Nowa Fantastyka 10/2017 – recenzja

Tegoroczny chłodny i wyjątkowo deszczowy październik dla „Nowej Fantastyki” jest dosyć szczególnym miesiącem, ponieważ magazyn świętuje okrągły jubileusz swojego istnienia. Właśnie mija trzydzieści pięć lat od pojawienia się na rynku pierwszego numeru i mam nadzieję, że jeszcze długo miłośnicy promowanej przez czasopismo tematyki będą mogli nabywać ten tytuł.

W tym wydaniu miesięcznika przeważają teksty związane z ewentualną przyszłością rasy ludzkiej – rozwojem robotyki, tworzeniem zaawansowanej sztucznej inteligencji oraz ciągle modnej eksploracji kosmosu. Ale pomimo prezentowania tego, co może spotkać za kilkadziesiąt lat rodzaj ludzki, widać w „Nowej Fantastyce” pewne nawiązanie do historii. Najlepszym tego przykładem jest okładka, która kojarzy mi się ze starymi filmami i grami RPG pokroju „Connana Barbarzyńcy”, „Czerwonej Soni” bądź „Baldrur’s Gate 2”. Rozmyślenia nad wykorzystywaniem przeszłości w budowaniu jutra widać również we wstępniaku Jerzego Rzymowskiego i w zasadzie muszę się zgodzić z wysuniętymi przez autora wnioskami, które niestety nie są zbyt dobrymi prognozami.

Wśród zgromadzonych w dziale publicystycznym magazynu artykułów najbardziej intryguje „Zastrzyk w język”, ponieważ Marek Starosta rozmyśla w nim nad rozwojem sztucznej inteligencji i tym, kiedy komputery będą na tyle zawansowane, żeby mogły same nauczyć się rozmawiać między sobą. Zdecydowanie tę wizję można uznać za groźną i pachnącą buntem maszyn na skalę znaną z „Terminatora” bądź „Battlestar Galactica”. W następnym tekście przedstawione zostają atrakcje jesiennej edycji Warsaw Comic Con – włącznie z zaproszonymi gośćmi. Kolejny znajdujący się w czasopiśmie artykuł przybliża Czytelnikowi sylwetkę pracującego przy „Star Treku”, „Strefy mroku”, czy „Babylonu 5” Harlana Ellisona. Człowiek ten znany jest głównie ze swojej pracy w Hollywood, ale oprócz tego tworzy książki oraz opowiadania, niestety dostępne są one u nas jedynie w symbolicznych ilościach. Ze względu na tę twórczość Krzysztof Sokołowski prezentuje go jako ciekawego autora.  Warto również zwrócić uwagę na rozmowę Jerzego Rzymowskigo z Robin Hobb. Z wywiadu można dowiedzieć się, skąd wziął się pseudonim pisarki oraz czy kiedykolwiek rozważała karierę scenarzystki filmowej. Ale głównym tematem jest uniwersum autorki i zamieszkujący je bohaterowie. Wielbiciele „Star Treka” znajdą w październikowej „Nowej Fantastyce” tekst o kuchniach z tego świata, w którym Marek Starosta przedstawia rozmaite specjały z różnych zakątków kosmosu. Wśród wymienionych przysmaków nie brakuje uwielbianej przez Jean-Luca Picarda herbaty Earl Grey, aromatyzowanej olejkiem pomarańczy bergamota.

Chciałbym powiedzieć, że część magazynu poświęcona prozie polskiej rozpoczyna się niezłym przytupem, ponieważ „Ballada o memie i jego zabójcy” z początku intryguje ciekawymi nawiązaniami do naszych realiów oraz trochę dziwacznym językiem. Ale niestety w tym wypadku pierwsze wrażenie jest mylne, zbytnie przeładowanie tekstu ozdobnikami powoduje, że nawet po dwukrotnej lekturze nadal nie wiem, o co chodzi autorowi. Na szczęście inne utwory są o wiele przyjaźniejsze dla Czytelnika. Warto chociażby bliżej zapoznać się z opowiadaniem „Chwała”. Przemysław Zańko prezentuje w nim alternatywną, steampunkową wizję wojny trojańskiej z perspektywy pytii. Intrygująca również jest „Wymiana kulturowa” Sylwii Finklińskiej. Ta śląsko-górnicza space opera przedstawia pierwszy kontakt mieszkańców Ziemi z nowo odkrytą rasą rozumną oraz płynącymi z tego wydarzenia korzyściami dla ludzi. W tej historii ekscytacja miesza się z nadziejami na: lepsze, dłuższe życie, poznaniem lekarstwa na najgroźniejsze choroby i możliwością zdobycia nowych technologii.

Dział prozy zagranicznej w październikowej „Nowej Fantastyce” należy do wspomnianego wcześniej Harlana Ellisona. Zgromadzone w tym numerze jego dwa utwory są bardzo różne. W pierwszym noszącym tytuł „Złudzenia dla smokobójcy”, autor w zaskakujący sposób pokazuje Czytelnikowi na przykładzie Warrena Glazera Griffina, jak ludzki umysł potrafi płatać figle człowiekowi. Z kolei „Odrzuceni” to zawierająca ważne dla nas przesłanie, smutna opowieść o przyszłości, w której dążenie do bycia wiecznie młodym, pięknym i idealnym doprowadza do usunięcia ze społeczeństwa osób posiadających jakiekolwiek defekty wyglądu i pozostawienie ich na pastwę losu, żeby zginęli, nie przeszkadzając lepszym od siebie.

Obecne wydanie „Nowej Fantastyki” to nie tylko mieszanka porządnie zrobionej publicystyki ze zbiorem intrygujących historii i wywiadu z popularną autorką. To publikacja potrafiąca rozbudzić ciekawość i wyobraźnię wielbicieli gatunku. Oprócz tego można doszukać się materiałów dydaktycznych dla młodych adeptów trudnej sztuki pisarstwa – pierwsza część felietonu „Jak napisać fantastyczny kryminał” Wojciecha Chmielarza to kopalnia wiedzy, z której warto skorzystać.

„Nowa Fantastyka” to pomimo jednej wpadki świetne urozmaicenie długich jesiennych wieczorów spędzanych pod kocykiem i z kubkiem gorącej herbaty w ręku. I dlatego też polecam Wam lekturę tego numeru.