Siergiej Łukjanienko “Ostatni Patrol” – recenzja

Gdyby tak ci, którzy już na zawsze odeszli w Zmrok, mogli powrócić? Nie jako duchy, sen, namiastka swojej prawdziwej postaci, ale jako ludzie z krwi i kości. Czy ta oferta warta jest położenia na szali istnienia ludzkości i czy w ogóle taki zabieg jest możliwy, sprawdzić przyszło bohaterom „Ostatniego Patrolu” autorstwa Siergieja Łukjanienki – czwartego tomu historii o strażnikach równowagi między Światłem i Ciemnością.Od wydarzeń kończących poprzedni tom cyklu minęło kilka lat. Życie patrolowych toczy się stosunkowo spokojnie, na tyle, na ile oczywiście pozwala praca w tej „branży”. Anton Gorodecki, który ponownie jest naszym przewodnikiem po wykreowanych przez autora wydarzeniach, oswaja się z nowymi dla siebie możliwościami pozyskanymi w „Patrolu Zmroku”.

W czwartej części opowieści o Innych akcja powieści umiejscowiona została między innymi w Edynburgu – słynącym z licznych festiwali mieście Szkocji. Wszystko za sprawą młodego Rosjanina, który w będących turystyczną atrakcją Podziemiach, odgrywających rolę czegoś na styl komnaty strachu, pada ofiarą wampira, a przybyły na miejsce Anton wpada w tryby skomplikowanej intrygi Wyższych. Czytelnik ma również okazję zawędrować wraz z bohaterami w góry Uzbekistanu i, co można uznać za mało grzeczne, troszkę je zdemolować.

Jak już stało się tradycją, również „Ostatni Patrol” podzielony został przez Łukjanienkę na trzy części, a motywem przewodnim jest, wspomniana wyżej, tajemnica przywrócenia do życia zmarłych. A tak dokładniej, sekret ten chce poznać niespotykany nigdy wcześniej triumwirat składający się z przedstawicieli strony Jasnej, Ciemnej oraz Inkwizycji. By zrealizować swoje plany, uciekną się nawet do bezpośredniego wykorzystania zwykłych ludzi. Jednak cel, jaki obrała sobie owa nietypowa koalicja, przynieść może więcej złego niż dobrego – przecież odeszli nie tylko ci dobrzy i szlachetni, pełno jest również niegodziwych czy szalonych magów.

W tym tomie przygód moskiewskich Patroli odbiorca wreszcie ma szansę dowiedzieć się czegoś (a nawet całkiem sporo) o wielowarstwowym Zmroku. Choć muszę przyznać, iż autorowi nie udało się mnie zaskoczyć tym, co kryje się na jego ostatniej, siódmej, warstwie, na którą dotrzeć mogą jedynie madzy zerowi.

Natomiast wśród bohaterów pojawiających się na kartach powieści Czytelnik odnajduje te już znane, nawet nieco zapomniane, jak np. Jergo – teraz już dorosły, młody mężczyzna, któremu daleko do przestraszonego nastolatka – oraz te już mocno zadomowione w całym cyklu. Wśród debiutantów ciekawymi osobnikami są szef Nocnego Patrolu Edynburga, stary kumpel (a jakżeby inaczej) Hesera, jak również… Merlin. Łukjanienko pokusił się o wykorzystanie dobroci płynących z legend arturiańskich i w świecie wykreowanym przez autora wspomniany mag jest kimś więcej niźli tylko mitem.

Akcja powieści poprowadzona została interesująco i ciekawie, a styl i język są tymi, które fani cyklu już znają. Tylko jedna, drobna kwestia zaburzała mi wiarygodność przedstawionej historii. Jak już wspomniałam na samym początku, od wydarzeń zaprezentowanych w „Patrolu Zmroku” minęło parę lat, a Anton Gorodecki zachowuje się, jakby swoje nowe umiejętności pozyskał, dosłownie, wczoraj i nie ma pojęcia, jak się z nimi obchodzić. Rozumiem, że w porównaniu z takim Heserem czy Zawulonem, którzy liczą sobie setki lat, owe kilka jest kroplą w morzu, jednak mimo wszystko miał trochę czasu, by nadrobić chociażby teorię.

„Ostatni Patrol”, tak jak inne części serii, to udane urban fantasy, które zapewni Czytelnikowi wiele wrażeń oraz nieraz skłoni do przemyśleń. Wielbiciele potyczek między Jasnymi i Ciemnymi powinni być usatysfakcjonowani.

 

About WereWolf

Zły Wilk

View all posts by WereWolf