Archiwum Checquy. Tom 1. Wieża – Daniel O’Malley – recenzja

Daniel O’Malley stworzył historię, która przykuwa uwagę czytelnika i oplata go swoistym urokiem. Trudno ją skategoryzować. W sumie nie wiem czemu – i dlatego tak trudno było mi cokolwiek napisać o tej książce. Nie z powodu obiekcji – wręcz przeciwnie. Jest w niej coś nieuchwytnego, niepokojącego, coś, co mi umyka…

Nie mogę powiedzieć, że to opowieść odkrywcza, a zarazem nie mogę jej odebrać tej nuty innowacji, jaką wnosi i którą czaruje czytelnika. Bohaterka z amnezją – niby ograny motyw, a jednocześnie tak odmienny dzięki temu, jak poprowadził go autor. Tajemna organizacja – ha, ileż razy już o tym czytaliśmy, a jednak pisarzowi udało się odświeżyć ten pomysł. Magiczne moce, walka dobra ze złem – znamy, a równocześnie tak chętnie zanurzamy się w ten niezwykły świat, tym bardziej, że Daniel O’Malley zbudował go z pietyzmem i precyzją, wprost wciągając odbiorcę w nurt zdarzeń, zagłębiając go w emocjach, doznaniach i domysłach.

Myfanwy Thomas – skomplikowane imię, skomplikowana historia. Cóż, jeśli nosisz tak niecodzienne miano, możesz spodziewać się niespodziewanego. Dzięki specyficznej narracji niejako równolegle poznajemy dwie kobiety – tę, która była i tę, która jest Myfanwy – Wieżą Thomas, wysoko postawionym członkiem nadnaturalnej struktury Checquy. Amnezja, pochłaniając pierwszą z nich, sprawiła, że druga mogła zaistnieć. Nieprzeciętny umysł, niecodzienne zaangażowanie i zdumiewający sposób radzenia sobie z wizją odejścia w niebyt utorowały drogę i dały szansę na przeżycie jej własnemu ciału i nowemu wcieleniu bohaterki. Kim jest? Nikt nie wie. Co potrafi? Wciąż to zgłębia. Kto na nią czyha? Tego musi się dowiedzieć albo znów zniknie – tym razem na zawsze. Ryzyko jest duże, bo otaczającego ją świata nie można nazwać oazą bezpieczeństwa, a istoty, z którymi musi współpracować, w każdej chwili mogą unicestwić niepożądany element. Najgorsze zagrożenie stanowi zaś brak wiedzy, brak wspomnień i temperament, który może ją zdradzić. Na szczęście, po zawiłych strukturach organizacji i meandrach obecnego życia, prowadzi ją kobieta, która musiała odejść, ustępując jej pola.

Dwie główne bohaterki niepodzielnie królują w tej historii, jednak nie bez znaczenia dla charakteru fabuły są kreacje innych postaci – zarówno drugoplanowych, jak i tych teoretycznie jeszcze mniej ważnych. Prawie wszystkie osadzone są w strukturach organizacji, bazujących na zasadach szachów – stąd niebagatelna rola protagonistki jako Wieży. Jej władza jest zarówno szansą, jak i zagrożeniem – nie tylko dla niej. Ale to, co się dzieje, rozgrywa się w odniesieniu do innych osób – tajemniczych, często groźnych i nieobliczalnych. Ich wzajemne relacje są co najmniej skomplikowane, by nie rzec napięte. Wielkie wpływy, ogrom odpowiedzialności stanowią niewyobrażalne wyzwanie, ale i pokusę, której nie każdy potrafi się oprzeć.

Myślę, że to jedna z tych opowieści cechujących się komplementarną i spójną fabułą mimo wielowątkowej narracji. Akcja rozgrywa się niejako na dwóch płaszczyznach – w teraźniejszości i przeszłości. Jest to możliwe dzięki listom wcześniejszej Myfanwy skierowanym do tej, która zajęła jej ciało. To nie wyjątkowy zabieg, ale ma intrygujący efekt. Poszerza zakres historii, sprawiając, że staje się ona pełniejsza, bardziej nasycona, głębsza.

Ciekawy pomysł i świetna realizacja – konsekwentna i przemyślana. Nie sposób pozostać z boku i nie zaangażować się w losy głównej postaci (czy raczej głównych postaci)? A może powinnam stwierdzić, że fabuła po prostu jest wciągająca, a dzięki bogactwu charakterów i różnorodności zdarzeń nie sposób się nudzić? Ta historia z pewnością wyróżnia się na tle innych powieści gatunku.