Falkon 2014 – relacja

Po raz piętnasty do Lublina przybyli fani popkultury, by wszyscy razem spędzić miło czas na Falkonie. Organizatorzy zaplanowali wiele atrakcji, w których skład wchodził
y prelekcje, wystawy, konkursy lub gry. Pytanie tylko czy udało im się spełnić te obietnice?

Gdy około 15 dotarłam na miejsce, do dużego budynku Targów Lubelskich, zaskoczył mnie zupełny brak kolejek. Po paru minutach byłam już zakredytowana, dostałam plakietkę (która niestety sprawiała wiele problemów, psując się co chwilę) i mapkę, jak dojść do szkoły noclegowej. I tu pojawił się pierwszy problem. Po pierwsze szkoła była dość daleko, dojście do niej z Targów zajmowało trzydzieści minut piechotą, co gorsza, mapka mająca zaprowadzić nas do szkoły była niezrozumiała również dla mieszkańców Lublina. Z tego powodu z godzinę błądziłyśmy grupką po mieście, póki nie spotkałyśmy charakterystycznych ludzi z plakietkami, za którymi podążyłyśmy do ziemi obiecanej. Na szczęście na miejscu okazało się, że niedaleko jest przystanek, z którego parę autobusów i trolejbusów jechało w kierunku Targów.

Jeśli chodzi o sam budynek konwentu, trzeba przyznać, że jest on naprawdę przygotowany do takiej roli. Dwie wielkie hale, na których były kolejno wystawcy koszulek czy książek i gier planszowych, powodowało, że nie czuć było, iluz Targami, dwóm salom konferencyjnym i antresoli wiele prelekcji mogło się odbywać w tym samym czasie, co dawało naprawdę szeroki (i trudny) wybór  uczestnikom. naprawdę jest ludzi na Falkonie. Co więcej, dzięki dwóm namiotom połączonymi uz Targami, dwóm salom konferencyjnym i antresoli wiele prelekcji mogło się odbywać w tym samym czasie, co dawało naprawdę szeroki (i trudny) wybór  uczestnikom. naprawdę jest ludzi na Falkonie. Co więcej, dzięki dwóm namiotom połączonymi

Moje powitanie z Falkonem zaczęło się dwoma prelekcjami zorganizowane przez Geekozaura. Muszę przyznać, że tak jak „Najlepsze seriale wszechczasów” zostały zrobione rewelacyjnie, tak „15 najbardziej zasłużonych Oscarów, których nigdy nie przyznano” miało poziom co najwyżej średni – panowie przeciągali niektóre tematy, czasem odchodzili od głównego wątku, co powodowało, że słuchacze częściej patrzyli na facebooka niż ich prezentacje.  Niestety, jak się okazało, później Geekozaur staczał się tylko po równi pochyłej, a wykładem, który mnie całkowicie zniechęcił do panów, był „Dookoła świata z Geekozaurem – ta okropna Japonia”. Ten kraj został przez nich przedstawiony bardzo stereotypowo, co nie dziwi, patrząc na to, że żaden z nich tam nie był.

Całkowicie inne wrażenie zrobiły na mnie Magda Cathia Kozłowska i Aneta Jadowska. Pierwsza, dzięki miłemu obyciu i naturalności przykuwała uwagę i ciekawie opowiadała o „Supernatural” czy Whedonverse, co tylko potwierdzało, że powinnam się za którąś z produkcji zabrać. Jednak nikt nie był według mnie lepszy niż Aneta Jadowska, która dała świetny przykład jak robić wykłady. Zabawna, naturalna, zorganizowana – godzina z nią mijała bardzo szybko. Moje dobre wrażenie o niej utrwaliło się po spotkaniu autorskim. Ponieważ prowadzący spóźnił się piętnaście minut, Jadowska musiała sobie poradzić sama i opowiadała trochę o sobie. Nie dość, że doprowadziła do tego, że aż przykro się zrobiło, że przyszedł prowadzący, to okazała się bardzo sympatyczną kobietą.

Oprócz tego, w pamięci utrwaliła mi się zwłaszcza Beata Mróz, która opowiedziała o „Najdziwniejszych mitach świata”, i wszyscy uczestnicy panelu „Podróży do jądra fantastyki, czyli anatomia opowiadania”. Oba tematy okazały się bardzo ciekawe i świetnie poprowadzone.

Oprócz słuchania prelekcji można było pograć w różne gry. Niestety (a może „stety”) doprowadzały one do tego, że niektórzy siedzieli nad nimi do białego rana, były także świetną okazją do integracji.

Falkon też był wyśmienitym miejscem do wydawania pieniędzy. I przyznam szczerze, obiecałam sobie, że nie wydam zbyt wiele, i nie udało mi się dotrzymać tej obietnicy. Nie dość że było wiele różnorodnych wystawców, to jeszcze mieli parę promocji dla klientów – jak tu nie skorzystać? Szkoda tylko, że tak mało wydawnictw widzi w tym dobry sposób na zarobki i reklamę. Moim zdaniem brakowało też możliwości zakupu książek po angielsku, filmów oraz seriali. I to jest naprawdę niewykorzystana szansa, ponieważ co drugi prelegent mówił o tym, by obejrzeć dany serial – i myślę, że gdyby uczestnicy zobaczyli te produkcje na półkach wystawców, kupili by je bez wahania.

Falkon był bardzo dobrym i bardzo dobrze zorganizowanym konwentem. Myślę, że gdyby poprawić tę parę wymienionych problemów, nie miałabym już żadnych obiekcji. Zwłaszcza, że organizatorzy naprawdę się postarali – pomyśleli o kąciku zabaw dla najmłodszych oraz zorganizowali prezenty dla uczestników konwentu, książkę Wojciecha Kłosowskiego, „Nauczyciel sztuki”.