Elantris – recenzja

okładka książkiAż trudno mi uwierzyć, że od momentu, kiedy w tegoroczne święta Wielkanocne poszłam do Empiku, żeby obejrzeć kilka książek, minęło tak niewiele czasu. To właśnie wtedy w moje ręce trafił trójpak pięknie wydanego Ostatniego Imperium, a w głowie rozległo się ponaglanie: Musisz to kupić! Musisz!. Dzisiaj wydaje mi się, że znam książki Sandersona od zawsze; że od lat jestem fanką pisarza. Od marca w moje niecierpliwe ręce zdążyły chyba trafić wszystkie jego powieści, wszelkie ich reedycje. Nie dziwne więc, że kiedy tylko wydawnictwo Mag zapowiedziało na jesień jeszcze dwie – Elantris oraz Rozjemcę – jak każdy porządny książkoholik, zaznaczyłam sobie te daty w kalendarzu.

Od początku było dla mnie oczywiste, że jako czytelnik, który ma już za sobą mnóstwo innych książek ulubionego pisarza, jego debiut przyjmę inaczej niż osoby mające to szczęście, że zaczęły swoją przygodę z twórczością Brandona Sandersona od Elantris. Chociaż ta pozycja – tak samo jak wszystkie inne książki autora – absorbuje od samego początku, przyciąga oryginalnym, magicznym światem oraz genialnie wykreowanymi bohaterami i od pierwszych stron angażuje odbiorców w przygody postaci, wciąż jednak pozostaje debiutem. Kiedy porównam tę powieść do tych, które powstały po niej, jak na dłoni widoczny jest dla mnie rozwój pisarski Sandersona. Z jednej strony, gdyby ktoś podsunął mi Elantris pod nos i kazał zgadywać, kto napisał ten tytuł, nie miałabym większego problemu, aby jako autora wytypować Brandona Sandersona. Rozpoznać to można w sposobie prowadzenia narracji, rozwijania akcji czy rozbudowywania przedstawionego uniwersum. W debiucie pisarz jednak większy nacisk kładzie na charakterystykę postaci i ich relacje, bardziej skupia się na emocjach niż wydarzeniach.

Na początku historia przedstawiona przez autora intryguje rozsianymi wszędzie tajemnicami, sekretami skrywanymi przez różnych bohaterów. Bardzo ciekawym aspektem jest też samo poznawanie świata przedstawionego, śledzenie wątków odnoszących się do sytuacji politycznej panującej pomiędzy Arelonem, Teodem i Fjordenem. Brandon Sanderson interesująco opisuje czytelnikowi wpływ religii na władzę, nerwowe nastroje wśród ludzi, jakie mogą wzbudzić najmniejsze nawet zmiany. Poza tym wydarzenia w powieści przedstawiane są z punktu widzenia trzech bohaterów: księcia Raodena z Arelonu, księżniczki Serene, która miała go poślubić, lecz niestety, kiedy przybyła na miejsce, dowiedziała się, że ten nie żyje; oraz Hrathena, derethyjskiego kapłana, przybywającego do stolicy państwa, aby nawracać ludność na Shu-Dereth, fjordeńskie wyznanie wiary. Konstrukcja powieści jednak delikatnie zawodzi. Gdzieś w połowie książki tempo akcji zwalnia, a wciąż nawarstwiające się tajemnice i pytania, które pozostają bez odpowiedzi, zaczynają wzbudzać irytację. Tym bardziej, że chociaż poszczególne wątki są poplątane w najgorsze rodzaje węzłów, jakich – jak się zdaje – nie da rady rozwiązać bez pomocy nożyczek, zakończenie głównego wątku jest raczej banalnie przewidywalne i nie wzbudza tak wielkich emocji co pozostałe.

Na szczęście autor minus ten stokrotnie rekompensuje czytelnikom, tworząc barwnych i interesujących bohaterów, z którymi naprawdę trudno się nie utożsamiać. Zaczynając od inteligentnej i śmiałej Serene, przechodząc przez upartego, pełnego empatii księcia Raodena i w końcu kończąc na pewnym swoich przekonań, lecz także otwartym na dyskusję Hrathenie. Wydaje mi się, że derethyjski kapłan to najbardziej dynamiczna postać w Elantris. Odgrywa tutaj rolę czarnego charakteru, lecz potrafi też obiektywnie spojrzeć na całą sytuację i zrewidować swoje poglądy. Nie gorzej wypadają bohaterowie drugoplanowi. Jak zawsze czytelnik dostaje w prezencie od Brandona Sandersona paletę oryginalnych i fascynujących sylwetek, które intrygują własnymi historiami, rozgrywającymi się gdzieś w tle głównych wydarzeń.

Czytanie Elantris było dla mnie świetną zabawą przede wszystkim dlatego, że znam już inne pozycje spod pióra Sandersona, dzięki czemu potrafiłam wyłapać różne nawiązania do pozostałych powieści należących do uniwersum Cosmere. Debiut pisarza przede wszystkim jednak jest inteligentną, wnikliwą powieścią. Książką, która pod otoczką fantastyki swobodnie i skrupulatnie porusza także kilka istotnych tematów. Być może nie zostanie moją ulubioną pozycją napisaną przez Sandersona, ale do kategorii tytułów, jakie prędzej czy później warto przeczytać, zalicza się na pewno. 

tytuł: Elantris
autor: Brandon Sanderson
tytuł oryginału: Elantris
data wydania: 14 września 2016
ISBN: 9788374806671
liczba stron: 660
kategoria: fantastyka, high fantasy
język: polski

 

About Blair

Pełnoetatowa książkoholiczka i filmomaniaczka. Recenzentka - amatorka, szpanująca swoim talentem pisarskim i nie rozumiejąca, dlaczego nikt nie chce podziwiać blasku jej intelektu, który przecież razi wszystkich po oczach. Czasami o skłonnościach masochistycznych, wiecznie niewyspana. Niepoprawna romantyczka, marząca o naprawianiu świata. Ponoć mówią, że nocą staje się Nocnym Cieniem i szuka nowych, szeleszcząco - papierowych ofiar...

View all posts by Blair