Sin City 2 – recenzja

Hollywoodzkim twórcom powoli kończą się pomysły. Tę tezę nietrudno poprzeć licznymi przykładami remake’ów, sequeli i prequeli, jakie ukazały się na srebrnym ekranie w ostatnich latach. Niestety, nie chodzi tu o nic więcej, niż o zaspokojenie potrzeb masowej widowni, która, idąc do kina, oczekuje lekkostrawnej rozrywki. W dobie kryzysu producenci stawiają na pewniaki, jakie mają im zapewnić czysty zysk. I takim czarnym koniem miało być „Sin City 2: Damulka warta grzechu”. Tymczasem film zaliczył finansową klapę. Co poszło nie tak?

Akcja drugiej części ekranizacji znanego komiksu Franka Millera o mieście grzechu i rozpusty także rozgrywa się w tytułowym Sin City, gdzie żaden szlachetny obywatel nie może czuć się bezpiecznie. Na każdym rogu mogą bowiem czyhać szukający zaczepki bandyci, a nocą ulice błyszczą od neonów, zachęcających do odwiedzania nocnych klubów i domów publicznych. Tym razem główną bohaterką filmu jest piękna femme fatale, Ava (Eva Green), która mami byłego męża, Dwighta (Josh Brolin). Równolegle toczy się historia młodego zawadiaki i genialnego hazardzisty, Johnny’ego (Joseph Gordon-Lewitt), rzucającego wyzwanie potężnemu senatorowi. Oczywiście w filmie nie może zabraknąć pięknych kobiet (Jessica Alba, Rosario Dawson czy Jamie Chung) – prostytutek, sprawujących rzeczywiste rządy w dzielnicy Old Town.

Co pozostało z komiksu Franka Millera? Z pewnością, znane także z pierwszej części, świetne efekty specjalne i charakterystyczne połączenia czerni i bieli. Ta powtórka z rozrywki wcale się nie nudzi, lecz wciąż działa hipnotyzująco. Klimat kina noir („mrocznego” kina) współgra z tym znanym z komiksowego pierwowzoru, uwypuklając jednocześnie grozę i piękno Miasta Grzechu. Wizualnie sequel film w niczym nie ustępuje znakomitej pierwszej części.

Fabuła pozostawia trochę do życzenia, choć nie brakuje spektakularnych pojedynków, zwrotów akcji i potoków krwi, płynących ze zmasakrowanych ciał wrogów. Świetny wątek hazardzisty Johnny’ego oraz jego pokerowych potyczek z senatorem został odsunięty na dalszy plan i sprowadzony właściwie do kilku scen. Joseph Gordon-Levitt zasłużył na więcej czasu ekranowego oraz na bardziej skomplikowaną psychologicznie postać, a tymczasem widz nie miał nawet szansy na poznanie Johnny’ego. Scenarzyści nie wykorzystali potencjału postaci, co mogli uczynić z łatwością, nawet jeśli w komiksie była ona epizodyczna. Aktorsko piekielnie dobrze radzi sobie Eva Green, dla której kusząca femme fatale jest jak druga skóra. Ava w jej wykonaniu to tak demonicznie piękna intrygantka, że trudno oderwać od niej wzrok. Widz, podobnie jak Dwight, zostaje przez nią z łatwością uwiedziony.

Pozornie wydaje się, że film posiada wszystko, za co pokochaliśmy pierwszą część „Sin City” – mroczną atmosferę, kadry niczym wyjęte z komiksów Millera oraz sceny nabuzowane adrenaliną. Tym razem jednak zabrakło tej iskry, czy to w postaci błyskotliwych dialogów czy umiejętnie budowanego napięcia. „Damulka…” przypomina zbyt krzykliwy plakat, zachęcający do wyłożenia pieniędzy z portfela i bezczelnie bazujący na sukcesie poprzednika. Na próżno szukać tutaj subtelnych kadrów, nienachalnie nawiązujących do kina noir, zaś napompowane akcją sceny nie są często niczym więcej niż krwawą jatką.

Z kina wyszłam z mieszanymi uczuciami, mając w pamięci pierwszą część „Sin City”, zręcznie balansującą na granicy komiksowego kiczu. W sequelu twórcy zastosowali sprawdzoną formułę, wizualnie wywiązując się z zadania bezbłędnie. Niestety, techniczna precyzja nie jest w stanie zastąpić wciągającej i zaskakującej fabuły. Opowiadane historie mieszkańców tytułowego miasta nie nudzą, lecz także nie olśniewają. Warto dwa razy zastanowić się przed wizytą w kinie.

Tytuł: Sin City 2: Damulka warta grzechu
Reżyser: Robert Rodriguez, Frank Miller
Obsada: Mickey Rourke, Josh Brolin, Eva Green, Joseph Gordon-Levitt, Jessica Alba
Gatunek: kryminał, thriller
Czas trwania: 102 min.