7EW – recenzja

Jakiś czas temu natrafiłem w internecie na artykuł traktujący o tym, że ludzkości pozostało tylko tysiąc lat życia na Ziemi. Stephen Hawking – autor tego stwierdzenia – widzi kilka przyczyn zbliżającego się końca. Najbardziej prawdopodobnym scenariuszem jest rosnące ryzyko użycia broni nuklearnej, na liście zagrożeń znajdują się również postępujące zmiany klimatyczne oraz możliwość powstania w przyszłości sztucznej inteligencji, która będzie w stanie osiągnąć samoświadomość. Według uczonego jedynym ratunkiem dla rodzaju ludzkiego jest eksploracja przestrzeni kosmicznej.

Dla mnie „7EW” to space opera nawiązująca tematyką do wyżej wspomnianych słów Stephena Hawkinga, ponieważ opowiada o bardzo prawdopodobnej przyszłości dla naszych dzieci, wnuków bądź dalszych pokoleń. Także w pewien sposób prezentuje obecne zapędy naukowców do odwiedzenia dalszych zakątków naszej galaktyki. W końcu od kilku lat, co jakiś czas w telewizji można obserwować materiały odnoszące się do realizacji załogowej misji na Marsa oraz kolonizacji tej planety.

Autor osadził akcję swojej książki we współczesnych realiach, a wydarzenia są prezentowane z dwóch perspektyw. Z jednej strony pisarz pokazuje Ziemię i jej mieszkańców, a z drugiej jest bezkresna przestrzeń kosmiczna z Międzynarodową Stacją Kosmiczną – ISS. W świecie wykreowanym przez Neala Stephensona ludzkość zmaga się z nadchodzącym wielkimi krokami kataklizmem. Z nieznanych przyczyn Księżyc zostaje rozbity na kilka fragmentów, które co jakiś czas się zderzają i rozbijają na jeszcze mniejsze odłamki. W końcu będzie ich tak wiele, że zaczną spadać na Ziemię. A życie na powierzchni planety będzie niemożliwe przez co najmniej kilka tysięcy lat.

„7EW” to kilkuetapowa książka. Na początku Czytelnik poznaje historię z perspektywy niezbyt licznej załogi Stacji Kosmicznej, w skład której wchodzą Ivy, Dinah, Markus Leuker, Moira Crew oraz Tekla. A wydarzenia na Ziemi przedstawiane są przez JBF – Julie Bliss Flaherty (prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki), Jeromego Xaviera Harrisa. Wszyscy oni muszą się mierzyć z obmyśleniem planu gwarantującego przetrwanie rodzaju ludzkiego, ale również jego realizacją, czy choćby przygotowaniem ISS na odbiór znacznie większej ilości osób, niż zakładały początkowe zamysły jej projektantów. Wystrzelenie człowieka w kosmos to jedno, zupełnie inną kwestią jest zapewnienie mu przeżycia wielu lat, w ciasnych metalowych puszkach, z ograniczonym dostępem do części zamiennych i zapasów. To jeszcze nie koniec, ponieważ autor w swojej powieści nie skupia się wyłącznie na przedstawieniu przetrwania rodzaju ludzkiego, ale pokazuje, jak nasz gatunek może rozwinąć się w nowych warunkach. Pisarz idzie o krok dalej i prezentuje odległą przyszłość, w której potomkowie ocalałych zuchwale ruszają, żeby odzyskać to, co przed wiekami utracili – Ziemię.

W powieści Neala Stephensona bohaterowie są zróżnicowani i ciekawi. Załogi Międzynarodowej Stacji Kosmicznej nie da się nie lubić. Członków tego zespołu śmiało mogę nazwać śmiałkami, ponieważ opuścili oni powierzchnię rodzimej planety, żeby spełniać swoje marzenia. Przez zwykłe zrządzenie losu już nigdy nie wrócą na Ziemię, ale zamiast użalać się nad swoją sytuacją, ciężko pracują i wykorzystują swoje rozliczne talenty, aby uczynić ISS arką, służącą ludzkości za nowy dom. Ivy, Dinah, Markus, Moira wraz z Teklą tworzą zgraną drużynę, mogącą śmiało stawiać czoła wszelkim niebezpieczeństwom. Niestety w książce występują również bohaterowie, do których nie pałam choćby odrobinką sympatii. Najwięcej negatywnych emocji budzi we mnie pani prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki, Julia Bliss Flaherty. Nie tylko dlatego, że jest politykiem. Głównym powodem mojej niechęci do tej postaci są jej ciągłe starania bycia tą najważniejszą bądź upodobanie do mieszania innym w głowach. Swoją drogą, ona ciągle mi się wydaje podobna do Dolores Jane Umbridge z Harr’ego Pottera.

Z powodu swojej tematyki książka jest dosyć smutna, czas nieubłaganie idzie do przodu, coraz bardziej przybliżając bohaterów do tragicznego końca. Jednakże nie brakuje w tej historii nadziei oraz pozytywnych aspektów, a to za sprawą nielicznych dzielnych osób potrafiących przyjąć misje, z których nie będzie dane im powrócić. Robią to, żeby umożliwić przetrwanie innym. Kolejnym plusem powieści jest pokazanie ludzi jednoczących się w realizacji wspólnego celu. Obserwowanie tego, jak niegdyś zwaśnione narody pracują razem, a nie starają się wyszarpać jak najwięcej dla siebie, naprawdę potrafi budować u Czytelnika poczucie wspólnoty.

„7EW” Neala Stephensona to powieść, na którą dosyć długo czekałem. Książka nie tylko dorównała moim wcześniejszym oczekiwaniom, ale pod niektórymi względami nawet je przewyższyła. Ten niezwykły tytuł skrywa wiele niespodzianek dla Czytelnika. A odkrywanie wszystkich tajemnic jest miłą zabawą na długie zimowe wieczory. Z czystą przyjemnością mogę polecić sięgnięcie po tę historię każdemu miłośnikowi fantastyki.

Autor: Neal Stephenson
Tytuł oryginału: Seveneves
Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
ISBN: 978-83-7480-671-8
Oprawa: twarda
Ilość stron 896
Data wydania: 9 listopada 2016
Cena detaliczna: 69,00zł