Calamity – Brandon Sanderson – recenzja

Na premierę trzeciej części Mścicieli, czyli Calamity, czekałam ze zniecierpliwieniem. Co prawda dwie poprzednie części nie do końca mnie porwały i czytałam o wiele lepsze historie Brandona Sandersona, ale ciekawość wciąż pozostawała. Ciekawość co do zakończenia, ciekawość co do dalszych losów bohaterów. Kim jest Calamity? W jakim celu powstali Epicy? Chociaż Stalowe serce i Pożar wcześniej odrobinę rozczarowywały na różnych poziomach, to Brandonowi Sandersonowi trzeba przyznać jedno – wiedział, jak wzbudzić zainteresowanie i przytrzymać czytelnika aż do samego końca.

Calamity zaś wciąga od pierwszych stron, nadaje szybkie tempo akcji i nie gubi go do ostatnich rozdziałów. Nasi bohaterowie mierzą się z większymi problemami niż dotychczas i szukają prawie że cudownego sposobu na pokonanie wrogów, obdarzonych nadprzyrodzonymi umiejętnościami. Trzecia część trylogii tak naprawdę niczym nie różni się od poprzednich – znaleźć można w niej dokładnie te same wady i zalety. Po lekturze wszystkich tomów mam nieodparte wrażenie, że Sandersonowi lepiej wychodzi pisanie doroślejszej fantastyki, nieskierowanej przede wszystkim do młodzieży. Chociaż Ostatnie Imperium czy takie Elantris też mają swoje mankamenty, to nie są one tak bardzo widoczne, jak te należące do Mścicieli. Mam wrażenie, że tutaj zawodzi odrobinę budowa świata przedstawionego. Chociaż Epicy borykają się ze swoimi słabościami i lękami, dzięki czemu wydają się choć odrobinę ludzcy, to posiadają również tak wiele dodatkowych mocy, że balansują na krawędzi sztampy i banału, upodabniając się do Mary Sue.

Co nie zmienia faktu, że trylogia ma swoje zalety – barwnych bohaterów czy ciekawie opisane miasta, przypominające bardziej wizje postapokaliptyczne. Tutaj władzę ostateczną zdobywają silniejsi, a reszta stara się żyć z dnia na dzień. Brandon Sanderson maluje przed oczami czytelnika przeżarte stalą Newcago czy Babilar, dawny Manhattan, miasto ze wszystkich stron otoczone i przykryte przez wodę.

Już po lekturze wszystkich trzech części muszę jednak stwierdzić, że Pożar – tom drugi – wciąż pozostaje tym najbardziej emocjonującym i absorbującym. Chociaż Calamity dostarcza czytelnikowi upragnionych odpowiedzi i zostawia coś na styl otwartego zakończenia, to jednocześnie wydaje mi się także najmocniej… przewidywalne. Być może nie wiemy od samego początku, jak to wszystko się skończy, ale kolejne działania bohaterów są za bardzo oczywiste, a porażki i zwycięstwa nie wywołują tak silnych emocji, jak powinny.

Dlatego też wciąż pozostaję przy swoim wcześniejszym zdaniu – jeśli jesteście nowymi czytelnikami i chcecie dowiedzieć się, na co stać Brandona Sandersona, powinniście zacząć swoją przygodę z tym autorem od Archiwum Burzowego Światła albo chociaż Ostatniego Imperium. Mścicieli warto potraktować jak ciekawostkę, historię, którą można przeczytać, ale tylko wtedy, kiedy nie będziemy mieć do wyboru nic innego. To niewymagające czytadło – nie rozczarowuje mocno, ale też niewiele pozostawia po sobie.

autor: Brandon Sanderson
tłumaczenie: Zbigniew A. Królicki
cykl: Mściciele (tom 3)
wydawnictwo: Zysk i S-ka
tytuł oryginału: Calamity
data wydania: 24 kwietnia 2017
ISBN: 9788365676924
liczba stron: 436
słowa kluczowe: Mściciele, Sanderson
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
język: polski

 

About Blair

Pełnoetatowa książkoholiczka i filmomaniaczka. Recenzentka - amatorka, szpanująca swoim talentem pisarskim i nie rozumiejąca, dlaczego nikt nie chce podziwiać blasku jej intelektu, który przecież razi wszystkich po oczach. Czasami o skłonnościach masochistycznych, wiecznie niewyspana. Niepoprawna romantyczka, marząca o naprawianiu świata. Ponoć mówią, że nocą staje się Nocnym Cieniem i szuka nowych, szeleszcząco - papierowych ofiar...

View all posts by Blair