Misja błazna - Robin HobbNiektóre książki chyba nie chcą zostać przeczytane. W przypadku takiej „Misji błazna” autorstwa Robin Hobb nawet kurier zaginął w akcji, krążąc po drogach i nie trafiając do celu, przez co musiałam się nieźle naczekać, zanim mogłam w końcu sięgnąć po tę książkę. Oczekiwanie (a możecie mi wierzyć, że trwało to kilka tygodni) zaostrzyło apetyt i sprawiło, że zaczęłam mieć większe wymagania co do powieści. Czy „Misja błazna” spełniła nadzieje, jakie w niej pokładałam, i wynagrodziła cały ten czas, który zajęło kurierowi trafienie do moich drzwi? Odpowiedź jest prosta: udało jej się to z nawiązką.

Jakiś czas temu przeczytałam Trylogię Skrytobójcy, którą wydawnictwo MAG postanowiło wznowić w nowych, pięknych okładkach i twardej oprawie (tu linki do recek), i wyszłam z tej przygody bardzo zadowolona i usatysfakcjonowana, otrzymawszy kawałek naprawę porządnego fantasy. Widząc więc w zapowiedziach wznowienie kolejnej książki Robin Hoob, tym razem pierwszego tomu trylogii Złotoskórego, nie mogłam sobie odmówić sięgnięcia i po nią.

Wydarzenia z „Misji błazna” są bardzo silnie związane z trylogią Skrytobójcy. W zasadzie rozdzielenie tych serii wydaje mi się dość umowne. Zarówno jeden, jak i drugi cykl jest opowiadany z punktu widzenia Bastarda (czego z jednej strony nieco żałuję, bo miałam nadzieję na lepsze poznanie Błazna, a już nie tak młody Rycerski wcale nie zna go lepiej, niż Czytelnicy mieli do tej pory okazję). Ponadto bohaterowie i otoczenie również się powtarzają. W zasadzie można określić „Misję błazna” jako bezpośrednią kontynuację wydarzeń z trylogii Skrytobójcy – autorka nawiązuje wprost do tamtych wydarzeń, wiele spraw nadal tkwi w zawieszeniu, nie do końca rozwiązanych. W zasadzie gdybym nie wiedziała, że jest to nowy cykl, mogłabym się tego nie domyślić.

Przy okazji trzeba wspomnieć, że jeśli ktoś nie czytał Trylogii Skrytobójcy, ale jest zainteresowany sięgnięciem po „Misję błazna”, powinien dobrze to przemyśleć. Jak już wspomniałam, obie serie są ze sobą ściśle powiązane. W pierwszym tomie Złotoskórego autorka nawiązuje do przeszłych zdarzeń nieustannie i bez żadnego przypominania, kto jest kim i co się wydarzyło. Nawet ja, która czytałam o Skrytobójcy w zeszłym roku, za sprawą fatalnej pamięci miewałam z początku problemy z przypomnieniem sobie szczegółów. Dlatego wszystkim zainteresowanym polecam sięgnąć najpierw po „Ucznia skrytobójcy” oraz pozostałe dwa tomy, ale wszystkich, którzy mieli już przyjemność zapoznać się z tym cyklem, gorąco namawiam do sięgnięcia po „Misję błazna”. Nie pożałujecie! :-)

Minęło piętnaście lat od pamiętnych wydarzeń z Sześciu Księstw. Piętnaście lat, od kiedy Bastard Rycerski z rodu Przezornych przez większość ludzi, bliższych i dalszych, został uznany za zmarłego. Jedynie kilka osób wie, że ten jakże zasłużony człowiek, razem ze swym wilkiem Ślepunem, nadal żyje i mieszka w osamotnieniu, w spokojnej okolicy, stroniąc od polityki. Jednakże – jak przyjdzie nam się dowiedzieć – Katalizator nie może trwać bezczynnie. Bastard po raz kolejny musi podjąć decyzję, czy dać się wyciągnąć w miejskie życie w cieniu władzy i ponownie poświęcić się dla swego rodu.

