Szamańskie tango – Aneta Jadowska – recenzja

Czytelnicy powieści Anety Jadowskiej znają doskonale Dorę i jej policyjnego partnera Witkaca (czyli Piotra Duszyńskiego). Pojawił się już w pierwszym tomie heksalogii i w różnych stanach świadomości przewijał się przez kolejne jej części, budząc zainteresowanie i ciepłe uczucia w odbiorcach ze względu na swój specyficzny urok. Doczekał się też własnej historii i nie wiadomo, czy jest za to autorce wdzięczny. 

Szamańskie tango to druga część jego perypetii. Sponiewierany przez duchy, zjawy i inne upiory przez lata żył w lęku – na zmianę przed psychiatrykiem i więzieniem za nielegalne używki, wspomagające jego funkcjonowanie. Ledwo dowiedział się, że nękające go widzenia nie są elementem wytwórczym jego własnej psychiki, a jedynie efektem ubocznym wrodzonego genu szamana, musiał pogodzić się z faktem istnienia alternatywnego świata magii (masakra), rzuciła go kobieta (dla której obcowanie z umarlakami na co dzień stanowiło chleb powszedni, czyli jednym słowem rozumiała o co kaman), przygarnął go… ekhm… tak zwany duch opiekuńczy (stanowiący antytezę jakiejkolwiek opiekuńczości) i został ojcem (Duszyński, nie jego opiekun). Ojcem nastolatki. Biologicznym. A dziecię, nieodrodna córeczka tatusia, też obcuje z duchami – jak szaleć, to szaleć, a co… Przecież do tanga trzeba dwojga.

Dora coraz rzadziej bywa w Toruniu zajęta pełnieniem funkcji namiestniczki w Thornie. Witkacy stracił zatem partnerkę, która znała jego sekret i rozumiała wiążące się z nim zobowiązania, a co za tym idzie, kryła jego nagłe niedyspozycje, nieobecności i inne grzeszki. Niemały kłopot dla policjanta. Tym bardziej, że nasz bohater potrzebuje pracy, aby udowodnić sobie, dawnej ukochanej, córce, prawu i światu, że nadaje się na ojca. Nagłe objawienie faktu posiadania potomstwa (w liczbie sztuk jeden) z kobietą życia wzbudziło w nim instynkt tacierzyński z siłą erupcji wulkanu (nie wiem jakiego, ale jakikolwiek by nie był – wulkan siłę wyrzutu ma imponującą). Natomiast duchy, zjawy, upiory i inna zdechlina wredne są i niewyrozumiałe. Pojawia się toto znienacka, bez żadnego szacunku dla władzy i majestatu stróża prawa, zawraca gitarę, komplikuje życie i wpływa destrukcyjnie na karierę zawodową. Co więcej, bezczelnie absorbuje również uwagę Kurczaczka (czyli wyżej wzmiankowanej potomkini z genami), a nawet śmie ją napastować.

Do tego polityczne zawirowania wokół wydziału zabójstw wkraczają na niekorzystne tory. Dezubekizacja nadchodzi. Góra szuka krwi, a na pierwszym miejscu do odsiewu znajdują się Piotr i jego bezpośrednia przełożona – Anita – jedyna osoba w wydziale, na którą szaman może jeszcze liczyć. A umarlaki nie chcą tego zrozumieć. Zresztą, cóż tam nieboszczyki… Witkacy odkrywa, że posiadanie potomstwa to jest dopiero wyzwanie… Zaufanie, odpowiedzialność – wszystko nabiera nowego znaczenia i wkracza w inny, niemal mistyczny, wymiar. Nawet szaman nie ogarnia. Inteligentna nastolatka z ambicjami potrafi doprowadzić do obłędu najbardziej zrównoważonego rodzica, a umówmy się, naszemu bohaterowi daleko do takiego stanu. Powiem więcej, nastolatka z potencjałem i nadszarpniętą dumą stanowi zagrożenie. Dla siebie i świata.

Do czego posunie się szaman, aby chronić córkę? Ile jest w stanie poświęcić, by uratować świat? Jaką cenę przyjdzie mu zapłacić? I czy to nie będzie zbyt mało? Czy wystarczy? Dokąd zaprowadzą go wiatry zaświatów?

Książki Jadowskiej nieodmiennie urzekają wartką akcją, bogatą kreacją światów oraz postaci. Nie sposób się nudzić przy tej lekturze. Autorka umiejętnie stopniuje napięcie i zaskakuje niespodziewanymi rozwiązaniami, obficie czerpiąc tym razem z mitologii indiańskiej, modyfikując ją jednocześnie na własną, rockową, modłę. Nie wiem, czy zauważyliście, ale muzyka stanowi nieodłączne tło wszystkich powieści pisarki, budując ich klimat i energię. W tym wypadku atmosferę dość duszną (we wszystkich znaczeniach) i mroczną. Na szczęście bohaterowie, dzięki swej wrodzonej żywotności i naturalnej różnorodności, wprowadzają na karty historii całą gamę emocji, niosąc ze sobą również nieodłączne poczucie humoru. Dzięki temu książka nie jest przytłaczająca, ale niesamowicie wciągająca.

Dodatkowym elementem, który rewelacyjnie współtworzy nastrój historii, są grafiki Magdaleny Babińskiej, standardowo już pojawiające się na łamach kart powieści Jadowskiej. Artystka doskonale oddaje koloryt i atmosferę książki, pozwalając jeszcze mocniej zagłębić się czytelnikowi w wykreowaną przez pisarkę rzeczywistość.

Ostatnia scena jest typowym cliffhangerem, który sprawia, że z niecierpliwością czekam na kolejną odsłonę historii ze świata szamana.