Zawisza Czarny – Jakub Ćwiek – recenzja

Parę lat temu Jakub Ćwiek zaczął nowy cykl książek o superbohaterze. Protagonistą tej dylogii został podstarzały menel, będący także ogromnym fanem australijskiego zespołu AC/DC, samozwańczy władca piorunów. Mieszkający na Śląsku Ryszard Zwierzchowski, nazywany jest również Dreszczem. Niestety po wydaniu jakiś czas temu drugiego tomu przygód wcześniej wspomnianego bohatera z tego uniwersum zaczęło wiać posuchą i stagnacją, wynikającą z braku nowych opowieści. Jednakże to już przeszłość, ponieważ od listopada – najbardziej patriotycznego miesiąca w roku – można zaczytywać się w „Zawiszy Czarnym”.

W przypadku najnowszego dzieła pisarza na usta same cisną się słowa, że stare musi odejść do lamusa, bo nadchodzi pora na młodsze pokolenie chętnych do walki za lepsze jutro i sprawiedliwość. Takim właśnie człowiekiem jest pochodzący z Wybrzeża Kości Słoniowej Piotr, nazywany od swojego koloru skóry Zawiszą Czarnym. To właśnie w Afryce w młodości trafia pod kuratelę emerytowanego żołnierza i mistrza sztuk walki, pełniącego posługę misjonarską. Będąc pod pieczą opiekuna, uczy się walczyć, nabiera umiejętności bojowych, a przede wszystkim stary weteran wpaja mu polskie wartości, patriotyzm i miłość do naszego nadbałtyckiego kraju.

Tytułowy superbohater postanawia w swoim wolnym czasie pojechać do Warszawy na mecz reprezentacji Polski w piłce nożnej z narodową drużyną Hiszpanii. Dodatkowo pragnie on trochę odpocząć od codzienności. Przynajmniej tak w teorii wygląda zamysł Zawiszy na kilka najbliższych dni. A jak wiadomo plany mają to do siebie, że często lubią ulegać zmianie. Dlatego relaks i podziwianie piłkarzy światowego formatu musi zejść na dalszy plan, ponieważ główny bohater książki przypadkowo wplątuje się w aferę dużego kalibru. W ten cały spisek zamieszana jest grupa tak zwanych polskich patriotów, pragnących pozbyć się w imieniu większego dobra z terenu kraju wszystkich mniejszości i inności.

Z całą pewnością można uznać Zawiszę za niezwykłą postać, nie tylko z powodu odmiennego koloru skóry bądź ogromnej miłości do Polski. Przede wszystkim to pragnący pomagać ludziom w potrzebie, prawy człowiek. Niewątpliwie może to brzmieć dziwnie, zwłaszcza gdy spogląda się na zgromadzone w książce ilustracje, na których tytułowy śmiałek wygląda na mięśniaka przepadającego za robieniem krzywdy innym. Mnie okładka oraz grafiki przedstawiające Piotra przywodzą na myśl protagonistę filmu „Blade – Wieczny Łowca”. Zdecydowanie pomimo jego postury nie można określić Zawiszy jako bezmózgiego osiłka, lubiącego walić baseballem po głowach oprychów, bo uwielbia czytać, dzięki czemu poszerza swoje horyzonty i skuteczniej wykonuje obowiązki superbohatera.

Równie dobrze prezentują się tutaj postacie drugoplanowe. Sawka, prawdziwa Warszawska taksówkarka, śmiga po ulicach stolicy Syrenką niczym Kubica. Na długiej liście jej zalet najbardziej widoczne są: wesołe podejście do życia, miłe nastawienie do innych ludzi oraz cięty język, potrafiący często być bronią. Co więcej uwielbia ona szaleńczą jazdę i bijatyki. Zwłaszcza w tej ostatniej aktywności jej filigranowa postura stwarza mylne pozory posiadania niskich umiejętności bojowych. Sawka potrafi to dobrze wykorzystać w starciu ze sporo większymi od siebie przeciwnikami.

W komiksach, oprócz pomagierów herosów pokroju Robina czy Kid Flasha, są także osoby dbające o kryjówki, sprzęt, zbieranie informacji. Podobnie jest w „Zawiszy Czarnym” i tę niewdzięczną robotę odwalają bracia Władysław i Witold Łokietniccy. Ech, jak ja uwielbiam tę dwójkę komputerowych nerdów, trzymających ręce na pulsie wszystkiego, co dzieje się w Warszawie oraz okolicy. Dosłownie każda scena z ich udziałem bawi. A to z powodu ich kwiecistych rozmów, zaangażowania do pracy i umiłowania wszelkich teorii spisowych. Połączenie tych kilku cech braci z ich sporą wadą wymowy owocuje świetną mieszanką absurdu z lekką domieszką komizmu.

Niewątpliwymi plusami recenzowanej powieści są bohaterowie, ale to nie koniec, bo równie dobrze wypada prosta, lecz chwytliwa i efektowna historia. Dodatkowymi zaletami są barwne opisy, dialogi pełne ciętych ripost i nawiązań do popkultury – to wszystko umila czas spędzony z „Zawiszą Czarnym”. Dlatego pod względem technicznym Ćwiekowi nie można niczego zarzucić. Niestety, pomimo licznych zalet są także wady, które przede wszystkim widać w pobocznych wątkach i na tle głównej akcji. Czasem wygląda to tak, jakby autor chciał na kartach tej powieści umieścić zbyt wiele. W efekcie czego otrzymuje się nadmiar grup społecznych, pragnących zmienić świat, bądź przynajmniej Warszawę, dla swoich korzyści. To rodzi wiele spięć i konfliktów, od czego momentami potrafi rozboleć głowa.

Uwielbiam tę wybujałą, a przede wszystkim szaloną wyobraźnię Jakuba Ćwieka, bo w końcu kto inny wpadłby na pomysł stworzenia współczesnej, intrygującej postaci na podstawie twórczości Henryka Sienkiewicza? Co więcej, ten nowy Zawisza Czarny o wiele lepiej wpasowuje się w mój gust, bo jest bardziej intrygujący niż pierwowzór, a oprócz tego to wesoły, sympatyczny młody człowiek, dający po prostu czadu.

Sama powieść pozytywnie zaskakuje świeżym pomysłem, który oferuje rewelacyjną zabawę w komiksowym klimacie. Niewątpliwie można uznać tę książkę za jedną z lepszych w dorobku autora. Dlatego nie przeciągając już dłużej, polecam Wam sięgnięcie po tę pozycję.

  • Autor: Jakub Ćwiek
  • Tytuł: Zawisza Czarny
  • ISBN: 978-83-8129-032-6
  • Format: 135 x 210 mm
  • Oprawa: broszurowa
  • Ilość stron: 304
  • Data wydania: 22 listopada 2017
  • Cena: 36,90 zł