W serii o Skrytobójcy poznaliśmy wielu ciekawych bohaterów, z których część pojawia się również tutaj – zarówno jako wspomnienie, jak i jako żywa postać, znów stająca na drodze Bastarda. Chciałabym tu wspomnieć o dwóch najważniejszych – Błaźnie i Ślepunie. Pierwszy był do tej pory sporą zagadką – nic w jego przypadku nie mogło być brane za pewnik, nawet jego płeć. W „Misji błazna” mamy okazję poznać go nieco bliżej, lepiej, chociaż nadal jest to jedynie liźnięcie wierzchniej warstwy okrywającej go tajemnicy, ale – patrząc po kierunku, w jakim to wszystko zmierza – podejrzewam, że już wkrótce autorka może nam zdradzić nieco więcej, na co z niecierpliwością czekam. Drugą postacią, która naprawdę zasługuje na wspomnienie, jest Ślepun – wilk, z którym Bastard jest powiązany specyficzną więzią, wśród otaczających ich ludzi rodzącą kontrowersje i strach. Wilczy towarzysz Rycerskiego odgrywa w całej tej historii nieocenioną rolę. Potrafi nadać akcji dynamiki, a także naprostować bohatera, czy zmienić kierunek, w którym ten zmierza. Wspomniana dwójka – razem z Bastardem – jest głównym trzonem fabuły, który dzielnie się trzyma i rewelacyjnie radzi z utrzymaniem tak potężnej historii.


Sam Bastard nie jest już dzieckiem znanym z „Ucznia skrytobójcy”, ani nawet młodzieńcem z „Wyprawy…”. Wyzbył się swojego uporu i porywczości, dojrzał, uspokoił się, ale nie stracił nic ze swej przenikliwości, przebiegłości i sprytu. To nadal jest ten sam niesamowity, lojalny – nawet za cenę własnego życia i szczęścia – bohater o silnym charakterze. Tym razem jednak w nowej wersji, świetnie pasującej do jego nowej roli, pozycji i otoczenia. Autorka popisała się świetnym wyczuciem w kwestii kreacji tej postaci, nadając mu realizmu i nie przesadzając w kształtowaniu jego charakteru.

 
Opisując tę powieść, nie można nie wspomnieć o akcji. Robin Hobb ma niesamowity talent do tworzenia wciągającej fabuły, od której nie można się oderwać, co tylko potwierdziła w „Misji błazna”. Przedstawione wydarzenia tworzyły fascynującą całość, niepozwalającą odstąpić od lektury i sprawiającą, że tak łatwo byłoby zarwać nockę, w ogóle tego nie czując. Autorka świetnie sobie poradziła ze złożeniem starych, znanych już ze Skrytobójcy elementów z nowym otoczeniem, problemami i postaciami, ponownie sprowadzając na czytającego unikatowy klimat świata Królestwa Sześciu Księstw.

Po raz kolejny nie mogę się obejść bez porównań. Skrytobójca był mocno naznaczony polityką i intrygami. Wszystko było z nią związane – spory wewnętrzne i zewnętrzne Koziego Księstwa sterowały całą akcją serii i wpływały na wszystko, co miało związek z naszym bohaterem. „Misja błazna” od tego odchodzi. Mamy tu bowiem więcej problemów społecznych powiązanych z strachem i nietolerancją budzonych przez Rozumiejących. Cała fabuła jest silnie związana z pradawną krwią i to właśnie ten lud staramy się nieco bliżej poznać w tej części. Oczywiście – zważywszy na to, że spora część bohaterów znajduje się wysoko w hierarchii władzy całego księstwa – nie można uniknąć polityki, jednak jest ona głównie tłem, a nie napędem dla akcji.

Robin Hobb świetnie sobie radzi ze splataniem różnych wątków tak, aby tworzyły spójną, ciekawą, zrównoważoną całość, do której chce się wracać. Pełną szczegółów, skonstruowaną w przemyślany sposób fabułę z niesamowitymi i cudownie skrojonymi postaciami o wyróżniających się charakterach i uzupełniających się nawzajem, którzy niemal mogliby żyć naprawdę. Tak plastyczne skonstruowanie postaci bez ocierania się o przesadę jest naprawdę trudne, a autorka poradziła sobie z tym śpiewająco. Bohaterowie to jedna z najlepszych zalet tej powieści.

„Misja błazna” to po prostu rewelacyjna powieść, składająca się na równie wspaniałą całość. Serdecznie polecam ją wszystkim, przy czym tych, którzy nie sięgnęli do tej pory po Trylogię Skrytobójcy, zachęcam do nadrobienia tego przeoczenia, ponieważ omija ich naprawdę niesamowita przygoda.

Autor: Robin Hobb
Tytuł oryginału: Fool’s Errand
Seria: Złotoskóry
ISBN: 978-83-7480-548-3
Tłumaczenie: Zbigniew Królicki
Oprawa: twarda
Ilość stron: 688
Rok wydania: luty 2016
Cena detaliczna: 49,00

 

About Sophie

Z zawodu finansista, z pasji czytelnik. Redaktorka serwisu oraz moderator forum Gavran, okazjonalnie recenzentka.

View all posts by Sophie