Sopel – recenzja

Sięgając po „Sopla” Pawła Kornewa chciałem przekonać się, czy przypadnie mi do gustu historia z Fabrycznej Zony. Praktycznie od razu po rozpakowaniu przesyłki przystąpiłem do najprzyjemniejszej części mojej pracy, czyli czytania, i dosłownie po kilku stronach okazało się, że ten rosyjski, postapokaliptyczny utwór niewiele ma wspólnego z uniwersum gier S.T.A.L.K.E.R.. W tej powieści nie odwiedzimy miejsca skażonego nuklearnym wybuchem czy promieniowaniem, zamieszkanego przez ogromną ilość zmutowanego zwierza oraz innych cudacznych istot, pragnących jedynie urozmaicić swoją ubogą dietę ludzkim mięsem. Mimo wspomnianych braków, ta historia pod wieloma względami przypominająca urban fantasy naprawdę daje radę.

Akcja książki rozgrywa się w Przygraniczu. Do tego świata nie da się po prostu kupić biletu i wejść. Dostać się tam można tylko przypadkiem bądź z woli losu. Chociaż nie jest to miejsce, do którego odwiedzający walą drzwiami i oknami. Wynika to z kilku powodów: po pierwsze jest to podróż wyłącznie w jedną stronę, po drugie zabójczo mroźny klimat oraz wrogie nastawienie tubylców do przyjezdnych. Pomimo tak nieprzyjacielskich warunków, ograniczonych zapasów żywności, paliwa, amunicji i jego mieszkańcy jakoś dają sobie radę, tworzą wspólnoty, zakładają rodziny i dzielnie bronią swoich domowych ognisk przed potworami.

Żeby mieszkańcy Fortu i innych osad mogli spać spokojnie, poza bezpieczne mury zostają wysyłane patrole, polujące na zombie, nekromantów, przemieńców, wilkołaki oraz wampiry. Jednym z członków takiej militarnej organizacji jest, przedstawiający się jedynie z przezwiska, tytułowy Sopel vel Śliski. Zaciągnął się nie dla przygód czy możliwości opowiadania kobietom w barach, knajpach, jaki to z niego dzielny i twardy chłop. Zrobił to dla pieniędzy pozwalających opłacić mu małą norę, którą nazywa domem, oraz dla dostępu do lepszego jedzenia. Lubię tego bohatera, ponieważ jest zwyczajnym człowiekiem. Nie przypomina modela, żaden z niego wielkolud pokroju Schwarzeneggera, to po prostu normalny facet z misiowatym brzuszkiem wykonujący powierzone mu przez dowództwo zadania, a przy okazji próbujący pozostać w jednym kawałku. W przypadku Sopla bywa to problematyczne, ponieważ ma on tendencję do kłócenia się z innymi po wypiciu większej ilości wysokoprocentowego alkoholu, lub wszczynania bijatyk, a jego oponenci wychodzą z nich bez pełnego uzębienia, o ile nie mają pecha i nie skończą z kosą między żebrami.

Z początku można odnieść wrażenie, że fabuła książki nie należy do zbyt skomplikowanych i prędzej przypomina spacerek najkrótszą droga z puntu A do B, niż opowieść trzymającą w napięciu do ostatniej strony. Prawda leży gdzieś pośrodku. Prosty pomysł oraz ciekawe zwroty akcji nie raz potrafiły mnie zaskoczyć. W dużym stopniu historia prezentuje trudy ważnej misji zleconej nikomu innemu, jak Śliskiemu. Celem prowadzonego przez niego rajdu jest przyjrzenie się migracji hordy śnieżników. Główny wątek wypada rewelacyjnie, równie interesująco są te poboczne. Dzięki nim dowiadujemy się, jak funkcjonuje Fort oraz co warto wiedzieć, żeby przetrwać w tym miejscu. Niepodzielną gwiazdą całej historii jest mało ważny, bezimienny członek patrolu. Soplowi ta nagle zwiększona popularność nie przypada do gustu, tak po prawdzie bardziej czuje się jak kaczka w środku sezonu polowań niż celebryta z pierwszych stron gazet.

Powieść Pawła Kornewa zachwyca od samego początku. Autor nietuzinkowy świat Przygranicza składający się z postapo oraz urban fantasy opisuje wyjątkowo barwnie i plastycznie, a poznawanie kolejnych elementów tego magicznego uniwersum stanowi niczym niezmąconą przyjemność. Czytając „Sopla”, nie odczuwa się typowego dla literatury rosyjskiej ciężkiego, smutnego i pesymistycznego klimatu, który bardzo przeszkadzał mi w czasie lektury „Nocnego patrolu” Siergieja Łukjanienki. Inną mocną stroną książki Kornewa są postacie. Głównego bohatera polubiłem od razu, ten jego wysublimowany czarny humor w połączeniu z sarkazmem rewelacyjnie wzbogaca opisy oraz dialogi. Również ciekawe wyglądają kreacje mniej ważnych postaci, które Śliski spotyka na swojej drodze, jest ich wiele, a każdy z nich ma własną niezwykłą historię do opowiedzenia.

Zdecydowanie to nie koniec mojej przygody z Przygraniczem i z ogromną przyjemnością jeszcze nie raz powrócę do tego świata, a będę miał ku temu okazję, ponieważ „Sopel”, to dopiero pierwszy tom sporej wielkości cyklu. Ta powieść przypadnie do gustu fanom postapo, jak również miłośnikom urban fantasy. W zasadzie dla tej drugiej grupy dzieło Kornewa może okazać się najbardziej interesujące, a to za sprawą nowatorskiego połączenia gatunków. Coś dla siebie znajdą tutaj także zagorzali rusofile oraz fani wszelkiego rodzaju militariów, zwłaszcza tych z emblematem czerwonej gwiazdy. Dlatego nie pozostaje mi nic innego, jak polecić „Sopla” każdemu Czytelnikowi fantastyki.

  • Autor: Paweł Kornew
  • Tytuł oryginału: Лед
  • Tłumaczenie: Rafał Dębski
  • Seria: Przygranicze, tom 1
  • ISBN: 978-83-7964-226-7
  • Oprawa: broszurowa
  • Ilość stron: 604
  • Data wydania: 10 marca 2017