Endless Legend – recenzja

W tym roku fani gier strategicznych mogą czuć się usatysfakcjonowani. Tylko do października pojawiło się ponad dwadzieścia tytułów dedykowanych różnym platformom, z czego dominująca większość przeznaczona jest na komputery osobiste. Na tle uznanych tytułów jak „Age of Empires” czy „Twierdza: Krzyżowiec” wyróżniła się nowość: „Endless Legend”, która jest przedstawicielką rzadko spotykanego typu strategii 4X.

A czymże jest to 4X? To nic innego jak skrót od angielskich słów: explore, expand, exploit i exterminate. Czyli: eksploruj nieodkryty obszar, ekspanduj własne terytorium, eksploatuj dostępne surowce i eksterminuj przeciwników. W praktyce te zasady dotyczą większości gier czasu rzeczywistego. Niektóre definicje tych strategii podają jeszcze dwa warunki. Pierwszym z nich jest możliwość zwycięstwa, która jest inna od całkowitego podbicia przeciwników, zaś drugim warunkiem jest podobieństwo danego tytułu do „Master of Orion”, wobec której po raz pierwszy użyto określenia „strategia 4X”.

„Endless Legend” to produkcja francuskiego studia Amplitude Studios, które wypuściło w 2012 roku bardzo dobrze przyjętą grę „Endless Space”, należącą do tego samego gatunku, co recenzowany właśnie tytuł.

Akcja recenzowanej przeze mnie gry toczy się w przepełnionej magią krainie Auria. Dawno temu została ona nawiedzona przez kataklizm, który zmiótł z powierzchni planety ówczesne cywilizacje. Obecnie wszystko wskazuje na to, że historia może się powtórzyć, gdyż od dłuższego czasu zimy są coraz cięższe.

Gracz wciela się we władcę niewielkiego miasta i jego zadaniem jest rozwinięcie skromnej społeczności, którą kieruje w prawdziwe imperium. Wymaga to pozyskiwania surowców, stawiania nowych budynków i dodatkowych grodów,

Przykład mocno rozwiniętego miasta w grze.

dbania o gospodarkę oraz prowadzenia badań nad rozwojem technologii. Wszystko należy zbalansować tak, aby nasi poddani mieli dach nad głową oraz wystarczającą ilość żywności, nadal posiadali środki na inwestycję i rozwój państwa oraz kierować taką armią, jaka zwycięsko wyjdzie z potyczek z innymi nacjami, które napotkamy podczas ekspansji.

Jeśli chodzi o rozgrywkę, to pierwszym co należy podkreślić to fakt, iż strategie typu 4X nie są dla każdego. Tu naprawdę trzeba zastanawiać się nad każdym krokiem, przez co tempo gry mocno się ciągnie i po jakimś czasie gra może zacząć nużyć. Osoby, które lubią widzieć rezultat natychmiast lub po krótkim czasie, po prostu się znudzą.

Na początek wybieramy jedną z ośmiu głównych frakcji: Nekrofagi, Drakkeny, Spaczeni Lordowie, Magowie Szału, Wędrowne Klany, Podziemni i Dzikołazy. Oprócz głównych ras, mamy jeszcze frakcje poboczne, które możemy przyłączyć do nas. Pozwolą nam one dzięki temu na pozyskanie dodatkowych surowców.

Drakken – jedna z ras, którą możemy podbijać Aurię

Po wybraniu grupy, w imieniu której będziemy podbijać planetę, przechodzimy do kolejnego kroku, czyli rozpoczęcia właściwej rozgrywki. I tu czeka na nas niespodzianka – całkowity brak kampanii. Gra toczy się na otwartej mapie, więc mamy pełną dowolność w dobieraniu kierunku ruchu.

Fragment mapy Aurii

Walki prowadzone są w dobrze znanych turach, na polach podzielonych na znane i lubiane heksy*, aczkolwiek system bitew wydaje się być nadmiernie uproszczony, a inteligencja przeciwników sterowanych przez komputer czasami głupieje i np. najsłabsza jednostka przeciwnika atakuje naszą najsilniejszą, przez co gnie od kontruderzenia (kontruderzenie nie liczy się w grach jako ruch, więc możemy spokojnie po nim wyprowadzić atak czy rzucić zaklęcie).

Pole bitwy podzielone na słynne heksy

Jednostek bojowych jest niestety zbyt mało, ponieważ każda rasa otrzymuje jedynie trzy. Dla porównania, w strategii „SpellForce 2: Czas Mrocznych Wojen” mamy do wyboru od pięciu do ośmiu. Na duży plus zasługuje ścieżka dźwiękowa, która doskonale wkomponowuje się w historię oraz, co więcej, nie przynudza ani nie irytuje gracza.

Kolejnym plusem są elementy RPG w postaci zadań pobocznych jak np. odkrywanie sekretów cywilizacji Bezkresnych czy też zdobywanie magicznych artefaktów. Każde zwycięstwo, niezależnie od typu questa, jest nagradzane punktami doświadczenia.

Osoby, które lubią rozgrywkę z żywymi osobami, ucieszy zawarty w grze multiplayer. Niestety nie dało rady go przetestować, gdyż grę udostępniono nam przed oficjalną premierą i ten moduł nie był jeszcze aktywny.

Jeśli chodzi o spolszczenie, to niestety jest bardzo niedopracowane. Zdarzają się całe partie tekstu nie przetłumaczone, błędne, a niektóre terminy przełożono bezsensowne. Pojawiają się potworki językowe w stylu „wojobójca”. Standardowo kobiety mówią w rodzaju męskim. Można by się również przyczepić do polskich nazw frakcji czy poszczególnych jednostek, ale jak dla mnie to zależy od indywidualnego podejścia.

„Endless Legend” to bardzo ciekawa pozycja łącząca fantastykę z ekonomią i strategią wojskową. W zasadzie dałabym tej grze wysoką ocenę, jednakże spartaczone tłumaczenie niestety ją zaniża.  Toteż postanowiłam przyznać dwie noty:

Gra w oryginale: 8/10
Gra spolszczona: 6,5/10

A poniżej w skrócie zalety i wady „Endless Legend”:

+ fabuła
+ grafika
+ dopasowana muzyka
+ elementy RPG
+ posiada multiplayer
+ podział pola walki na heksy
+ wymaga solidnego planowania i przewidywania każdego ruchu

– błędy w polonizacji!
– mało jednostek bojowych
– głupiejąca AI przeciwników
– potrafi się dłużyć
– brak kampanii, jedynie otwarta mapa

*Heks – pojedyncze pole na planszy bitewnej, na której może stanąć jednostka. Nazwa pochodzi od charakterystycznego kształtu sześciokąta.

 

About Nes

Nerd i mól książkowy w jednym. Zafiksowana na punkcie Doctora Who. Nieopanowana gaduła i optymistka z czasowymi skłonnościami do pesymizmu. Osobniczka aspirująca do bycia Tą-co-ładne-zdjęcia-robi. Ma alergię na głupotę i chamstwo, które usilnie zwalcza sarkazmem. Miłośniczka psów i kotów, chętnie wytrząsająca sobie cztery litery w siodle końskim. A w wolnych chwilach administratorka i założycielka Rhapsody Polska (http://rhapsody-polska.pl).

View all posts by Nes