Nowa Fantastyka 11/2017 – recenzja

Od pewnego czasu te parę dni składających się na koniec jednego miesiąca i początek następnego to dla mnie okres przygody z lekturą „Nowej Fantastyki”. Jak na razie w każdym numerze znajduję szereg idealnie wpasowujących się w moje gusta tekstów. Dlatego coraz bardziej lubię wyżej wspomniany magazyn oraz spędzane z nim chwile. Zwłaszcza teraz, gdy wieczory są zimne, a deszcz miarodajnie bębniący o okna i parapety nie zachęca do niczego innego, niż leżenie pod kocem z kubkiem zielonej herbaty czy domowym pupilem w roli żywego termoforu.

Tym razem niestety już na starcie do lektury „Nowej Fantastyki” zniechęca mnie okładka z ilustracją nawiązującą do „Thorgala”. Bez bicia przyznaję się, że nie należę do wielkich fanów lub znawców tego komiksu, ponieważ jego graficzna oprawa nie trafia w moje kanony piękna. Jednakże początkowe zrażenie to niewystarczający powód do całkowitej rezygnacji z czytania magazynu, a nawet artykułu o wyżej wspomnianym komiksie. Po jego lekturze muszę powiedzieć, że sam tekst jest dobrze skonstruowany, ale niestety oprócz wielu umieszczonych w nim ciekawostek o genezie powstania „Thorgala”, można znaleźć również liczne spoilery z przygód głównego bohatera.

Na szczęście kolejne strony magazynu są dla mnie o wiele bardziej interesujące. Zacznijmy choćby od materiału Łukasza M. Wiśniewskiego pod tytułem „Od melanżu do Elex”. Autor tego artykułu próbuje z pomocą gry „Elex” przedstawić koncepcję oddziaływania pozaziemskich substancji na ludzkość i zaprezentowania, jakim przemianom ulegnie świat i społeczeństwo pod ich wpływem. Bez wątpienia to dosyć modne zagadnienie, a popkulturowe przykłady poruszające tę tematykę można mnożyć – pierwszy z brzegu na myśl nasuwa mi się szkielet Wolverina z adamatnium, czy występująca jedynie na Diunie przyprawa. Następny w kolejności tekst tyczy się serialu „The Walking Dead”. Niestety mam ogromne, wielosezonowe zaległości w oglądaniu tego postapokaliptycznego tasiemca o zombie, dlatego pominąłem go w obawie przed spoilerami i przeszedłem dalej, czyli do prowadzonego przez Marcina Zwierzchowskiego wywiadu z pracującym przy tworzeniu „Star Trek: Discovery” Aaronem Herbertsem. Rozmawiają oni o tym, jak trudnym zadaniem jest szukanie pomysłów na odcinki, tak żeby zgadzały się z kanonem i nie powielały historii z innych produkcji osadzonych w uniwersum Star Treka. W kolejnym artykule Jerzy Rzymowski przybliża urban fantasy na przykładzie cyklu Jima Butchera o przygodach Harry’ego Dresdena. Autor tekstu prezentuje magiczny świat, charakteryzuje głównego bohatera serii oraz porównuje go do „Buffy: Postrachu wampirów”. Całość jest rewelacyjnie opisana i podzielona na części tematyczne, dzięki czemu czytanie to istna przyjemność. Zdecydowanie warto także zajrzeć do drugiej części felietonu Wojciecha Chmielarza z poradami dla początkujących adeptów pisarstwa.

W „Nowej Fantastyce” oprócz sporej ilości publicystyki nie brakuje również prozy polskiej oraz zagranicznej. W przypadku twórczości naszych rodzimych autorów już pierwszy tekst robi oszałamiające wrażenie. „Z otchłani” Pawła Mateja to zadziwiający thriller w klimacie noir, prezentujący historię młodej Nikity, która skrupulatnie ukrywa przed światem i swoim najbliższym przyjacielem okrutne wydarzenia ze swojego życia. Z początku to niepozorne opowiadanie wieje nudą oraz smutkiem, a w dodatku sprawia, że człowiek zaczyna się zastanawiać, jak wybrano tę historię do listopadowego numeru magazynu, skoro nie ma w nim nawet odrobiny fantastyki. Jednakże takie myślenie to ogromy błąd, ponieważ ostatnie strony wszystko rekompensują. Poza tym ciekawie wygląda „Wybór” Anny Łagan. Głównym bohaterem tej przygodówki w bliskowschodnim klimacie jest podróżujący z karawaną Hiram, pragnie on zbadać miasto, o którym nikt nigdy nie słyszał. Warto także zapoznać się z „Diabłem i meskaliną” Łukasza Suskiewicza. Pisarz w tym opowiadaniu prezentuje turystę zwiedzającego kraj południowej Ameryki. W poznawaniu obcego lądu pomagają mu dwaj przypadkowo poznani mężczyźni oraz narkotyki.

Z kolei w dziale z prozą zagraniczną są dzieła znanych autorów, choćby „Wezwanie” Jima Butchera. Przedstawia ono Harry’ego Dresdena, który tym razem musi zmierzyć się z organami państwa i funkcją ławnika w rozprawie sądowej. Zdecydowanie jest to intrygująca historia z humorystycznymi momentami, jak również obowiązkowa lektura dla fanów pisarza i przygód chicagowskiego maga. Inne warte uwagi opowiadanie to „Zaraza” Kena Liu. Autor prezentuje tutaj świat po biologicznym kataklizmie, który w drastyczny sposób odbija się na wyglądzie ludzi. A samą historię poznaje się z perspektywy tajemniczego człowieka spod Kopuły.

Tym razem mam pewne zastrzeżenia co do zawartości „Nowej Fantastyki” i nie chodzi mi o treść, zwłaszcza tę niepasującą do mojego gustu, a o zbytnie zdradzanie informacji w kilku artykułach. Świetnym pomysłem na przyszłość jest używanie znaku „uwaga na spoilery” przy tytułach tekstów. Pomimo tego warto sięgnąć po ten numer choćby dla samej prozy, potrafiącej momentami powalić Czytelnika na kolana.