Wyprawa skrytobójcy – Robin Hobb – recenzja

Wyprawa skrytobójcy - Robin HobbPo rewelacyjnym “Królewskim skrytobójcy” Robin Hobb nie mogłam zbyt wiele zwlekać z sięgnięciem po ostatni tom trylogii “Skrytobójca” o tytule „Wyprawa skrytobójcy”. Każdy kolejny tom tej serii był pokaźniejszy od poprzedniego – trzecia część ma całe tysiąc stron, a są to karty wypełnione ciekawą akcją.

Podobnie jak w “Królewskim…” tak i tu historia rozpoczyna się od powracania Bastarda do zdrowia po ostatnich przejściach. Chwile względnego spokoju i braku zobowiązań nie trwają jednak długo – los żąda obecności i działań katalizatora, więc bohater, mimo całkowitej niestabilności emocjonalnej, często nawet wbrew sobie, musi ruszać przed siebie, by czynić swą powinność. Jak wskazuje tytuł, książka ta opisuje jedną wielką podróż – młody skrytobójca nieustannie prze naprzód, wędruje, by osiągnąć swoje cele, by spełnić oczekiwania i własne pragnienia.

W pierwszej części Bastard był dzieckiem, kilku- i kilkunastoletnim, które się uczyło, poznawało otoczenie, zaznajamiało się z dworem, orężem, swoim fachem, a także polityką. W drugim tomie mieliśmy już do czynienia z młodzieńcem, targanym namiętnościami, zapalczywym, buntowniczym, porywczym, pewnym swoich działań, dążącym do niezależności – czyli, można by rzec, normalnym, acz inteligentnym nastolatkiem. W ostatnim tomie zaś spotykamy już młodego mężczyznę, który wiele przeszedł, gotowego podjąć odpowiedzialność, świadomego i dążącego do celu, ale w sposób mniej młodzieńczy, a bardziej dojrzały. Bastard, ni mniej, ni więcej, dorósł i jest gotów na wiele, by odzyskać to, co utracił.

Potężna książka wymaga potężnej dawki wydarzeń, które ją stworzą, na tyle pokaźnej, by nie zanudzić osoby sięgającej po powieść. Robin Hobb upewniła się, że Czytelnikowi tego nie zabraknie, a co ważne zadbała o to, by wszystko to było logicznie połączone, ale nie oczywiste. Uplotła fabułę w taki sposób, by możliwości jej poprowadzenia zwodziły Czytającego, by nie mógł być pewny przyszłych wydarzeń, ale by wszystko w ostatecznym rozrachunku do siebie pasowało i, krótko mówiąc, trzymało się kupy. Autorka nie waha się namieszać – z początku przedstawia sprawę w taki sposób, że Czytelnik już wie w zarysie, jaki będzie ostateczny efekt dla samego głównego bohatera oraz jego położenie po latach od zmagań z Zawyspiarzami (aczkolwiek nie to, czy i jak udało mu się osiągnąć cel). To jest jednak gorsze niż niewiedza, ponieważ sprawia, że Czytający stara się dopasować opisywane wydarzenia do efektu. A przynajmniej ja tak miałam. Wiedziałam, co ma wyjść, więc z każdym nowym zwrotem akcji starałam się domyśleć, co takiego się wydarzyło, że osiągnięto skutek przedstawiony na pierwszych stronach. Zastanawiałam się również, czy aby autorka nie oszukała Czytelnika na samym początku, wspominając krótko samotność, która miała się stać udziałem głównego bohatera w przyszłości? Czułam też pewną niesprawiedliwość względem tej postaci (bo jak to tak, tyle przeszedł, a nie dostał należnej nagrody?), więc chciałam, by wydarzenia, mimo wszystko, potoczyły się pomyślne dla Bastarda, by jednak okazało się, że autorka zwodziła na samym początku w, jak to nazywam, “wyznaniach skryby”.

A dlaczego tak? Niekiedy spotyka się bohaterów, których nijak nie można nawet tolerować, albo takich, których los jest dla nas obojętny. Bastard nie jest przykładem żadnego z nich. Pozostała niewesoła ferajna również. Po prostu polubiłam te postacie. Autorce udało się wzbudzić we mnie sympatię, która dodatkowo przyciągała mnie do powieści. Bastard jest inteligentny, ale nie nieomylny, bystry, ale nie wszystkowiedzący. Wiele razy udaje mu się coś tylko dzięki szczęściu, ale nie jest wiecznym szczęściarzem, bywa niepewny, ale potrafi również wziąć się w garść, popełnia błędy, ale też odnosi sukcesy; raz on kogoś ratuje, raz ktoś inny ratuje jego. W tym wszystkim jest równowaga, która sprawia, że ten młody skrytobójca wydaje się być prawdziwym człowiekiem, który mógłby sobie gdzieś żyć. Jest na tyle realistycznie przedstawiony, że pomaga to zagłębić się w wydarzeniach bez odczuwania fałszu czy tzw. „zgrzytów” w charakterze bohatera.

Niektórym może przeszkadzać wątek romantyczny, ale jak dla mnie jest to jeszcze jedna z zalet tej powieści, a to dlatego, że nie jest to związek przesłodzony czy nawet zwyczajnie słodki – jest to relacja trudna, która dodaje dramatyzmu i nieco dynamiki, tym bardziej, że nasz bohater jest w tej kwestii dość bezradny.

Jak już wspomniałam, tytuł ten ma całe tysiąc stron – jest ogromną, ciężką książką, ale tylko fizycznie. Gdy już się po nią sięgnie, zupełnie nie czuć jej rozmiarów – strony szybko umykają, akcja nie pozwala się nudzić, nie zezwala nawet na zastoje. Tak jak nie jestem osobą, która zarywa nocki, tak z tą powieścią – a szerzej z całą serią – nie raz się zdarzyło, że późno w noc mówiłam sobie „jeszcze tylko skończę rozdział, jeszcze tylko dowiem się, o czym będzie następny”. Wiecie, jak to bywa. A jeśli nie, sięgnijcie po tę pozycje, gdyż mam silne poczucie, że możecie się dowiedzieć. :-)

“Wyprawa skrytobójcy” to historia w moim odczuciu niezwykła – wciągająca, czarująca, zwodząca i najzwyczajniej w świecie bardzo ciekawa, pozwalająca na parę dni zanurzyć się w podróży Bastarda, jego obawach i pragnieniach. Jest to tytuł, którego nie można ominąć, choć oczywiście nie można zacząć trylogii od niego, gdyż cała ta seria to w zasadzie jedna opowieść, jedna historia, ze względów – wydaje się – głównie praktycznych pocięta na mniejsze fragmenty. Polecam serdecznie.

Tytuł: Wyprawa skrytobójcy
Autor: Robin Hobb
Tytuł oryginału: Assassin’s Quest
Seria: Skrytobójca
Tom: 3
ISBN: 978-83-7480-459-2
Tłumaczenie: Agnieszka Ciepłowska
Oprawa: twarda
Ilość stron: 995
Rok wydania: 21 listopada 2014
Cena detaliczna: 59,00

 

 
 

About Sophie

Z zawodu finansista, z pasji czytelnik. Redaktorka serwisu oraz moderator forum Gavran, okazjonalnie recenzentka.

View all posts by Sophie