Szklany tron – książka do kolorowania – recenzja

Ostatnimi czasy szalenie modne są różnego rodzaju kolorowanki antystresowe. Mamy kalendarze z kolorowankami, kolorowanki z sentencjami, kolorowanki florystyczne, ezoteryczne i całą masę innych – do wyboru, do koloru. Ciekawą propozycją na tym rynku są kolorowanki oparte na kultowych książkach fantastycznych. Ma więc swoje wydania Tolkien, ma i Martin. A teraz na rynku polskim, dzięki wydawnictwu Uroboros, ukazała się pozycja „Szklany tron” na podstawie opowieści S. J. Maas – zatem fani serii mogą czuć się dopieszczeni.

Pierwszą osobą, która otworzyła przesyłkę zawierającą kolorowankę od wydawcy, była moja nastoletnia córka – na jej widok wpadła w euforię. Jako wredna matka nie omieszkałam jej uświadomić, że to niespodzianka dla mnie :-P i poczekałam na oferty przekupstwa (opłacało się), żeby łaskawie pozwolić jej coś pomalować. Ponieważ progenitura jest na etapie tępienia różu w otoczeniu, dowiedziałam się, że różowy to zło i jak najbardziej może przerażać. Tak oto Ridderak uzyskał innowacyjny wizaż (a’la mózgojadek Mileny Wójtowicz).

ridderak
Książeczka urzeka estetyką i wykonaniem. Od pierwszego rzutu oka zachęca do kupna swoją oprawą. W jej powstanie zaangażowało się aż trzech grafików, zatem poszczególne ilustracje różnią się stylem (szczegółowością, rozmachem, stawianiem kreski) i wizją. Natomiast, co ciekawe, tworzą spójną kompozycję. Ilościowo największy udział ma w tym wydaniu Yvonne Gilbert, której prace cechuje delikatna linia i subtelne, finezyjnie dopracowane postacie. Artystka jest cenioną osobowością na rynku profesjonalistów. Szczególnym uznaniem cieszą się jej prace nad baśniami dla dzieci, ale współpracowała również przy tworzeniu grafiki do wielu pozycji fantastycznych (m.in. Ursuli K. Le Guin, Georg’a R.R. Martina, T. Huff). Tu odpowiedzialna jest za kreacje głównych bohaterów powieści. Muszę przyznać, że idealnie współgrają one z moim wyobrażeniem o postaciach „Szklanego tronu”. Jestem skłonna bez wahania zaakceptować wizję autorki.

20161220_135720 poprNatomiast John Howe wprowadza swoimi rysunkami dynamikę oraz swoiste poczucie zagrożenia. Z jego prac wylewa się niepokój, oczekiwanie nieznanego, tajemnica i zagadka – musicie sami zobaczyć. O ile grafiki Yvonne Gilbert oczarowują swoistym urokiem (obecnym w większości prac artystki), to szkice tego ilustratora pobudzają wyobraźnię i oddają klimat powieści.

20161220_093548 Craigowi Phillipsowi natomiast zawdzięczamy bardziej klasyczne dla kolorowanek antystresowych obrazy, ornamenty, konstrukcje – głównie obejmujące charakterystyczne dla powieści miejsca i elementy. Swoimi dziełami uzupełnia konstrukcję całej pozycji.

20161220_093532Warto zauważyć, że zarówno J. Howe, jak i C. Phillips również zajmują poczesne miejsce wśród znanych, światowych ilustratorów. Zatem rzec by można, że nad tą kolorowanką pracowały same sławy, co niewątpliwie przekłada się na jakość książki.

Jeśli chodzi o samą okładkę, to jej projekt i wykonanie (w tym złote litery w tytule) dają poczucie pewnej ekskluzywności i wyjątkowości. Książka sama lgnie do ręki. Wewnątrz dość gruby papier pozwala na wygodne kolorowanie, nawet z użyciem mocniejszego docisku kredki, choć wtedy ujawnia się jedyny mankament, jaki zauważyłam – odbijanie się szkiców na sąsiedniej stronie. Jest to o tyle niefortunne, że odbicia powstają na stronach z cytatami (!) pochodzącymi z cyklu, do których wykonane zostały szkice. Warto zatem (dla estetów) zabezpieczyć strony jakąś dodatkową kartką. Oczywiście, jeśli preferujecie delikatną kreskę, to nie ma się czym martwić.
Jako że w sieci ukazała się informacja o cytatach z piątego tomu cyklu o zabójczyni Adarlanu, zaniepokojonych spieszę uspokoić – żadnych spoilerów, jedynie kilka zdań mocno wyostrzających apetyt na powieść.

Podsumowując – nie jestem znawcą, ale mnie się podoba. Myślę, że to pozycja, które zajmie Wam czas na długie godziny i pozwoli jeszcze bardziej zżyć się ze światem wykreowanym przez Sarah J. Maas.

.

P.S. Pokolorowane ilustracje kazała mi wstawić Sophie, więc z pretensjami do niej ewentualnie, jeśli komuś skrzywiłam fantazje i zgruchotałam poczucie estetyki. :-P Ja nie biorę odpowiedzialności. Trochę mi się zeszło z tym bazgraniem, ale muszę przyznać, że jak się już zacznie, to trudno odłożyć na bok. ;-)