Upadek – recenzja

Na niektóre rzeczy trzeba długo czekać, a im dłużej trwa ten okres, tym bardziej rosną wymagania – tak właśnie miałem z „Upadkiem”. Książka została wydana ponad rok po premierze pierwszego tomu trylogii „Wirus”, opowiadającej o starciu ludzkości z krwiożerczymi wampirami pod wodzą opętanego potęgą Mistrza. Strzygi w tej serii są rasą w znacznym stopniu różniąca się od Drakuli – najbardziej znanego przedstawiciela tego gatunku. Guillermo del Toro i Chuck Hogan połączyli stare słowiańskie wierzenia o krwiopijcach ze swoją twórczą wyobraźnią, tworząc coś naprawdę niezwykłego i godnego uwagi.

Poprzednia część była bardzo ciekawa, mroczna oraz tajemnicza, a jej zakończenie zapewniło całą masę pytań, nie oferując prawie żadnych odpowiedzi. Dlatego chciałem poznać, co autorzy są w stanie dalej wymyślić. W „Wirusie” – jest to także tytuł pierwszego tomu trylogii – Czytelnik mógł poznać misterny plan Mistrza, który okazuje się mieć drugie dno, ale żeby je poznać i przekonać się, jakie są prawdziwe zamiary głównego antagonisty, trzeba sięgnąć po „Upadek”.

W „Upadku” jest sporo przypominania, co wydarzyło się wcześniej, jak pojawili się główni bohaterowie i kim oni są, oraz ogólnie w skrócie została przedstawiona anatomia wampirów wraz ze sposobami ich najbardziej efektywnego zabijania. W żadnym stopniu nie uważam tego za coś złego, wręcz przeciwnie – nie lubię czuć się zagubionym podczas czytania, dlatego przypominanie fragmentów, które mogły się z biegiem czasu zatrzeć w pamięci Czytelnika, uważam za bardzo dobry pomysł. Dzięki temu zabiegowi książka wydawała mi się także po części poradnikiem dla młodego, niedoświadczonego pogromcy wampirów, co stanowi dodatkowy ciekawy smaczek.

Książka rozpoczyna się na krótko po finale pierwszego tomu. Fabuła, jak to miało miejsce w poprzedniej części, przedstawia wydarzenia z kilku perspektyw. Z jednej strony Czytelnik towarzyszy starym znajomym na czele z Abrahamem Setrakianem. Autorzy przedstawiają również, jak wygląda realizacja diabolicznego planu Mistrza oczami jego popleczników oraz samych strzyg. W mieście pojawiają się również nowi łowcy, którzy z zapałem biorą się do wykonania swojego zadania. A w międzyczasie Ephraim Goodweather, Nora Martinez i Wasilij Fet zaczynają godzić się z tym, że wampiry istnieją i dążą do zniszczenia rodzaju ludzkiego, więc swoje talenty i zawodowe umiejętności próbują przełożyć na nową płaszczyznę, jaką jest zabijanie krwiopijców.

Po raz kolejny ważną rolę w fabule odgrywają wspomnienia z młodości profesora oraz inne ważne wydarzenia historyczne mające miejsce na terenie Europy, w których to maczał mniej lub bardziej swoje szpony Mistrz. Wszystkie zdarzenia z minionych lat są bardzo dokładne i bogate w szczegóły. Pomijając wampiry, często odnosiłem wrażenie, jakbym czytał książkę historyczną, a nie fantastyczną. Nie jestem znawcą tego tematu, więc nie wiem, ile w tym jest prawdy, a jaką część stanowi fikcja literacka, ale zdecydowanie jest to element wart zauważenia. Te poboczne wątki mają na celu nie tylko pokazać Czytelnikowi, że krwiopijcy zawsze gdzieś tam byli skryci w cieniu, ale również przedstawiają Setrakiana jako człowieka całkowicie oddanego swojej życiowej misji polegającej na wytępieniu wszystkich strzyg. W książce istnieje jeszcze jeden interesujący poboczny wątek polegający na odnalezieniu przedmiotu o wielkiej wartości. Z czasem nabiera on coraz większego znaczenia, ale nie jest to powód, dla którego o nim piszę. Wspominam go, gdyż spodobał mi się, a jednocześnie wzbudził we mnie skojarzenia z „Dziewiątymi wrotami”, będącym jednym z moich ulubionych filmów. „Upadek” ma bardzo mroczny i tajemniczy klimat podobny do produkcji wyreżyserowanej przez Romana Polańskiego.

Problem z cyklami jest taki, że z każdym nowym tomem rosną wymagania co do następnego. „Upadek” w tym starciu wychodzi zwycięsko, wartka akcja dużo wydarzeń i wyjątkowo mroczny klimat sprawiają, iż czas spędzony na lekturze upływa niepostrzeżenie, aż można się zdziwić, że to minął cały dzień bądź weekend. Autorzy popisali się, serwując rozrywkę na najwyższym poziomie, przypominającą miks „Buffy: postrach wampirów” z „Dziewiątymi wrotami” – jest to wyjątkowo ciekawe połączenie. Guillermo del Toro wraz z Chuckiem Hoganem zaskoczyli mnie nie raz i mam nadzieję, że tak będzie dalej. Moim głównym zastrzeżeniem jest to, że musiałem czekać aż półtora roku na kontynuację „Wirusa”, innym problemem, który z tego wynika, jest istnienie telewizyjnej adaptacji trylogii, na jesieni pojawił się drugi sezon serialu i można było zapoznać się z fabułą „Upadku”, zanim książka trafiła do sprzedaży.

Autorzy: Guillermo del Toro, Chuck Hogan
Tłumaczenie: Krzysztof Skonieczny
Seria: Wirus, tom 2
Data premiery: 30 listopada 2015
Liczba stron: 416
ISBN: 9788377857113