problemów i praktycznie przeciwności. Fajnie by było, gdyby realne życie tak wyglądało. Choć kto wie, może, gdy ma się czterysta lat praktyki, to wszystko idzie człowiekowi sprawniej. Ostatnim elementem, który nie przypadł mi do gustu jest, już mocno skrytykowana przez fanów, okładka. Zgadzam się z nimi – oprawa tego wydania cyklu kompletnie nie pasuje do klimatu historii o kuzynkach Kruszewskich, bardziej pasowałaby do jakiegoś tandetnego paranormal romance i gdyby tylko Stanisława mogła dorwać tego, kto wpadł na pomysł, by tak odziać jej przygody, z pewnością zapoznałaby go bliżej ze swoja batorówką. Albo czekanikiem.
Podsumowując, „Zaginiona” to historia (a nawet dwie) wpisująca się w styl opowiadań tworzonych przez Andrzeja Pilipiuka – fani jego twórczości nie powinni być rozczarowani. Ja nie byłam.

Za egzemplarz do recenzji dziękuje wydawnictwu Fabryka Słów.

 

About WereWolf

Zły Wilk

View all posts by WereWolf