The Librarians, pilot – recenzja

Rzeczy, które potrafią porwać człowieka tak bardzo, że ten nie zauważa płynącego czasu, mogę policzyć na palcach jednej ręki. Ta sztuka udała się dwuczęściowemu pilotowemu odcinkowi serialu „The Librarians”. Projekt ten jest kontynuacją serii filmów o Flynnie Carsenie – Bibliotekarzu. Akcja rozgrywa się dziesięć lat po wydarzeniach przedstawionych w pierwszej części pt. „Tajemnica włóczni”. Po raz kolejny główny bohater ma do czynienia z Braterstwem Węży – tajną organizacją o wyjątkowo złowrogich celach. Tym razem jednak nie jest on zdany tylko na siebie. W utrzymaniu obecnego porządku świata pomóc mu ma mała grupa wybitnych na swój sposób osób. Aby tego dokonać, muszą odnaleźć legendarną koronę króla Artura – magiczny artefakt stworzony przez samego Merlina. Druga część przedstawia poszukiwania kamienia, w którym był uwięziony Excalibur – jest on kluczem do zmiany ładu na planecie.

Wszystko rozgrywa się w błyskawicznym tempie. Tak samo jest z częścią dialogów. W kilku sytuacjach miałem lekki problem, aby nadążyć za wypowiedziami aktorów. Ich szybkość oraz nadmiar były z początku niewygodne. Chociaż z czasem, gdy człowiek do tego przywyknie, jest znacznie lepiej i można się skupić na całej reszcie. Pod innymi względami nie mogę się do nich doczepić. Są zabawne, a co najważniejsze dobrze komponują się z wydarzeniami i całym klimatem produkcji.

Podczas seansu miałem wrażenie, że oglądam „Doctora Who”, tylko bez tych wszystkich gadżetów, jakimi on dysponował. Tutaj największą bronią bohatera jest jego umysł. Nie jest to zżynanie z niedoścignionego, brytyjskiego pomysłu, tylko lekka inspiracja w kreacji szalonego bibliotekarza, zaczynając od lekko ekstrawaganckiego stroju niepasującego do obecnych czasów, a na zachowaniu kończąc. Inną cechą, łączącą te dwie postaci, jest samotność, którą obaj dobrze poznali.

Największą zaletą serialu jest doskonała obsada. W rolę Flynna Carsena po raz kolejny wciela się Noah Wyle – aktor najbardziej znany ze swoich występów w „Ostrym dyżurze” czy „Wrogim niebie”. Bardzo mi się podobała jego gra oraz dialogi w „The Librarians”. Odnosiłem wrażenie, jakby wszystko przychodziło mu bez wysiłku. Ponowne pojawienie się Bibliotekarza nie jest jedyną pozytywną stroną produkcji. Oprócz niego po raz kolejny do tego niezwykłego świata wracają Jane Curtin, wcielająca się w Charlene, oraz Bob Newhart, znany jako Judson. Oglądając filmy, uwielbiałem sceny z ich udziałem, które były wyjątkowo komiczne, i cieszę się, że tu także się pokazali.

Przy kilku scenach odniosłem wrażenie, jakby wygenerowane komputerowo efekty specjalne lekko odbiegały od obecnych standardów. Nie są one złe, po prostu czegoś im brak. Zawsze uważałem, że najważniejsza jest historia oraz dobra zabawa podczas seansu. „Bibliotekarze” właśnie tacy są. Moim zdaniem te lekkie niedociągnięcia w oprawie wizualnej nie stwarzają problemów w odbiorze całości. Według mnie jest to kwestia zbyt skromnego początkowego budżetu i mam nadzieję, że wraz ze wzrostem oglądalności zostanie to poprawione.

Produkcja nie jest dramatem, dlatego też nie można od niej oczekiwać poważnego podejścia do opisywanych wydarzeń. Jej lekka i przyjemna forma jest czymś, co po prostu widza bawi. Bez żadnego poruszania ważkich czy poważnych tematów. Jest to akurat zgodne z filmowymi częściami.

Nie ma pomysłów idealnych. Wszystko posiada wady i zalety. Trzeba tylko pamiętać, że najważniejsze jest, aby pozytywy wzięły górę nad tym, co nie wyszło. Dla mnie w przypadku odcinków pilotażowych tego serialu atutów było więcej niż negatywów, dlatego z chęcią powrócę do tego szalonego świata wypełnionego magią i innymi cudami. Produkcja jest dobrym uzupełnieniem Universum, wszystko się zazębia, tworząc spójną całość. Ważne jest także to, że nie trzeba być zaznajomionym z pełnometrażowymi częściami, by rozpocząć przygodę z serialową wersją. Wszystkim czytającym moją recenzję mogę napisać tylko jedno – jeśli wierzysz w magię, oglądając „Bibliotekarzy”, poczujesz się jak w domu. Jeżeli natomiast te klimaty są dla Ciebie nieznane, zawsze warto spróbować czegoś nowego. Może czas, który zdecydujecie się poświęcić na seans, nie okaże się zmarnowany.