Marvel’s Agent Carter – recenzja

Do „Marvel’s Agent Carter” podchodziłem z lekkimi obawami, dotyczącymi tego, czy tytuł będzie dobry. Wszelkie moje wątpliwości wynikały z nierównego poziomu pierwszego sezonu „Agentów T.A.R.C.Z.Y”. Obie produkcje oprócz różnic, do których można zaliczyć fakt, iż są to zupełnie odmienne historie, oraz to, że ich akcja rozgrywa się w różnych czasach, mają też kilka cech wspólnych. Mam głównie na myśli wspólne uniwersum oraz drobne szczegóły, dostrzegalne tylko dla osób znających oba dzieła Marvela. Na szczęście moja niepewność okazała się bezpodstawna. Jak dla mnie serial miał polot i wciągającą fabułę, której brakowało w jego starszym bracie. W zaledwie ośmiu odcinkach została zamknięta jedna, świetnie zbudowana przez scenarzystów historia.

Kobieta bywa zmienna. Czasem rzuca się w oczy jak pewna dama w czerwonej sukience z
pierwszej części „Matrixa”. Innym razem bywa skryta bądź nawet niebezpieczna. Taka właśnie jest Peggy Carter, w którą po raz kolejny z wielką gracją wciela się Hayley Atwell. Zamiast zjawiskowych strojów dysponuje ona eleganckim kapeluszem – według mnie ten drobny szczegół sprawia jeszcze lepsze wrażenie. Wszystko to, w połączeniu ze zniewalającym brytyjskim akcentem oraz uwodzicielskim brzmieniem głosu, powoduje, że nie można się ani na chwilę oderwać od telewizora.

Świat po zakończeniu wojny stał się zupełnie innym miejscem, a główna bohaterka musi się na nowo w nim odnaleźć. Przenosi się do Nowego Jorku, jednocześnie rozpoczynając pracę w SSR – czołowej amerykańskiej agencji wywiadowczej. To tylko niektóre rzeczy, z którymi zmaga się na co dzień Cater. Na szczęście nie jest w tym osamotniona – może liczyć na wsparcie Edwina Jarvisa, kamerdynera Howarda Starka. Warto też wspomnieć, iż w filmach o „Iron Manie” i „Avengersach” pojawia się J.A.R.V.I.S. – komputerowy system do zarządzania posesją Tony’ego oraz jego skafandrami. Wielokrotnie zastanawiałem się, czy jest to przypadkowa zbieżność nazw, czy kryło się za tym coś więcej. Może kiedyś uda mi się na to pytanie znaleźć odpowiedź. Co do samej postaci muszę stwierdzić, że byłem zaskoczony jej obecnością w serialu. James D’Arcy wypadł rewelacyjnie w roli Jarvisa – człowieka posiadającego wyjątkowo poukładane życie, który wie, co i kiedy ma zrobić, a swoje nowe obowiązki stara się wypełniać, jak najlepiej tylko umie. Wypada to wyjątkowo komiczne, z tych kilku powodów od razu go polubiłem.

W serialu występują też inne dobrze znane postacie z kinowych przygód pierwszego mściciela – Kapitana Ameryki. Głównie chodzi mi o Howarda Starka, za którym nie przepadam. Za bardzo przypomina mi swojego syna z pierwszej części „Iron Mana”. Jego zgubne zamiłowanie do kobiet oraz innych rozrywek nie przypadło mi do gustu. Muszę nadmienić, że jego obecność jest bardzo ważna dla samej fabuły. W większości scen Stark zachowuje się jak małe, rozwydrzone dziecko, któremu trzeba dawać po łapach, za każdym razem, gdy coś spsoci. Co w praktyce tworzy dziwne sytuacje oraz ciekawe zwroty akcji. Są też inni, ale to już niech pozostanie słodką niespodzianką.

Produkcja nie skupia się tylko na opowiedzeniu głównej historii, oprócz tego widz może obejrzeć, jak Peggy sobie radzi z życiowymi rozterkami, pracą z mężczyznami, mającymi stereotypowe podejście do roli kobiety. Z powodu tak małej ilości odcinków skupiono się na rozwijaniu fabuły oraz akcji. To sprawiło, że nie można się nawet przez chwilę nudzić. Dla mnie opowieść snuta w serialu nie była tak bardzo istotna, jak interakcje postaci, które wypadały genialne. Każda osoba jest wyrazista i unikalna na swój własny sposób, niektóre się kocha od samego początku, a innych nienawidzi. Zmiksowanie tak wielu różnych charakterów owocuje sporą dawką zaskakujących scen.

Warto też zwrócić uwagę na to, iż dbałość producentów o detale okazała się nadzwyczajna. Wszystkie stroje, włączając te śmieszne krótkie krawaty, oraz akcenty aktorów robią naprawdę wielkie wrażenie, widz może się poczuć, tak jakby sam trafił do Ameryki tamtego okresu.

Dla mnie przygody Peggy Carter były przykrótką, lecz świetną zabawą. Bardzo się cieszę, że na tym się nie zakończą jej losy. Ważnym faktem dla tych, którzy jeszcze nie widzieli serialu, jest to, że nie muszą być zaznajomieni z filmami o Kapitanie Ameryce, aby zacząć oglądać losy uroczej Pani Agent. Bardzo długo nie było informacji, czy produkcja będzie kontynuowana. Niedawno ABC ogłosiło zamówienie drugiego sezonu. Jest to świetna wiadomość – urzekła mnie świeżość, jaką wnosi Peggy Carter do świata zdominowanego przez mężczyzn. Sama bohaterka przypomina Jamesa Bonda w spódnicy, pokazuje, jak z gracją można robić totalną rozróbę, w rytmie utworu Caro Emerald „That Man”. Akcja wraz ze ścieżką dźwiękową tworzy wyjątkowo elektryzujące połączenie, które znajdzie sporą liczbę sympatyków. Dlatego z całą świadomością mogę polecić serial każdemu lubiącemu dobrą rozrywkę na wysokim poziomie.