Dożywocie – Marta Kisiel – recenzja

Dożywocie Marta Kisiel

Są takie książki, o których wiecie, że są dobre, ale zanim po nie sięgniecie mija wiele czasu, bo po prostu „jakoś się nie składa”. W moim przypadku takim tytułem było Dożywocie Marty Kisiel. Wiedziałam o nim dość, by niemal mieć pewność, że przypadnie mi go gustu, a może nawet poważnie zauroczy, ale nim udało mi się za nią zabrać, od jej pierwotnej premiery minęło siedem lat. Parę tygodni temu do księgarni trafiło jednak wznowienie Dożywocia, i to nie byle jakie, bo wzbogacone o nowe opowiadanie o tytule Szaławiła.

Konrad Romańczuk otrzymuje spadek po dalekim krewnym. Dom w odległej lokalizacji – w oczach rysujący mu się jako piękna chatka wśród drzew. Dodatkowo z dziewczyną nie najlepiej mu się układa, dlatego też pisarz i mieszczuch z krwi i kości postanawia spakować manatki i swoim na wpół zdechłym autkiem wyjechać do nowo zdobytego lokum. Tylko że… Cóż, budynek nie okazuje się taki, jak oczekiwał Konrad. Co więcej ma już lokatorów i to dość specyficznych. W piwnicy zamieszkał mu potwór z talentem kucharskim, przez ściany przechodzi widmo nieszczęśliwego poety, pod domem koczują utopce, a także co najważniejsze urzęduje tam Licho, naiwny, acz uroczy anioł z uczuleniem na pierze. Cała ta zgraja – zdawałoby się – robi wszystko, by Konrad nie nudził się nawet przez sekundę. A siła wyższa z chichotem pełnym samozadowolenia im w tym pomaga.

Dożywocie to wręcz kopalnia świetnego humoru. Co chwilka trafiamy na dowcipy, zabawne komentarze, sprzeczki, utarczki, absurdalne przeszkody w codziennym życiu naszego pisarza. Wszystko to sprawia, że najjaśniejszą i najważniejszą zaletą tej powieści jest właśnie humor. Nie zliczę, ile razy wybuchałam przy niej śmiechem. Marta Kisiel może się pochwalić niesamowicie lekkim piórem, dzięki któremu książkę czyta się błyskawicznie i bez najmniejszych trudności. Dodatkowo za sprawą specyficznego stylu i charakteru narracji oraz rozwiązań językowych nadaje całości w pewnym sensie charakteru komedii, a może nawet parodii. Autorka szykuje dla czytelników niekiedy absurdalne rozwiązania, które jednak nie są ani irytujące, ani głupie, ani wymuszone. Za to sprawiają wiele frajdy. Przy tym wszystkim książka – głównie dzięki Lichu – jest też zaskakująco urocza.

Może warto też zaznaczyć, że Dożywocie nie zalicza się tak w zasadzie do powieści. Przypomina raczej zbiór opowiadań, z których każde przedstawia kolejny fragment historii, tworząc w ten sposób następne rozdziały opowieści. A co za tym idzie co i rusz natrafiamy na punkty kulminacyjne, dzięki czemu fabuła wydaje się tym bardziej wciągająca, a strony umykają niepostrzeżenie. No bo jak to tak – przerwać, wiedząc, że zaraz wszystko się wyjaśni? A potem to jak to tak, nie sprawdzać, co się będzie działo w kolejnym odcinku? To przecież niewykonalne. ;)

Jak już wspomniałam, w najnowszym wydaniu recenzowanej książki czytelnicy otrzymują również niespodziankę w postaci opowiadania Szaławiła, które było dostępne na tegorocznej edycji Polconu i to w ograniczonej ilości. Jest ono dość luźno związane z samą opowieścią o dożywotnikach, ponieważ na dobrą sprawę nie występują w nim znani nam bohaterowie. Powiązane są natomiast poprzez miejsce akcji. W jaki sposób? Tego Wam nie zdradzę. Wiedzcie jednak, że opowiadanie podtrzymuje klimat „powieści”, a także tworzy zalążek historii, którą z wielką chęcią poznałabym bliżej.

Dożywocie to rewelacyjna książka – pełna świetnego, niekiedy absurdalnego humoru oraz ciekawych, oryginalnych i zabawnych postaci. Połączenie to sprawia, że jest to idealny tytuł na poprawę nastroju, szczególnie w tak deszczowe dni. Nie mogę się doczekać, aż sięgnę po kontynuację historii o Konradzie, Lichu i reszcie towarzystwa – i z całą pewnością zajmie mi to mniej czasu niż wspomniane na początku siedem lat. ;)

Autor: Marta Kisiel
Wydawnictwo:     Uroboros
Oprawa:    miękka
Liczba stron:    416
Format:    13.5×20.2 cm
Numer ISBN:    978-83-280-4820-1
Cena rynkowa:     39,99 zł

 

About Sophie

Z zawodu finansista, z pasji czytelnik. Redaktorka serwisu oraz moderator forum Gavran, okazjonalnie recenzentka.

View all posts by Sophie