Złocisty błazen – Robin Hobb – recenzja

złocisty błazen robin hobbRobin Hobb zagościła na polskim rynku wydawniczym już dawno temu. Ostatnio jednak wydawnictwo MAG postanowiło nieco odświeżyć Czytelnikom jej twórczość, wznawiając najpierw serię o Skrytobójcy, a w tym roku również tę o Złotoskórym, której to drugim tomem jest właśnie omawiany „Złocisty błazen”.

Przez te wszystkie cztery dotychczasowe tomy Bastard musiał się zmierzyć z wieloma przeciwnościami, nie raz musiał walczyć, uczestniczyć w intrygach, szpiegować i ratować tych, którym przysięgał. Nie inaczej jest w „Złocistym błaźnie”. Również tutaj Bastard Rycerski zostaje rzucony w wir zdarzeń, knowań i politycznych zmagań, do których wcale nie było mu tęskno za czasów swojego odosobnienia. „Misja błazna” była wstępem dla całej historii, która – zatoczywszy koło – znów wraca do Koziej Twierdzy, gdzie nasz drogi były skrytobójca po raz kolejny musi wspomóc ród Przezornych. Książę Sumienny, dziedzic Królestwa Sześciu Księstw jest niewątpliwie obdarzony Mocą i nie mniej Rozumieniem. Bastard musi pomóc mu zrozumieć i okiełznać obie te umiejętności, by chłopak nie skończył porwany przez kuszące nurty tych niezwykłych talentów. Dodatkowo Robin Hobb nie byłaby sobą, gdyby nie dorzuciła do tego wszystkiego wielu innych wątków, takich jak zaręczyny młodego księcia z dziewczynką wywodzącą się niegdysiejszych wrogów, dalsze trudności sprawiane przez Srokatych, problemy z przybranym synem Trafem czy cała paleta gróźb i niebezpieczeństw towarzyszących polityce, a także wiele więcej.

Książki Hobb zawsze są wielowątkowe. To nigdy nie jest prosta historia, z jednym istotnym szlakiem zdarzeń – autorka zawsze dobiera wiele nitek i każdą z nich układa starannie i dokładnie, splatając je tak, by powstała mocna nić trzymająca całą opowieść w całości. Tworząc skomplikowane wzory, tajemnicze przejścia i zaskakujące zwroty akcji, które sprawiają, że nie można oderwać się od książki. W „Złocistym błaźnie” obserwujemy wątki dotyczące osobiście samego Bastarda, takie jak kłopoty z jego przyszywanym synem czy starania o zapewnienie córce bezpieczeństwa, ale też zapoznajemy się ciążącą mu samotnością i presją oraz ciężarem obowiązków. Do tego dochodzą tajemnice Błazna, a także jeszcze istotniejsze kłopoty na dworze i w polityce. W tym w szczególności nadal wiszące nad naszymi bohaterami utajone zagrożenie ze strony Srokatych oraz polityczne zawiłości kontaktów z innymi państwami, jak również stojąca pod znakiem zapytania wojna. A to tylko część wątków zaserwowanych przez Robin Hobb. Do tego dochodzi masa małych historii i elementów, które doskonale dopełniają całą opowieść, nadając jej życia. Jedno jest pewne – z taką ilością świetnie splecionych wydarzeń nie można się nudzić.

Autorka rewelacyjne operuje fabułą – z niesamowitym wyczuciem potrafi skonstruować ją tak, by nawet przez chwilę, w czasie tych wielostronicowych zmagań głównego bohatera, Czytelnik nie poczuł się zagubiony, znudzony czy zniechęcony. Robin Hobb żongluje wątkami i postaciami z niebywałą wprawą, zręcznie ujawniając tajemnice i zaskakując kierunkami, w jakich postanawia poprowadzić losy Bastarda oraz całego Królestwa Sześciu Księstw. Nie raz byłam niezmiernie zaskoczona sposobem pokierowania wydarzeń oraz tego, jak Hobb sprawnie wykorzystuje wszystkie pionki, które sobie poustawiała. Opowieść zapoczątkowana „Uczniem skrytobójcy” i kontynuowana w serii o Złotoskórym jest potężna, kompletna, skomplikowana i realistyczna, pełna emocji, trudnych wyborów, poświęceń, polityki i zmagań charakterów.

Cały czas piszę o Bastardzie, ale nie jest on jedynym istotnym bohaterem tej serii. W twórczości Robin Hobb znajdziemy wiele rewelacyjnych postaci – ciekawych i świetnie skrojonych, idealnie pasujących do całej historii i do swoich ról. Postacie poboczne są równie starannie wykreowane co Bastard, przywodzą na myśl prawdziwych ludzi z krwi i kości, ze swoimi słabościami, uporem, tajemnicami i nawykami. Każdy z nich jest nieco inny od reszty, przez co otrzymujemy plejadę różnych charakterów. W „Złocistym błaźnie” Bastard pokazuje nam wielu z nich z innej strony, zauważa ich przywary albo wręcz przeciwnie – poznaje nowe zalety. Jedno jest ważne – ci bohaterowie żyją, nie są jedynie kukiełkami pchanymi siłą woli autorki.

Warto też zaznaczyć, że jest to powieść naprawdę słusznych rozmiarów, gdyż liczy sobie niemal 800 stron (a kolejny tom jest nawet jeszcze potężniejszy!). Ci, którzy lubią takie pokaźne knigi, na pewno się ucieszą, a tych, którzy obawiają się grubszych książek, pragnę zapewnić, że nawet nie poczujecie tych rozmiarów. Twórczość Robin Hobb czyta się błyskawicznie, nie czując upływu stron. Nawet przez chwilę nie miałam z nią jakichkolwiek problemów, za każdym razem nie mogąc się oderwać i czekając niecierpliwie na moment, w którym będę mogła ponownie zanurzyć się w losy Królestwa Siedmiu Księstw.

Serdecznie polecam „Złocistego błazna” wszystkim, którzy zapoznali się z dotychczasowymi tomami. Całą resztę również gorąco zachęcam do sięgnięcia po twórczość Robin Hobb, przy czym doradzałabym rozpoczęcie od „Ucznia skrytobójcy”, gdyż to tam zaczyna się ta wspaniała opowieść.

Autor: Robin Hobb
Seria: Złotoskóry
ISBN: 978-83-7480-642-8
Tłumaczenie: Agnieszka Sylwanowicz
Oprawa: twarda
Ilość stron: 784
Rok wydania: 27 kwietnia 2016
Cena detaliczna: 49,00

 

About Sophie

Z zawodu finansista, z pasji czytelnik. Redaktorka serwisu oraz moderator forum Gavran, okazjonalnie recenzentka.

View all posts by Sophie