Okiem redaktorów: najlepsze książki 2016

Books-2-iconKoniec roku to czas podsumowań, dlatego nie mogliśmy się powstrzymać od stworzenia naszego własnego podsumowania i podzielenia się z Wami dobrymi powieściami, które wywarły na nas najlepsze wrażenie. Podobnie jak rok temu nasi redaktorzy przedstawili najlepsze książki, jakie przeczytali w minionych dwunastu miesiącach. Zapraszamy Was do sprawdzenia, po jakie tytuły według naszych redaktorów warto sięgnąć.

AISA
Okazuje się, że rok 2016 w moim czytelniczym świecie obfitował w nowości. Co więcej, były to na prawdę bardzo dobre pozycje. Ciężko było mi zdecydować, które zasługują na szczególną uwagę i wyróżnienie (wszakże po każdą książkę warto sięgnąć). Ostatecznie zdecydowałam, że w pierwszej kolejności wymienię dzieło Ilony Andrews pt. “Magia zabija”. Pomimo tego, że jest to już piąta część przygód Kate Daniels, autorzy ciągle mnie zaskakują nowymi pomysłami, a wykreowany przez nich świat – pogrążona w walce między magią i techniką Atlanta – choć tak dobrze przeze mnie poznany, pozostaje ciągle pociągający i świeży. Uwielbiam Kate i Currana oraz całą jego watahę i wszystkie klany. Bohaterowie, podobnie jak uniwersum, są świetnie dopracowani i posiadają odpowiednie poczucie humoru, a ich przygody są wciągające. Nawet długie oczekiwanie na polskie wydanie nie było w stanie zepsuć dobrego wrażenia, jakie pozostawiły po sobie wcześniejsze tomy serii. Swoją drogą polecam ją całą. ;) Kolejna książka, która według mnie zasługuje na uwagę, to “Żar mrozu” Patricii Briggs, chociaż też trzeba było sobie na niego troszkę poczekać. Podobnie jak poprzednia pozycja, jest to kontynuacja cyklu, tym razem o Mercedes Thompson. Czytelnik może się zatopić w znany świat, śledząc poczynania i rozwój Mercy, a także próbę ugruntowania jej pozycji w stadzie, choć może lepiej pasowałoby powiedzenie, odnajdywania się w stadzie w nowej roli. Przygody głównej bohaterki to coś, do czego lubię wracać także ze względu na inne niż Mercy czy Adam postaci. Każdy z bohaterów występujący w powieści, bez względu na to czy jest to wampir, członek stada, człowiek lub nieczłowiek, jest charakterystyczny i dobrze dopasowany do roli, w której został osadzony. Całość dopełniają ciekawy pomysł i wartka akcja. Powyższe powieści (a także serie, które za nimi stoją) uważam za jedne z lepszych. Oba cykle od pierwszego tomu są świetne, niepowtarzalne i nie do podrobienia, dodatkowo są nierozerwalnie związane z portalem – w końcu od tych dzieł wszystko się zaczęło. Myślę, że książki tych autorów zawsze będę dobrze wspominać. Ale dość tych sentymentów i rozwodzenia się nad czymś, co i tak było skazane na czytelniczy sukces. Teraz czas na prawdziwą “nowość”; coś, czego wcześniej nie było, co nie odgrzewa wcześniejszych ochów i achów… W tym roku światło dzienne ujrzała kolejna część dorobku naszej rodzimej autorki – Anety Jadowskiej“Dziewczyna z Dzielnicy Cudów”. Nie wiem, jak Wy, ale ja zazwyczaj nie wiem, czego się spodziewać po nowych książkach pisarzy, którzy w jakiś sposób odnieśli sukces, a ich dzieła są nie tylko lubiane, ale i charakterystyczne. Więc sięgnęłam po “Dziewczynę…” z pewną dozą niepewności i słuchajcie… nie rozczarowałam się! Zdecydowanie mogę napisać, że pisarka nie osiadła na laurach. Uzupełniła swoje uniwersum o kolejne alternatywne miasta – Warsa i Sawę – tworząc klimat mrocznego i melancholijnego, przepełnionego tajemnicą miejsca. Oprócz precyzyjnie wykreowanego świata i bohaterów, jest tu mocna akcja i wszędobylska magia regulująca życie mieszkańców. Główna bohaterka – Nikita – posiada mocny charakter i niewątpliwie jest dziewczyną z jajami i masą energii. Skazana na walkę z potworami napędzanymi magią świata, w którym żyją, ale także z tymi własnymi pochodzącymi z głębi siebie. Nikita należy to dobrze skrojonych i przemyślanych postaci. Pierwszy tom nowej serii Jadowskiej to pozycja ciekawa i wciągająca, zdecydowanie godna polecenia. Myślę, że śmiało mogę zarekomendować także coś zupełnie innego – dzieło autora pochodzącego zza wschodniej granicy, a mianowicie “Sztylet rodowy” Aleksandry Rudej – uwaga, niespodzianka ;) – pierwszy tom nowej serii. Tak. Nowe uniwersum, bohaterowie, pomysł, a do tego wszystkiego ciekawa i wciągająca akcja. A nade wszystko świetny charakterystyczny dla wschodnich dzieł humor, który swoją drogą możemy znaleźć także m.in. w dziełach Olgi Gromyko. Pani Aleksandra przedstawia czytelnikowi świat pełny magii i pomroki, zamieszkiwany przez całą ferajnę różnych ras, których przedstawicielami są członkowie grupy królewskich posłańców, a wśród nich magiczka, wojowniczka, troll, elf, krasnolud i ich dowódca, kapitan królewskiej armii. Każdy z nich posiadający przywary i zalety, wpływające na losy całego ich małego, skazanego na siebie zespołu. Ich perypetie opisane są w zabawny, ciekawy sposób, dzięki czemu czas spędzony na czytaniu tej pozycji mija nie tylko przyjemnie, ale i niezwykle szybko.

