Dni Fantastyki 2015 – relacja

Już po raz jedenasty odbyły się we Wrocławiu Dni Fantastyki. Dla mnie była to pierwsza wizyta na zamku w Leśnicy, który jest bardzo malowniczym miejscem dla tego typu imprez. Organizatorzy dla wszystkich odwiedzających przygotowali masę atrakcji od wczesnych godzin porannych aż po ciemną noc.

Na konwent dotarłem w piątek, kilka godzin przed otwarciem. Z chwilą, kiedy moja stopa przekroczyła bramę. Zrozumiałem, że wszelkie moje wyobrażenia odnośnie do skali konwentu zbledły w zderzeniu z rzeczywistością. Gdzie tylko spojrzałem, widziałem krzątających się wystawców, przygotowujących swoje stoiska. Po lewej stronie od wejścia znajdowała się obszerna strefa handlowa. Natomiast gdy się skręciło w prawo, można było trafić na strzelnicę, dalej umiejscowiona była strefa gastronomiczna i amfiteatr. Swoje pierwsze kroki skierowałem prosto do budynku po odbiór wejściówki. Dodatkowo zauważyłem wspaniałe repliki Bumblebee, Terminatora oraz AT-ST (dwunożna maszyna krocząca z uniwersum Gwiezdnych Wojen). Udało mi się później przyjrzeć im z bliska – dbałość twórców modeli o szczegóły sprawiła, że nie potrafiłem wyjść z podziwu, wyglądały one jak wycięte z filmu. Przez chwilę nawet kombinowałem, jak tu je zapakować do bagażnika mojego samochodu.

Piątek okazał się spokojny i luźny, większość osób przyjechała dopiero w sobotę. Pierwszego dnia udało mi się dostać na prelekcję Anety Jadowskiej pt. „XIX-wieczne CSI”. Podczas tego wykładu dowiedziałem się, jak wyglądały początki kryminalistyki, badanie miejsc zbrodni czy choćby tworzenie pierwszych rejestrów zatrzymanych. Prowadząca realizowała temat bardzo umiejętnie, kilkukrotnie cała sala wybuchała śmiechem, gdy Jadowska snuła jakieś anegdoty związane z tematyką prelekcji. Tego dnia także udało mi się wziąć udział w spotkaniu autorskim Martyny Raduchowskiej. Była to bardzo ciekawa dyskusja pisarki z czytelnikami o świecie, jaki wykreowała w swojej ostatniej książce. Przechadzając się w nocy po zamku, trafiłem przypadkiem na pokaz filmu „Pecador” – twór powstały w hołdzie meksykańskiej retro fantastyce. Ten dziwny amatorski projekt był naprawdę śmieszny, a pomysłowość, jaką wykazali się jego autorzy przy tworzeniu efektów specjalnych, bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła.

Sobota obfitowała w jeszcze więcej atrakcji niż pierwszy dzień konwentu. Co rusz można było natknąć się na cospleyera albo całą ich grupkę. Najwięcej osób było przebranych za postaci z uniwersum Gwiezdnych Wojen, Wiedźmina, różnego rodzaju gier komputerowych czy książek Tolkiena. Odwiedzających było tak wielu, że przestronne korytarze zamku stały się ciasne i duszne, trzeba było umiejętnie omijać liczne grupy ludzi oczekujących pod drzwiami sal na konkretne wykłady. Organizatorzy na drugi dzień imprezy przygotowali między innymi spotkania autorskie z Wiktorem Noczkinem (piszącym książki w uniwersum S.T.A.L.K.E.R.), Anetą Jadowską (poprowadziła ona także warsztaty literackie. Część ta trwał zaledwie godzinę i nie zostały przeprowadzone wcześniej na niego zapisy, więc był on raczej poświęcony temu, jak się zmotywować do pisania), Jakubem Ćwiekiem (jak zwykle zgromadził on na swojej prelekcji pokaźną liczbę słuchaczy), Michałem Gołkowskim czy z Jackiem Komudą.

Ostatni dzień konwentu nadal nie pozwalał uczestnikom na złapanie oddechu. Program na niedzielę był rozplanowany tylko do godziny piętnastej, ale ilość atrakcji nadal była wyjątkowo bogata. Dobrego humoru odwiedzających nie była w stanie popsuć nawet deszczowa pogoda. Mnie się niestety ta zła aura dała we znaki, gdyż z jej powodu nie odbyło się „śniadanie fantastyczne”, podczas którego wspólny posiłek mieli razem zjeść zaproszeni goście, coplayerzy oraz chętni uczestnicy. Na szczęście później w budynku udało mi się natknąć na Martynę Raduchowska i zdobyłem autograf na jej najnowszej książce, dodatkowo mam wspólne pamiątkowe zdjęcie. Dla graczy była prelekcji pt. „Lol-owe inspiracje”, podczas której autorka wyjaśniała, skąd się wzięły konkretne postaci; fani Stephena Kinga mogli wybrać się na panel poświęcony temu autorowi. Były także bardziej praktyczne dyskusje poświęcone zombie-apokalipsie. Według mnie najlepszym punktem programu na zakończenie konwentu okazał się wykład Krzysztofa Piskorskiego pt. „Spiski i śmieszne czapki: historia tajnych stowarzyszeń”, na którym to autor przedstawiał te bardziej oraz mniej znane tajne organizacje, takie jak np. Skopcy (ruch religijny w Rosji, uważający ascezę i kastrację lub surową wstrzemięźliwość płciową za warunek zbawienia). Czy też Reptilianie (rasa humanoidalnych gadów sprawująca władzę nad światem).

Dni Fantastyki są konwentem świetnie przygotowanym z atrakcjami dla każdego. Zaczynając od stref zabawy dla najmłodszych, a kończąc na nocnych panelach oznaczonych „+18”. Bardziej aktywni uczestnicy mogli wziąć udział w warsztatach tanecznych czy spróbować swoich sił w repusowaniu – formowaniu blachy polegającym na ręcznym wybijaniu wgłębień. W podziemiach zamku znajdował się dużych rozmiarów gamesroom, w którym przy barze nie serwowano napojów, tylko gry planszowe oraz karciane. Dodatkowo do dyspozycji były także konsole. Gdy któraś z prelekcji miała się nie odbyć, organizatorzy szybko postowali informacje na facebookowej stronie wydarzenia. Miła atmosfera, jeszcze bardziej sympatyczni ludzie sprawili, że na zamku poczułem się jak w domu i naprawdę nie miałem ochoty go opuszczać.


“Zdjęcia z Wrocławskich DFów. Za udostępnienie fotografii dziękujemy Maciejowi Polakowi.”

From Dni Fantastyki 2015, posted by Gavran on 7/06/2015 (113 items)

Generated by Facebook Photo Fetcher 2