Nowa Fantastyka 01/2018 – recenzja

Już praktycznie można powiedzieć, że moje comiesięczne sięganie po kolejne wydania „Nowej Fantastyki” staje się pewnego rodzaju tradycją, którą z miłą chęcią kontynuuję w nadziei na poznawanie ciekawych tematów, zdobywania wiedzy bądź miłego spędzenia czasu z intrygującą lekturą. Muszę przyznać, że styczniowy numer wyróżnia się brakiem graficznych nawiązań okładki do gier, filmów, czy książek i po prostu kusi czymś nowym – gustownym oraz bardzo klimatycznym zdjęciem członków zespołu Percival.

Lekturę magazynu warto zacząć od wstępniaka Jerzego Rzymowskiego, w którym to autor opowiada o swoich negatywnych doświadczeniach z jesienną edycją Comic Conu, odbywającego się w podwarszawskim Nadarzynie. W swoim tekście redaktor nie szczędzi słów krytyki wobec samej imprezy, jak również jej twórców za nierówne traktowanie odbiorców fantastyki. Mam nadzieję, że te kilka negatywnych uwag Rzymowskiego podziała motywująco na organizatorów i następny Comic Con będzie o wiele lepszy dla każdego odwiedzającego, bez względu na jego preferencje.

Część publicystyczną otwiera artykuł Marka Starosty pod tytułem „Owoce morza”. Redaktor o dziwo nie skupia się tutaj na ośmiornicach, morskich skorupiakach czy innych mieszkańcach oceanów, a zamiast tego przybliża niedawne odkrycie chińskich naukowców. Konkretnie chodzi o wyhodowanie ryżu na polach nawadnianych słoną wodą i rekordowych zbiorów tego zboża. Według prognoz tak obfite plony mogą pozwolić na wyżywienie dwustu milionów ludzi. Dla mnie to rewelacyjna wiadomość, ale czy to rozwiąże problem głodu na świecie, skoro cały szkopuł polega na tym, że marnuje się żywność.

Następnym tekstem jest prowadzony przez Tomasza Przyłuckiego wywiad z Katarzyną Bromirską i Mikołajem Rybackim – członkami zespołu Pervical. Rozmawiają oni o inspiracji „Wiedźminem” i innymi tytułami fantastycznymi. A także słowiańskimi klimatami w twórczości muzyków oraz samodzielnej budowie instrumentów, np. libry bizantyjskiej bądź bębna z koziej skóry. W wywiadzie nie brakuje również tematów związanych z nauką gry na dawnych instrumentach.

Artykuł Przemysława Bociąga „2018 rokiem zielonej pożywki” to ciekawe rozwinięcie zagadnienia zapoczątkowanego przez Marka Starostę. Wszystko sprowadza się do pomysłów na wykarmienie ciągle rosnącej populacji ludzi i tego, co prawdopodobnie w przyszłości zastąpi dobrze nam znane kotlety schabowe czy wszelkiego rodzaju surówki. Z kolei „Pohula w gwiazdozbiorze Orła” to materiał o tym, co z potrzebnych do powstania i podtrzymania życia składników można znaleźć w przestrzeni kosmicznej. Oprócz tego autor wymienia, jakie kuchenne przyprawy, typu sól lub cukier, występują poza Ziemią. Nawiązuje on także do ogromnej libacji, jaką zafunduje wizyta w tytułowej konstelacji Orła, która zawiera ogromne ilości smakującego malinami i rumem alkoholu.

Na dział prozy polskiej składają się dwa wyjątkowo obszerne opowiadania. Pierwsze z nich to dzieło Konrada T. Lewandowskiego i nosi tytuł „Sprzężenie pasożytnicze”. Autor przedstawia tutaj historię Briasa – człowieka, którego jaźń jakimś cudem po śmierci trafia do ciała innej osoby. Ten tekst od samego początku zniechęca do dalszej lektury, a wszystko przez nagromadzenie naukowych terminów. Dodatkowo ciężko jest połapać się, o co tu tak naprawdę chodzi. Najpierw główny bohater odkrywa, że zostaje mu kilka miesięcy życia, potem otrzymuje szansę na zaczęcie od nowa, ale przebywanie w nie swoim ciele dokłada Briasowi jeszcze więcej problemów i nie wyjaśnia wcześniejszych zawiłości fabuły. Z kolei „W cieniu jądra półleżąc” Adama Dzika to kompletnie pokręcona historia Loyda Granta, któremu śnią się wspomnienia bardzo odległego przodka. Szukający u specjalistów pomocy bohater trafia na naukowa, pragnącego wykorzystać niecodziennie możliwości człowieka w swoich badaniach. Z całą stanowczością muszę stwierdzić, że oba teksty w ogóle do mnie nie trafiają, w zasadzie jedyne, co czułem, to nuda i pragnienie jak najszybszego przejścia do dalszej części magazynu.

Jeśli natomiast chodzi o prozę zagraniczną, to zdecydowanie wypada ona lepiej od prezentowanej w tym numerze twórczości Polaków. Pierwsze opowiadanie pod tytułem „Gra” Michaela J. Sullivana przedstawia świat, w którym wirtualna postać z gry komputerowej zyskuje świadomość samoistnienia. Ten wyjątkowy pomysł genialnie wpasowuje się w moje gusta, a oprócz tego w intrygujący sposób obrazuje, co może wydarzyć się ze sztuczną inteligencją, gdy ta będzie zdolna do samodzielnej nauki. Pisarz prezentuje również, jak cała sytuacja wpłynie na społeczeństwo.

„O starciu sił zła, to jest upadku Kethii” Anthony’ego Ryana opisuje krwawą historię ogromnego państwa-miasta – Kethii. Nie brakuje tutaj starć z nieludźmi, walki o wpływy i bogactwa z handlu. Jedynie szkoda, że autor wykorzystuje zapis kronikarski do zaprezentowania fabuły. Niestety, działa to negatywny sposób, bo przez to odbiór tekstu nie sprawia przyjemności, staje się mało porywający i suchy.

„Dzień ślubu” Jake Kerr to ostatnie opowiadanie w tym dziale. Autorka przedstawia w nim historię miłości w realiach świata czekającego na zagładę. Praktycznie wszyscy ludzie odliczają czas do wielkiego Armagedonu oraz informacji, gdzie dokładnie dojdzie do tego dramatycznego wydarzenia. Na szczęście dwójka głównych bohaterów ma inne rzeczy na głowie – przygotowanie romantycznego ślubu. Naprawdę lubię ten tekst, bo przyjemnie się go czyta, jest ciekawy i daje do myślenia o tym, co się naprawdę liczy. A tak poza tym pozytywnie zamyka tę część magazynu.

Pierwszy numer „Nowej Fantastyki” 2018 roku ma spore wady, głównie tyczące się doboru opowiadań do działu z prozą. Natomiast pozostałe elementy, a zwłaszcza publicystyka, radzą sobie wyśmienicie. Czytanie zgromadzonych tutaj artykułów oraz felietonów pozwala poznać wiele zaskakujących informacji, a oprócz tego bawi i po prostu urozmaica czas. Dlatego zachęcam Was do lektury styczniowego wydania miesięcznika.