Ilir
Tak szybko minął mi ten rok, że potrzebowałem chwili, aby przypomnieć sobie, z jakimi książkami zapoznałem w minionych miesiącach. Wydawało się, jakby minęło ledwo parę tygodni, ale gdy zacząłem odświeżać sobie kolejne tytuły, okazało się, że nazbierało ich się całkiem sporo. Pierwszą premierą, której w tym roku wyczekiwałem, był ostatni tom „Pomnika Cesarzowej Achai” Andrzeja Ziemiańskiego. Książka, w której akcja ma niezłą prędkość, gdzie wszelkie zagadki zostają rozwikłane, no i w końcu dowiadujemy się pełnej historii o pomniku Achai, oczywiście tym o naturalnym wzroście. Kolejną pozycją wartą uwagi jest książka Anety Jadowskiej, „Dziewczyna z Dzielnicy Cudów”. Jest to pierwszy tom nowej serii autorki i wychodzi na to, że i ona ląduje na mojej liście ulubionych (niewykluczone, że nawet bardziej od poprzednich). Może to przez to, że w jej książce występuje niezwykły bohater – Warszawa? Na pewno jest to ciekawy zabieg; autorka wiedziała, jak skraść serca warszawskich czytelników. No i jest jeszcze “Żar mrozu” Patricii Briggs. Kolejny raz mamy możliwość zagłębienia się w świat Mercy, której kojocie usposobienie nie pozwala siedzieć na miejscu z założonymi rękami. Jest to bardzo interesująca pozycja i na pewno obowiązkowy punkt dla fanów urban fantasy.

Paszczak
W 2016 roku realizowałem bardzo ambitny plan czytelniczy, który z biegiem czasu zaliczył wzloty i upadki, jednakże w ostatecznym rozrachunku wykonałem go z nadwyżką. W tym czasie przeczytałem naprawdę wiele ciekawych książek, a jedna z nich urzekła mnie już dosłownie po kilku linijkach pierwszej strony – mowa tutaj o „Komorniku” Michała Gołkowskiego. Ten tytuł przedstawia chyba najbardziej szalony i wyjątkowo oryginalny pomysł na to, jak Góra postanawia sprowadzić apokalipsę, co trochę jej nie wychodzi, ale o tym więcej możecie przeczytać w mojej recenzji. Drugą publikacją, na którą pragnę zwrócić uwagę, jest „Grimm City. Wilk!” Jakuba Ćwieka. Autor tym razem wziął na warsztat baśnie braci Grimm i stworzył wciągającą historię o mieście zbudowanym na truchle olbrzyma – jeśli chcecie dowiedzieć się czegoś więcej o tej powieści, zajrzyjcie tutaj. Na koniec chcę wyróżnić „Zawód: wiedźma” Olgi Gromyko. Książka prezentuje historię Wolhy Rednej, osiemnastoletniej uczennicy Starmińskiej Wyższej Szkoły Magii, Wróżbiarstwa i Zielarstwa. Powieść jest przezabawna, a co najważniejsze poznawanie perypetii – czy też psot – głównej bohaterki stanowi świetną rozrywkę. Jeśli was zaciekawiłem, to zapraszam do mojej recenzji tutaj.

