Ropuszki – recenzja

Aneta Jadowska jest jedną z moich ulubionych polskich pisarek fantastyki. Autorka posiada wielki talent bajarza, który z gracją wykorzystuje podczas pisania. Potrafi również doprowadzić Czytelnika do szewskiej pasji, gdy jakaś scena nie kończy się tak, jak byśmy tego sobie życzyli. Właśnie dlatego, jak tylko nowe dzieło Jadowskiej ujrzało światło dzienne i zawitało na półki księgarni, nawet przez chwilę nie wahałem się z zakupem. „Ropuszki” są zbiorem czternastu opowiadań osadzonych w Toruniu oraz jego magicznej wersji, Thornie. Tytuł książki nawiązuje do jednego z tekstów, w którym Dora Wilk łączy siły z Witkacym. Obie te postaci są bardzo dobrze znane osobom, znającym „Heksalogię o Wiedźmie”.

„Ropuszki” stanowią uzupełnienie historii opisanych w sześcioksięgu. Przedstawiają obszerniej kilka pobocznych wątków, które wcześniej, z różnych powodów, zostały potraktowane po macoszemu. Książka jest wielką gratką dla fanów twórczości autorki – pozwala Czytelnikowi jeszcze raz zanurzyć się do dobrze poznanego świata. Sama Jadowska wspominała, że zbiór ten stanowi pożegnanie z niektórymi postaciami. Ja wolę o tym myśleć jak o końcu i początku. Z jednej strony zamyka część historii, a z drugiej otwiera drzwi do zupełnie nowych przygód.

Dora jest nadal tą samą osobą z ciętym językiem, którą polubili Czytelnicy. Możecie spodziewać się, że jak zwykle stanie w obronie słabszych i cierpiących. Tym razem stoją przed nią bardziej prozaiczne wyzwania, jak na przykład poszukiwania zaginionej przyjaciółki po tym, jak ta poznała nowego faceta, bądź szukanie nastolatki uciekającej z domu. Na pierwszy rzut oka te tematy wydają się oklepane czy też nudne, jednak wcale tak nie jest. Jadowska wyjątkowo pomysłowo rozwija w nich fabułę. Wszystkie pomysły, jakie miała na te dwa teksty były proste, a jednocześnie zaskakujące. Ten niepowtarzalny charakter potrafi wciągnąć Czytelnika już od pierwszych stron. Patrząc po moim przykładzie, mogę zapewnić, iż oderwać się od tej książki będziecie mogli, dopiero gdy skończycie całość.

Panna Wilk występuje w połowie opowiadań, natomiast pozostałe teksty opisują losy postaci drugoplanowych. I to właśnie te drugie najbardziej przypadły mi do gustu. Więc jeśli na przykład chcecie zobaczyć, jak wyglądało pierwsze spotkanie Dory z Leonem w Szatańskim Pierwiosnku, czy zapoznać się z powodami waśni między wiedźmą a stadem wilkołaków z Thornu, tudzież przekonać się, co kobieta potrafi zrobić w kiecce i butach na obcasie, to musicie przeczytać tę książkę. Podobnie, jeśli chcecie poznać kolejną przygodę najbardziej zaradnej emerytki w kraju, przeczytać, jak wyglądają amory nieśmiałego wilkołaka i pani weterynarz Aliny, albo też jak chłopaki (Miron i Joshua) sami się bawią w prywatnych detektywów, a przy okazji ganiają po całym Toruniu i Thornie, czy dowiedzieć się, co ważne anielskie osobistości robią w trakcie urlopu. W kwestii tego ostatniego przykładu, jest to jedno z moich ulubionych opowiadań i naprawdę nie dziwię się, że pierzaści tak rzadko mają wolne, gdyż potrafią wtedy cudować.

Innymi postaciami, które doczekały się swoich własnych historii są Bogna – pracująca w kostnicy, miła kobieta z wyjątkowo pogmatwanym życiem prywatnym – oraz Szelma – kotka do zadań specjalnych. Swoją drogą tej drugiej lepiej nie podskakiwać, jeśli chce się pozostać w jednym kawałku.

Autorka lubi dobre, ostre brzmienia, w związku z czym niektóre opowiadania mają przyjemny soundtrack. Bardzo podobało mi się, gdy były wymieniane tytuły utworów i mogłem powiedzieć „Znam to!”, a w mojej głowie zaczynały rozbrzmiewać uwielbiane melodie, w których rytmie dalej ciągnęła się akcja. Dodatkowym smaczkiem są rewelacyjne ilustracje wykonane przez Magdalenę Babińską, będącą również fanką twórczości Jadowskiej. Fakt, że entuzjaści, dzięki swojej pracy i talentom, mogą dorzucić swoją cegiełkę do czegoś, co ich kręci, cieszy mnie.

„Ropuszki” w ogólnym rozrachunku wypadają znakomicie. Te kilkanaście opowiadań zgromadzonych na pięciuset piętnastu stronach wciąga i świetnie bawi Czytelnika. Wszystko wygląda tak, jakby autorka nie nudziła się przy tworzeniu tego zbioru. Sporo postaci ma wielki potencjał i z ogromną chęcią bym przeczytał solowe przygody Babci, Katii, Szelmy, czy choćby dalsze losy Bjorna i Aliny.

Cały czas się zachwycam nad tą książką, nie tylko dlatego, iż dobrze się bawiłem, czytając ją, ale głównie dlatego, że nie mam do czego się przyczepić. Więc jeśli zapoznaliście się z „Heksalogią o Wiedźmie” i podobała się Wam, to musicie obowiązkowo sięgnąć po nowe dzieło Jadowskiej. Ci, którzy do tej pory nie mieli okazji zapoznać się z przygodami Teodory, także spokojnie mogą sięgnąć po tę książkę. Opowiadania są na tyle samodzielne i oderwane od poprzednich tytułów, że nie wymaga to od Czytelnika znajomości całości, by miło spędził czas na lekturze. Osobiście jednak mimo wszystko zalecałbym sięgnięcie najpierw po serię, a dopiero potem uzupełnić ją opowiadaniami. Pozwoli to przede wszystkim uniknąć spoilerów, które w kilku tekstach są dość spore. A lepiej nie psuć sobie lektury, tylko dlatego, że nie zachowało się chronologii.

Autor: Aneta Jadowska
Data wydania: 18 wrzesień 2015
ISBN: 978-83-7964-087-4