Chór zapomnianych głosów – recenzja

Remigiusz Mróz jest doktorem nauk prawniczych, ale zamiast pracować w zawodzie zgodnym ze swoim wykształceniem, zaczął pisać. Jego książki to w głównej mierze kryminały, ale ku mojemu zaskoczeniu stworzył on także space operę o dość tajemniczym tytule „Chór zapomnianych głosów”. Wcześniej nie miałem okazji przeczytać nic, co stworzył Mróz, dlatego uznałem, że ta powieść z gatunku science fiction wydana w 2014 roku, której dodruk ukazuje się teraz, jest idealnym momentem, żeby naprawić to niedopatrzenie i sprawdzić, czy książki tego autora są tak dobre, jak mówią ludzie.

„Chór zapomnianych głosów” opowiada historię okrętu badawczego Accipiter oraz jego załogi, śmiało podążającej tam, gdzie jeszcze nie było żadnego człowieka. W trakcie podróży spotyka ich wiele dziwnych, niebezpiecznych, a nawet makabrycznych przygód, które wciągają bohaterów coraz głębiej w poszukiwanie odpowiedzi na pytanie, o co w tym wszystkim chodzi i dlaczego trafiło akurat na nich.

Na powieść składają się dwa wątki, które z biegiem wydarzeń coraz bardziej się zazębiają, aż w końcu łączą się w jeden. W pierwszym opisane są wydarzenia mające miejsce na pokładzie Accipitera – jednostka ta z powodu śmierci niemal całej załogi musi przerwać swoją wieloletnią misję, mającą na celu kolonizację nadających się dla ludzi planet. Drugi wątek odnosi się do reakcji ziemskich organizacji na otrzymanie sygnału SOS nadanego z wcześniej wspomnianego statku.

Głównymi bohaterami „Chóru zapomnianych głosów” są załoganci Accipitera: astrochemik Håkon Lindberg oraz nawigator Dija Udin Alhassan. Pierwszy to Szwed o dość obszernej wiedzy, nieograniczającej się tylko do jego pracy, który woli także zastanowić się, zanim podejmie jakieś działania. Drugi jest całkowitym przeciwieństwem swojego kompana w niedoli. Dija Udin ma wyjątkowo porywczy charakter, woli działać niż siedzieć i myśleć nad dostępnymi możliwościami. Panowie od samego początku nie przypadli sobie do gustu i obwiniają jeden drugiego za bagno, w jakie wpadli. Ciągłe podejrzenia bardzo wpływają na ich relacje, czego nie poprawia wspólne przebywanie na ograniczonej powierzchni. Starają omijać się szerokim łukiem, ograniczając kontakty do niezbędnego minimum. Próbują również dojść do tego, co spowodowało śmierć reszty personelu. Towarzyszenie im podczas rozwiązywania kolejnych problemów jest ciekawą przygodą, ponieważ ta dwójka ma nieszablonowe podejście do niektórych spraw. Dzięki temu nie raz niebanalnie pokonują wiele trudności. Dodatkowo istotne jest, że bohaterowie nie wiedzą, co dokładnie spowodowało, że znaleźli się w tak niedogodnym położeniu – mogło do tego doprowadzić szaleństwo jednego z członków załogi, obca cywilizacja, a może też zwykły przypadek. Liczba możliwych rozwiązań zagadki z każdą stroną się zwiększa.

„Chór zapomnianych głosów” to dość dziwna książka. Z początku wszystko wskazuje, że jest to kryminał, którego akcja ma miejsce w kosmosie, a futurystyczna technologia gra drugie skrzypce. Później jednak klimat się zmienia – zaczyna brakować tajemnic, a ich miejsce zajmuje kryjący się pod tymi dziwnymi wydarzeniami problem, któremu personel Accipitera musi stawić czoła.

Autor genialnie bawi się z Czytelnikiem w kotka i myszkę, naprowadzając go na konkretne wnioski, by potem nagle odwrócić wszystko do góry nogami, dzięki temu zwiększając liczbę możliwych rozwiązań. Ten szczegół jest dla mnie największym atutem tego kosmicznego kryminału.

Rzadko zdarza się, by książka posiadała same zalety, a powieść Remigiusza Mroza nie jest wyjątkiem i posiada nieco wad. Trzeba mieć na uwadze, że jest to science fiction, więc w mniejszym lub większym stopniu pojawi się nowoczesna technologia oraz teorie naukowe, za pomocą których Czytelnik ma zrozumieć otaczający bohaterów wszechświat. Natłok teorii odnośnie do każdego wydarzenia jest tak duży, że ciągła nimi żonglera tezami w wykonaniu postaci nie pomaga w łatwym ich zrozumieniu. Dodatkowo miałem wrażenie, że te fragmenty były za bardzo przegadane.

Preferuję oglądanie science fiction niż jego czytanie, ponieważ ten gatunek według mnie świetnie prezentuje się na ekranie, poza tym w takiej formie jest łatwiejszy w odbiorze. Powieść Remigiusza Mroza już od pierwszych stron bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, stworzył on wciągającą opowieść na bardzo wysokim poziomie. Co prawda nie wszystkie pomysły przypadły mi do gustu i w tekście było kilka literówek, ale w ogólnym rozrachunku książka wychodzi na plus. Dodam jeszcze, że autor snuje opowieść tak, jakby był to kryminał – Czytelnik praktycznie do ostatniej strony musi się domyślać, w jaki sposób historia zostanie zakończona. Czas spędzony z „Chórem zapomnianych głosów” zdecydowanie mogę uznać za owocny i bardzo chętnie sięgnę po kontynuację, która według wydawnictwa Genius Creations zostanie wydana jeszcze w tym roku.

Autor: Remigiusz Mróz
ISBN: 978-83-7995-016-4
Oprawa: miękka
Liczba stron: 410