Powiało Chłodem

W kategorii najlepszej książki tego roku wieszczym szeptem mogę wykrzyczeć tylko jeden tytuł. “Czterdzieści i cztery” – najnowsza powieść Krzysztofa Piskorskiego – przegoniła dla mnie w podskokach większość tytułów wydanych w tym roku. Bo awanturnicza, bo Eliza, bo steampunk, bo szpiedzy, bo tak polska na wskroś. Ale to nie znaczy, że inne tytuły były na wskroś złe. “Idź i czekaj mrozów” Marty Krajewskiej było cudnie słowiańskie, a zanurzenie się w dawnych wierzeniach stanowiło przyjemną odmianę od wiecznie wykorzystywanych anglosaskich wzorców. “Grimm City. Wilk!” Jakuba Ćwieka był niczym mroczna baśń w stylu noirowskiego kryminału. Jakby tego było mało, to Rebis w tym roku wydał odświeżoną wersję “Gamedeca” Marcina Przybyłka, więc zdecydowanie było co czytać.

Sophie
W tym roku przeczytałam ponad sto książek, z których wiele jest godnych polecenia. Dość trudno było wytypować tylko te kilka najlepszych, zwłaszcza że miałam w minionych miesiącach do czynienia ze sporą ilością nowości. Ostatecznie jako najlepsze tegoroczne tytuły wymienię powieści Robin Hobb. W 2016 na półkach księgarni pojawiły się wznowienia trylogii „Złotoskóry”, o której obszernie pisałam w recenzjach na Gavranie (kolejno „Misja błazna”, „Złocisty błazen”, „Przeznaczenie błazna”), a jeszcze szerzej – o całej twórczości autorki związanej z tym uniwersum, ale bez spoilerów – we wpisie „Szlakiem skrytobójcy”. W skrócie jedynie napiszę, że powieści te oferują wciągającą fabułę, bogaty, złożony świat i rewelacyjnych, żywych bohaterów. Drugą (lub czwartą – zależy, jak będziemy liczyć) książką, którą chciałabym tu wymienić, jest strasznie długo wyczekiwana, najnowsza część cyklu o Kate Daniels, mianowicie „Magia zabija” pióra Ilony Andrews. Jestem wielką fanką gatunku urban fantasy oraz tej autorki (a dokładniej duetu pisarzy) – wszystko za sprawą porywającej, zaskakującej akcji, zabawnych, żywych bohaterów oraz interesującego świata. Powieść ta – jak zresztą cała seria – zdecydowanie zasługuje na miejsce w czołówce zestawienia najlepszych publikacji. Przy typowaniu numeru trzeciego zaczynają się schody, ponieważ zasługuje na nie wiele tytułów (chociażby książki Anne Bishop, Sarah J. Maas, Brandona Sandersona, Aleksandry Rudej, Anthony’ego Ryana czy Janet Evanovich), więc poprzestanę na dwóch wyżej wspomnianych. Zachęcam Was gorąco do sięgnięcia po twórczość Robin Hobb i Ilony Andrews!

Wiedźma z bagna
Najtrudniejszym zadaniem w tym rankingu okazało się dla mnie wyselekcjonowanie spośród przeczytanych książek tych, które zostały wydane w 2016 roku. Później było już łatwiej. Zdecydowanie mogę Wam polecić kontynuację mojej ulubionej serii urban fantasy o Kate Daniels. Autorzy (duet pisarzy, publikujących pod pseudonimem literackim: Ilona Andrews) mają niesamowity dar kreacji zarówno światów, jak i postaci. Ich powieści przykuwają uwagę swą fabułą, a „Magia zabija” jest tego idealnym przykładem. To po prostu świetna historia, dobrze napisana, wciągająca i fascynująca. Kolejną pozycją wartą uwagi jest według mnie „Sztylet rodowy” Aleksandry Rudej, który zdecydowanie podnosi poziom endorfin, bawiąc swoistym poczuciem humoru. Opowiada losy międzyrasowej kompanii, w służbie króla dokonującej przeglądu jednego z rewirów państwa. Tej książki się nie czyta, ją się pochłania. Dodatkową korzyścią jest gwarantowana poprawa nastroju. Z trzecim miejscem mam pewną trudność. Gdyby ranking nie dotyczył jedynie książek wydanych w 2016 roku, wskazałabym na debiutancką powieść Magdaleny Kubasiewicz „Spalić wiedźmę”, która naprawdę mnie urzekła, widać w niej duży potencjał autorki. Ponieważ jednak nie spełnia podstawowego kryterium (roku wydania), obstawiam „Żar mrozu” Patricii Briggs. Mam duży sentyment do historii o pyskatej, zmiennokształtnej kojocicy Mercedes de domo Thompson – najlepszym mechaniku Volkswagena. A ten tom jest, w mojej ocenie, lepszy i ciekawszy niż dwa poprzednie. Przede wszystkim podoba mi się ewolucja, jaką przeszła Mercy, a także sposób poprowadzenia akcji. Jeśli chcecie wiedzieć, co się wydarzyło – nie krępujcie się… Śmiało czytajcie. :)

A jak Wam czytelniczo minął ten rok? Co moglibyście polecić?