iZombie sezon pierwszy – recenzja

Zombie… gdy słyszę to słowo, w głowie pojawia mi się obraz mocno rozłożonego ludzkiego ciała, nie zawsze kompletnego, które próbuje pożreć mój mózg. W kinie, telewizji czy grach komputerowych pokazują te nieumarłe poczwary w podobny do mojego wyobrażenia sposób, tylko z tą różnicą, że się prześcigają w stworzeniu jak najbardziej ohydnych wręcz odrażających scen z udziałem truposzy. Jeśli myślicie, że „iZombie” podąża tą ścieżką, to muszę was zmartwić. Serial bazuje na komiksie DC Comics o tym samym tytule. Główną jego bohaterką jest Olivia „Liv” Moore, której nie można określić mianem statystycznego zombiaka wałęsającego się bez składu i ładu w poszukiwaniu czegoś do obgryzania.

Produkcji na pewno nie można nazwać typową. Pierwszy raz spotkałem się z tym, że główną bohaterką jest żywy trup. Ponadto dlatego, iż jest to postać pozytywna i w ogóle nie przypomina rozkładającego się nieboszczyka. Wręcz przeciwnie, to młoda atrakcyjna kobieta, która miała pecha i znalazła się w złym miejscu o nieodpowiedniej porze. Przez co jej świat został wywrócony do góry nogami. Musiała zmienić praktycznie wszystkie aspekty swojego życia z powodu tego, czym się stała. Wszelkie próby odnalezienia się Liv w nowej rzeczywistości oraz stojące przed nią wyzwania, są główną częścią fabuły.

Serial wydaje się zwyczajnym kryminalnym proceduralem z elementami fantastyki. Z początku myślałem, że te nadnaturalne cechy produkcji, będą jedynym, co ją wyróżnia na tle konkurencji. Jednak gdy oglądałem kolejne odcinki, coraz bardziej zarysowywał się główny wątek fabularny, ale to nie było ważne. Dla mnie liczył się fakt, że świat przedstawiony w „iZombie” został ukazany z dozą dystansu, wypełniony lekko zabawnymi i oryginalnymi postaciami, które można od razu polubić. Typowym elementem seriali z zacięciem kryminalnym jest przegląd całego społeczeństwa od bogaczy po bezdomne dzieciaki czy zahaczając choćby o amatorów mocnych wrażeń.

Postać Liv Moore na pierwszy rzut oka może wydawać się sympatyczna, czasem bywa melancholijna. Doświadcza ona całego wachlarzu emocji od tych pozytywnych po negatywne. Olivia posiada wielki talent do wpadania w skomplikowane sytuacje, częściowo za sprawą swojej pracy w kostnicy oraz bardzo chętnego dorzucania swoich trzech groszy do policyjnych śledztw, zwłaszcza wtedy gdy nie jest to mile widziane. Dodatkowo całą sprawę ubarwia jej specyficzne upodobania żywieniowe, za sprawą, których ma niezwykłe umiejętności. To wszystko sprawia, że Rose McIver nie miała łatwego zadania, jednakże spisała się w nim wyśmienicie. Dalej w obsadzie można znaleźć Malcolma Goodwina występującego jako Clive Babineaux – detektywa, który korzysta bardzo chętnie z pomocy głównej bohaterki w łapaniu groźnych przestępców. David Anders wcielił się w Blainea DeBeersa – prawdziwy czarny charakter zdolny do wszystkiego byle tylko osiągnąć swój niecny cel. Ostatnim z głównych postaci jest Ravi Chakrabarti, grany przez Rahula Kohliego. Tego człowieka można określić jako geeka, wielkiego fana ewenementu zombie, dodatkowo to także szef Olivi.

Trzynaście odcinków, z których składa się pierwszy sezon, zawiera kilka ciekawych śledztw, a także całą masę nawiązań do popkultury. Właśnie ten ostatni smaczek najbardziej trafił w moje upodobania, kiedy wiedziałem, że skądś znam ten cytat i zaczynałem wertować odległe zakamarki mojego umysłu w poszukiwaniu odpowiedzi. Kiedy znajdowałem nawiązanie do kultowych filmów, na mojej twarzy zawsze pojawiał się szeroki uśmiech.

Muzyka jest ważnym detalem, potrafi zgrabnie pogłębiać odczucia podczas seansu, ale zły dobór oprawy dźwiękowej może być gwoździem do trumny najlepszego dzieła. W tym konkretnym przypadku jest dobrze. W większości utwory towarzyszące akcji nie były z mojej bajki, ale nawet mi udało się znaleźć coś dla siebie w soundtracku.

Dzięki malowniczym wstawkom rysunkowym wprost z kart komiksu czy przez dymki z opisem sytuacji od razu można poczuć korzenie produkcji. Są to miłe akcenty wpasowujące się w klimat nowego tworu stacji „The CW”. „iZombie” z powodu nieortodoksyjnego podejścia do tematyki szwendających się trupów nie jest serialem, który spodoba się każdemu. Jednym taki powiem świeżości może się spodobać bądź wydać pociągający, a dla innych będzie to zbyt wielka rewolucja. Ja byłem wręcz zachwycony przygodami miłej zombie do zwalczania przestępczości i chcę więcej! Nawet jeśli obgryzania, o którym na samym początku wspomniałem, było niewiele. Zamiast tego otrzymujemy kilka świetnych scen z użyciem niebezpiecznych narzędzi. Nie wspominam już o broni palnej występującej w każdym odcinku. Jeśli lubicie fantastykę czy choćby historie z dozą dobrego humoru to ten serial jest dla Was. A mnie pozostaje już tylko czekać na drugi sezon.