Nóż w lodzie – recenzja

Atticus O’Sullivan i spokojne życie? Niezły oksymoron, nieprawdaż? A gdy dodatkowo na scenie pojawia się nieprzebierający w słowach archdruid Atticusa, świat nabiera ciekawszych kolorów.

Po szaleńczym rajdzie przez ziemski glob, jaki spotkał bohaterów w części poprzedniej, ktoś mógłby pomyśleć, że tym razem magiczna ekipa będzie mogła liczyć na chwilę wytchnienia. Ale przecież Kevin Hearne nie pisze swoich książek po to, by było w nich cicho, monotonnie i spokojnie, bo i kto chciałby je wtedy czytać? Zapewne nieliczni. Zatem i w tej odsłonie przygód Żelaznego Druida autor zabiera Czytelników na wycieczkę pełną akcji i niebezpieczeństw.

„Nóż w lodzie” poprowadzony został przez Hearne’a trzyosobowo. Historie przedstawione na kartach powieści poznajemy z perspektywy O’Sullivana, Granuaile oraz nowego bohatera, jakim jest, wspomniany już, archdruid Eoghan O’Cinneide, współcześnie zwany Owenem Kennedym. Pisząc historie, celowo użyłam liczby mnogiej, gdyż w tym tomie każda ze wspomnianych osób obdarowana została swoim własnym wątkiem i praktycznie, nie licząc paru scen, jedynie na koniec powieści owa trójka druidów ma szansę stanąć ramię w ramię.

Jedną z cech charakterystycznych powieści Hearne’a są podróże – bohaterowie przenoszą się do różnych, mniej lub bardziej egzotycznych zakątków świata czy boskich krain. I tym razem autor pozwolił odbiorcy towarzyszyć postaciom w takiej wyprawie. Prócz tradycyjnej łazęgi po Stanach Zjednoczonych, ruszamy razem z nimi w piękne pejzaże Japonii, Indii czy… Himalajów, a wszystko po to, by móc poznać żyjące tam bóstwa, istoty i stwory. Trzeba też przyznać, iż tym zamieszkującym ostatnią z wymienionych lokalizacji przypisana została dość znacząca rola wiążąca się z wątkiem Granuaile. Oczywiście nie będę zdradzać, o jakie mityczne stworzenia chodzi, coby nie popsuć zabawy przyszłym Czytelnikom „Noża w lodzie”.

W czasie lektury powieści odbiorca ma szansę spotkać się z postaciami, które znane mu są z wcześniejszych odsłon cyklu – pojawiają się między innymi wilkołaki, Laksha czy, żałuję, iż nie osobiście, polskie wiedźmy. Szczególne znaczenie dla fabuły odgrywa tu Kulasekaran, ponieważ właśnie za jej sprawą Granuaile trafia do Indii. Zaś o druidzkiej parze nie można napisać zbyt wiele nowego – Atticus, w moim odczuciu, nie zmienił się zbytnio przez te wszystkie części, a jego partnerkę wyróżnia w tym tomie jedynie to, że stała się pełnoprawną druidką, przed którą jednak jeszcze wiele nauki. Hearne logicznie kontynuuje stworzony już raz profil tych bohaterów, ich cech charakteru, osobowości. Z jednej strony to pozytyw – pokazuje nam, że autor konsekwentnie trzyma się wypracowanych już wcześniej elementów, postacie, jakie spotkaliśmy w pierwszym tomie są spójne z tymi, które widzimy we wszystkich odsłonach. Z drugiej jednak strony przy siódmej już części wprowadza to pewną monotonię, brak jakiegokolwiek elementu zaskoczenia, a główne postacie stają się do bólu przewidywalne.

Pewnym powiewem świeżości miała być zapewne wprowadzona w tym tomie już „namacalnie” sylwetka Owena, druida, od którego O’Sullivan pobierał swoje nauki. Jak nie trudno się domyślić, bohater ten, po zetknięciu ze współczesnym światem, przeżywa mocny szok, a to co widzi niekoniecznie przypada mu do gustu. W moim odczuciu, Kennedy miał pełnić dla Atticusa rolę, kolokwialnie pisząc, wrzodu na tyłku. Mało współczesne maniery, cięty język, skłonność do bitki czy mocniejszych trunków są cechami, jakim Hearne początkowo obdarzył Owena. I chyba jedynym, co nie zmiękło przez wszystkie karty powieści są jedynie wyrażonka, którymi posługuje się ta postać. Pozostałe elementy gdzieś się rozpływają, tracą na sile.

Kolejnym elementem, który jest spójny we wszystkich częściach przygód Żelaznego Druida to styl, jakim napisane są powieści. Jest lekko, łatwo i przystępnie. Również w tej odsłonie nie brak oberonowego humoru czy też nawiązań do popkultury (Cumberbatch jest wszędzie!).

Podsumowując, „Nóż w lodzie” to zgrabna kontynuacja cyklu, która powinna przypaść do gusty fanom poprzednich. Ciekawe tylko, czy Kevinowi Hearne’owi nie braknie pomysłów, by godziwie prowadzić druidzką ekipę przez kolejne przygody, nie narażając się na wtórność i obniżenie jakości.

 

About WereWolf

Zły Wilk

View all posts by WereWolf