Dwór mgieł i furii – recenzja

W przypadku cyklu „Szklany tron” Sarah J. Maas w pierwszym tomie wprowadziła czytelnika w świat i jego zasady, zapoznała go z bohaterami, nie rozkręcając się jeszcze na dobre. Za to w kolejnych częściach zrzuciła na odbiorcę niejedną bombę fabularną, grała ostrzej i mocniej, zaskakiwała. Mniej więcej tego spodziewałam się właśnie po kontynuacji „Dworu cierni i róż”, czyli „Dworze mgieł i furii”.

I nie zawiodłam się. W powieści otwierającej tę serię autorka rozstawiła pionki i czytelnik, który nie miał dotąd do czynienia z tą pisarką, mógłby sądzić, że kontynuacja również zostanie poprowadzona w podobnym tonie. Tyle że Sarah J. Maas lubi bawić się fabułą oraz bohaterami i uwielbia zmiany. W „Dworze mgieł i furii” dokonuje przetasowania, porzuca w jakimś stopniu ustalony w pierwszej części porządek, dodając nowe elementy, urozmaicając akcję, nadając jej dynamizmu i pewnej nieprzewidywalności. Zapewne niektórym może nie przypaść do gustu aż tak wielka zmiana, jaką naszykowała autorka – mnie jednak ujęła właśnie kierunkiem, w którym podąża, bowiem seria staje się dzięki temu nieco mroczniejsza, bardziej tajemnicza i zyskuje ciekawy klimat, przywodzący mi na myśl cykl jednej z moich ulubionych pisarek, a mianowicie „Czarne Kamienie” Anne Bishop. Zresztą nie tylko atmosfera przypomina mi o tej niesamowitej serii, ale szczegółów nie zdradzę – sami się przekonajcie. ;-)

Ważną zaletą książek Sarah J. Maas są bohaterowie – za każdym razem wyraziści, żywi, ciekawi, stanowczy, z pazurem. Uwielbiam silne postacie i takie właśnie można znaleźć u tej autorki. Feyra już w poprzednim tomie zademonstrowała, że ma charakterek, umie się odgryźć i daleko jej do zwiewnej „leliji”. Tutaj ponownie to prezentuje, a w dodatku pokazuje, że nie jest robotem, również ma słabości i nie zawsze potrafi sobie poradzić samodzielnie, a koszmary mogą stać się bardzo namacalne. W kontynuacji „Dworu cierni i róż” bliżej poznajemy Rhysanda, co pozwala nam na podejrzenie Dworu Nocy – budzącego trwogę i obrzydzenie nawet wśród innych fae, którzy stronią od terenów należących do Rhysa. Jednak jako że bohaterka jest zmuszona spędzać tam parę dni w miesiącu, czytelnicy mogą bliżej przyjrzeć się temu tajemniczemu miejscu. Jeśli chodzi o mnie, bardzo podobało mi się to, co miałam okazję zobaczyć. Dostajemy bowiem różnorodną mieszankę, niekiedy okrutną, niekiedy spokojną, a innym razem skrywającą wiele rzeczy pod maską. Na pewno nie można nazwać tego uniwersum jednowymiarowym czy nudnym – autorka lubi zmiany i urozmaica obraz prezentowany czytelnikom. Ponadto lepiej poznajemy również resztę krainy fae oraz dwory, i mamy pewien podgląd na wydarzenia, które już wkrótce mają szansę poważnie zatrząść całym światem Feyry.

W „Dworze cierni i róż” można było zaobserwować pewne inspiracje powszechnie znanymi opowieściami, takimi jak historia Pięknej i Bestii. W kontynuacji Sarah J. Maas odchodzi już od tych bajkowych pierwowzorów – ale otoczka i atmosfera nadal pozostają baśniowe – a stawia na świat, który wykreowała. Lawirowanie kolejnymi zdarzeniami nie jest przetarciem fabularnych szlaków, których żaden pisarz jeszcze nie wykorzystał, ale też nie można powiedzieć, że autorka poszła na skróty. Mnie osobiście fabuła przypadła do gustu, chociażby dlatego, że nie jest oderwana od logiki czy uczuć – wyraźnie widać, jak emocje w bohaterach narastają i jak stają się przyczyną kolejnych zdarzeń. Na pewno nie znajdziecie tu wielu decyzji podjętych „bo tak”, a autorskie rączki nie pchają postaci na siłę w ustalonych kierunkach, tylko po to, by odhaczyć punkcik na liście spraw do załatwienia. Możecie mi wierzyć, że strasznie tego nie lubię. Na szczęście Sarah J. Maas przygotowuje pod kolejne wydarzenia odpowiedni grunt, tak aby miały one logiczny sens, i dba o to, by jej postacie dały się porwać akcji, zamiast iść pod prąd logiki.

Na pewno niezaprzeczalną zaletą jest fakt, że „Dwór mgieł i furii” ogromnie wciąga. Siedziałam nad nim późno w noc, bo w końcu trzeba przeczytać „jeszcze tylko jeden rozdział”, a także przegapiłam niejeden posiłek, nie mogąc się oderwać od lektury. ;-) Zabierając się za tę książkę, najlepiej wybrać moment, gdy nie mamy żadnych pilnych obowiązków, ponieważ istnieje pewne ryzyko, że o nich zapomnimy, śledząc kolejne losy Feyry.

Sarah J. Maas poprzeczkę ustawiła sobie wysoko i z ulgą stwierdzam, że udało jej się ją przeskoczyć. „Dwór mgieł i furii” jest świetną kontynuacją i w mojej opinii przebija swoją poprzedniczkę. Aż strach pomyśleć, jakie losy czekają bohaterów w trzeciej części cyklu, A Court of Wings and Ruin”, który już lada moment wyjdzie w oryginale, a potem – mam nadzieję – bez większej zwłoki i u nas (trzymam za słowo wydawnictwo Uroboros, które obiecało tę część jeszcze w tym roku). Nie mogę się doczekać. :-D Zarówno postacie, jak i świat oraz fabuła są interesujące, ciekawie i dobrze skrojone, wyraziste i różnorodne. Nie można się tu nudzić. Serdecznie polecam sięgnięcie po „Dwór mgieł i furii”. A jeśli ktoś jeszcze nie czytał pierwszego tomu tej serii, czas najwyższy, by nadrobił to niedopatrzenie. 

Autor: Sarah J. Maas
Tytuł: Dwór mgieł i furii
Tytuł oryginalny: A Court of Mist and Fury
Wydawca: Uroboros
ISBN: 978-83-280-2175-4
Liczba stron: 768
Wymiary: 135mm x 202mm
Okładka: miękka
Tłumaczenie: Jakub Radzimiński

Kolejność serii o Dworach:
1. Dwór cierni i róż (A Court of Thorns and Roses)
2. Dwór mgieł i furii (A Court of Mist and Fury)
3. Dwór skrzydeł i zguby (A Court of Wings and Ruin)
3.5. Dwór szronu i blasku gwiazd (A Court of Frost and Starlight)
4. Dwór srebrnych płomieni (A Court of Silver Flames)

 

About Sophie

Z zawodu finansista, z pasji czytelnik. Redaktorka serwisu oraz moderator forum Gavran, okazjonalnie recenzentka.

View all posts by Sophie
Subskrybuj
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
Zobacz wszystkie komentarze