Szklany tron. Zabójczyni. Opowieści – S. J. Maas – recenzja

Początkowo prequelowe historyjki o Celaenie Sardothien ukazały się w czterech osobnych tomikach. Potem wydawnictwo Uroboros zdecydowało się na opublikowanie opowiadań o losach młodziutkiej zabójczyni w jednym zbiorze, a obecnie wznowiło wydanie w nowej szacie graficznej i muszę przyznać, że dla mnie to strzał w dziesiątkę. Czysto wizualnie książka znacznie lepiej pasuje do całej serii niż poprzednie nowele i pięknie wygląda na półce. Być może to błahy fakt, ale okładki serii „Szklany tron” zwyczajnie mi się podobają. Z przyjemnością więc dołączyłam do nich kolejny tom, tym bardziej, że został wzbogacony o dodatkową opowiastkę o pewnej uzdrowicielce, której nie znajdziecie nigdzie indziej (póki co przynajmniej). Niby mała rzecz, a cieszy.

W książce znajdziecie pięć historii opowiadających o dziejach Celaeny sprzed okresu Szklanego tronu. Bohaterka jest tu młodsza i, jak na typową szesnastolatkę przystało, bardziej butna, pełna wiary w siebie, swoją wartość i szczęśliwą gwiazdę – mimo wszystko. Gdzieś w sieci natknęłam się na zarzut, że jak na najlepszą zabójczynię, jest zbyt nierozważna, łatwowierna, emocjonalna. Hmm… czyli jak nastolatka? Nie zapominajmy, że jakąkolwiek profesją by się nie zajmowała nasza protagonistka, nadal kwalifikuje się do grupy wiekowej zwanej młodzieżą. A każdy okres w życiu ma swoje prawa i przywileje oraz niestety przywary. Dla mnie właśnie te młodzieńcze cechy i impulsywne zachowania postaci, czasem przyznaję irytujące lub śmieszne, dodają jej realizmu, a także budzą sympatię. Właśnie tak, bo Celaena nie jest idealna. Czasem zarozumiała, nierzadko opryskliwa, hołduje jednak wartościom, które czynią z niej (już wówczas) bohaterkę. I o ile cechy i reakcje, a także postawa Sardothien idealnie pasują mi do jej wieku, to wydarzenia, w których bierze udział, relacje, jakie nawiązuje, jej dokonania budzą we mnie pewną konsternację. Tak naprawdę sądzę, że lepiej byłoby, gdyby autorka jednak dodała zabójczyni kilka lat. Wtedy i jej perypetie, i emocje zdecydowanie zyskałyby na autentyczności.

Opowieści przybliżają nam zarówno przeszłość młodziutkiej zabójczyni i część wydarzeń, które ją ukształtowały, jak i ważne dla niej osoby: Sama i Arobynna. Wydaje mi się, że szczególnie kreacja przywódcy Gildii Zabójców zasługuje na uwagę. To iście machiaweliczna postać, interesująco nakreślona przez panią Maas. Nieszczególnie podobał mi się wątek miłosny, mimo że znając serię wiedziałam, co się w tym aspekcie wydarzy. Sądzę jednak, że bardziej romantycznym (lub po prostu młodszym) odbiorcom przypadnie do gustu. Z tego punktu widzenia niewątpliwie najbardziej emocjonalne jest opowiadanie ”Zabójczyni i imperium Adarlanu”. Bardziej wrażliwe jednostki powinny zaopatrzyć się w solidną paczkę chusteczek, bo nawet najgroźniejsza zabójczyni, ma swoje słabości. Podatność na uczucia łatwo jest wykorzystać, szczególnie jeśli ktoś wie, gdzie uderzyć najmocniej. Wtedy okazuje się, że to nie cielesne obrażenia ranią najmocniej.

Poznajemy również kilku innych, ciekawych bohaterów drugoplanowych, którzy wnoszą do opowieści swoje historie. Moją ulubioną historią jest „Zabójczyni i Czerwona Pustynia” – może dlatego, że wydarzenia tam przedstawione, oprócz tego że ciekawe, pozostają najbardziej wiarygodne. Bohaterka, w ramach kary (żeby wiedzieć za co – musicie przeczytać „Zabójczynię i władcę piratów” – a tam też się dzieje…), trafia do fortecy Milczących Zabójców, budzących grozę i przerażenie wśród wszystkich w miarę rozsądnych ludzi. Od tego, czy zdobędzie aprobatę Niemego Mistrza, zależą jej dalsze losy w Gildii Zabójców. Na miejscu Celaena dostaje od losu o wiele więcej niż tylko morderczy trening. Myślę, że doświadczenia z Czerwonej Pustyni są bardzo ważne z punktu widzenia rozwoju postaci i jej kolejnych decyzji. Ta przygoda niewątpliwie kształtuje i wzmacnia osobowość dziewczyny, a także kładzie się cieniem na późniejszych wydarzeniach.

Śmiem twierdzić, że opowiadania są napisane lepiej niż sam „Szklany tron” (tzn. pierwsza część cyklu). Przede wszystkim są dynamiczne, akcja toczy się wartko, bez zbędnych zawirowań. Dzięki temu Czytelnik cały czas pozostaje emocjonalnie w wirze wydarzeń, bo przyznam szczerze, trudno się oderwać od lektury. Co prawda są tu sceny, które pozostają mało wiarygodne, ale mimo wszystko nie zniechęciły mnie do lektury.

Myślę, że „Zabójczyni” to łakomy kąsek dla wszystkich fanów serii. Wiele wyjaśnia, szybko się czyta, umila oczekiwanie na kolejny tom przygód Celaeny Sardothien – najlepszej zabójczyni Adarlanu.