Redlum – recenzja

Książkowi bohaterowie przeżywają wiele przygód, ale nawet te epickie wcześniej czy później się kończą – i co wtedy? Opcji jest wiele, a moją ulubioną jest ta, gdy dzielni podróżni z wypchanymi groszem sakwami zatrzymują się w karczmach, aby odpocząć po trudach długiej podróży, napić się zimnego piwa i dowiedzieć się od lokalnej ludności, czy ktoś w okolicy nie potrzebuje pomocy. Nie zawsze trzeba opuszczać domowe pielesze, żeby zakosztować smaku przygody. Najlepszym tego przykładem jest najnowsza książka Katarzyny Rupiewicz, „Redlum”.

Powieść przedstawia historię miasta niepodobnego do żadnego innego. Redlum od świata odgradza wielki, warowny mur, a mieszkańców tej miejscowości nie można określić jako typowych. Ludzie żyją tutaj obok najróżniejszych magicznych stworzeń (strzyg, nimf, trolli, jasnowidzów i wielu innych). Ich relacji nie można nazwać przyjaznymi, przypomina to raczej porozumienie o nieagresji wypracowane na przestrzeni długich lat. Dla nieuważnych może to być niebezpieczny teren, na którym łatwo mogą zginąć – a dokładniej zostać zjedzonym, spopielonym bądź stracić co najmniej połowę głowy. Pomimo tego jest to dość przyjazne miejsce, pod warunkiem, że się uważa na siebie.

Redlum zostało zbudowane przez ludzi w celu zgromadzenia wszystkich magicznych stworzeń w jednym miejscu i kontrolowania ich w ten sposób. Potworom zabronione jest opuszczanie miasta. Dzięki temu osoby mieszkające poza murem mogą czuć się bezpieczniej, wiedząc, że po okolicy nie grasują żadne stwory. Redlum rządzone jest przez najstarsze i najpotężniejsze magiczne istoty i biada tym, którzy postanowią zmienić ten stan rzeczy.

Głównym bohaterem książki jest młody chłopak, sierota o imieniu Słodki. Jest to jedno z najbardziej nietypowych i komicznych imion postaci, jakie miałem okazję poznać, ale w tym wypadku naprawdę oddaje ono to, co najlepsze w osobie, która je nosi. Dodatkowo idealnie pasuje do dziwnego klimatu samej powieści. Pierwsze kilkanaście lat swojego życia Słodki spędził pracując w szkole magii jako posługacz. Jednak opuszcza ją, żeby odnaleźć miejsce, do którego będzie pasować. Najdziwniejsze miasto świata – Redlum staje się jego domem.

Czytelnik, śledząc losy Słodkiego, może dowiedzieć się, jak funkcjonuje ta nietypowa społeczność, zapoznać się z hierarchią magicznych ras zamieszkujących miasto, tym, kto rządzi i komu lepiej nie wchodzić w drogę. Życie chłopaka nie należy do łatwych – jest mieszańcem i dlatego trudno określić, jak potężny może się stać. Słodki prowadzi karczmę, poświęcając pracy całe dnie i noce. Jego oberża także nie jest typowa – regularnie odwiedzają ją magiczne stworzenia, a każda rasa ma inne wymagania, którym gospodarz musi sprostać. Tak jak w innych ludzkich przybytkach tego typu klienci przychodzą porozmawiać, zjeść, napić się czegoś mocniejszego i ogólnie miło spędzić czas – cokolwiek to oznacza.

Książka opisuje codzienną rutynę związaną z prowadzeniem karczmy i obsługą klientów. Wydawać się może, że to nic ciekawego. Jednakże w tym wypadku jest inaczej, to właśnie goście Słodkiego są największą atrakcją powieści. Stali bywalcy zajmują się swoimi sprawami, czasem pojawi się ktoś obcy, a nawet jakiś człowiek zwita do karczmy, robiąc przy okazji olbrzymie zamieszanie, ponieważ zazwyczaj przedstawiciele tego gatunku raczej omijają Redlum szerokim łukiem. Obserwowanie, jak radzą sobie ludzie nienawykli do kontaktów z istotami magicznymi i jak zachowują się w nowych warunkach, jest świetną zabawą, która obfituje w dosadny czarny humor i wiele zwrotów akcji.

Największą zaletą „Redlum” jest porzucenie typowego schematu powieści fantasy, polegającego na tym, że bohaterowie podróżują po całym świecie, szukając przygód, bądź mają jakąś ważną misję do wypełnienia. Autorce udało się w „Redlum” pokazać, że nie trzeba przekraczać progu własnego domu, żeby przeżyć coś niesamowitego.

Okładka książki Katarzyny Rupiewicz odstrasza Czytelnika przy pierwszym kontakcie. Wygląda ohydnie i spokojnie może wygrać plebiscyt na największą maszkarę 2016 roku. Jednakże przez wiele lat nauczyłem się, że nie należy oceniać powieści po tym, jak prezentuje się ona na półce. Właśnie z tego powodu postanowiłem nie skreślać od razu „Redlum” i tej decyzji nie żałuję. Ponieważ kiedy przestanie się myśleć o okładce, a całą uwagę skupi się na tym, co najważniejsze, czyli treści, to ta po prostu zachwyca.

Autorka używa prostego i łatwego w odbiorze języka. Świetnie również wypadają opisy magicznych stworów, są one wyjątkowo bogate w szczegóły, nie brakuje także pikanterii. Akcja w większości rozgrywa się w karczmie, a przybytki tego typu są miejscami spotkań dla mężczyzn. Tematyka rozmów jest dość płytka i ogranicza się do jednego, góra dwóch tematów. Za sprawą tego, że akcja rozgrywa się w karczmie. Przybytki tego typu są miejscami spotkań dla mężczyzn. Tematyka rozmów jest dość płytka, ogranicza się do jednego, góra dwóch tematów. Katarzynie Rupiewicz bardzo ciekawie wyszło stworzenie tego seksistowskiego miejsca, w którym to kobiety według mężczyzn nadają się tylko do kilku czynności. Wszystkie te elementy w połączeniu z dużą porcją wulgaryzmów, wyolbrzymieniu niektórych kwestii i przerysowaniu kontaktów damsko-męskich sprawiają, że można się uśmiać podczas lektury.

Poznawanie tej książki sprawiło mi wiele przyjemności – nieszablonowe pomysły, ciekawe postacie i duża doza czarnego humory powodują, że jest to jedna z najciekawszych historii, które miałem okazję poznać w tym roku. Dlatego nie mogę postąpić inaczej, niż polecić Wam sięgnięcie po ten tytuł.

Autor: Katarzyna Rupiewicz
ISBN: 978-83-7995-054-6
Oprawa: miekka
Ilość stron: 332
Data wydania: 20 czerwca 2016