Gdzie niebo mieni się czerwienią – Lisa Lueddecke – recenzja przedpremierowa

Skandynawska literatura w pewien sposób jest dla mnie magiczna i zawsze ulegam pokusie poznawania kolejnych historii z najbardziej wysuniętych na północ krajów Europy. Po prostu uwielbiam ten mroźny, surowy, wypełniony smutkiem oraz nostalgią klimat i nie ma znaczenia, po jaki gatunek sięgam – może to być kryminał, fantastyka lub coś zupełnie innego. W poszukiwaniu tej atmosfery oraz tonu skandynawskiej literatury zdecydowałem się na lekturę debiutanckiej powieści Lisy Lueddecke, pod tytułem „Gdzie niebo mieni się czerwienią”.

Pisarka w swojej książce zaprasza Czytelnika na wyprawę po tajemniczej, niebezpiecznej, fikcyjnej wyspie Skane, gdzie obok żyjących ludzi można spotkać mięsożernych olbrzymów oraz wiele innych fantastycznych i równie groźnych stworzeń. Nad tym skrawkiem lądu sprawuje pieczę bezimienna bogini, która porozumiewa się z mieszkańcami lądu poprzez różnokolorowe światła na niebie. Zielony oznacza, że wszystko jest w porządku, niebieski zwiastuje śnieżycę, a czerwony to ostrzeżenie.

Powieść poznaje się z perspektywy młodej, bo zaledwie siedemnastoletniej, dziewczyny imieniem Ósa. Wiedzie ona spokojne życie, w którym dominuje praca, pomaga również w domu, uczestniczy w połowie ryb, pielęgnuje chore zwierzęta, a wolny czas spędza w towarzystwie Ivara – jej przyjaciela. Niestety nastolatka pomimo swojego pogodnego nastawienia do innych ludzi oraz życia ma wiele powodów do smutku. Starsza siostra oraz ojcieca traktują ją jak niechcianą i obwiniają o śmierć osłabionej trudami porodu matki – co stało się podczas ostatniego pojawienia się czerwonych świateł. Pewien drobny udział w rozwoju fabuły ma także Ivar, tłumacz run pozostawionych przez pierwszych ludzi na wyspie. Ten małomówny chłopak uwielbia dotrzymywać koleżance towarzystwa i zawsze pomaga w urzeczywistnieniu jej planów, nawet tych najdziwniejszych i mało realnych.

„Gdzie niebo mieni się czerwienią” ma wyjątkowo prostą fabułę, skupiającą się na tym, że bogini sprowadza ostrzeżenie dla mieszkańców Skane. Ludzie zaczynają rozważać, ile pozostało im czasu, zanim tajemnicza choroba po raz kolejny zbierze swoje żniwo. Jedynie Ósa nie ma zamiaru bezczynnie siedzieć, czekając na najgorsze, zamiast tego chce uratować najbliższych od potencjalnej śmierci. A żeby to osiągnąć, wyrusza samotnie w niebezpieczną podróż do zamieszkanych przez olbrzymów gór, by odnaleźć drogę do bogini i spróbować wybłagać u niej pomoc w trudnej sytuacji. Sprawę dodatkowo komplikuje odkrycie śladów obecności na wyspie dawnego wroga – Ør, plemienia barbarzyńców, którzy wiele pokoleń wcześniej wygnali przodków Ósy z ich dawnych terenów.

Mam duży problem z główną bohaterką powieści, ponieważ od pierwszej strony nie budziła we mnie pozytywnych odczuć, zamiast tego byłem bardzo obojętny i nie kibicowałem jej. A to dlatego, że jest bardzo irytująca, ma siedemnaście lat, a często zachowuje się jak obrażalska dwunastolatka, która samodzielnie wyrusza w samobójczą misję, w celu wynagrodzenia tacie i siostrze utraty mamy. Zdecydowanie lepsze wrażenie robi Ivar, jego tajemniczość oraz małomówność zachęcają, by dowiedzieć się o nim czegoś więcej.

Pozytywniej niż kreacja głównej bohaterki wypada sam tekst, który czyta się zaskakująco dobrze, łatwo, a nawet i przyjemnie. Natomiast historię oceniam jako poprawną, co jednak traktuję jako zaletę, bo przynajmniej nie mierzi Czytelnika. Jednakże praktycznie jednowątkowa fabuła, z drobnymi przeskokami do Iverna, żeby pokazać wydarzenia z opuszczonej przez Ósę wioski, nie jest tym, co lubię – zdecydowanie wolę bardziej złożone intrygi. Dlatego duży minus ma u mnie liniowość opowieści, od samego początku można odgadnąć, w jakim kierunku potoczy się fabuła. Do wad tekstu zaliczam również kreację barbarzyńców – wielcy, złowrogo nastawieni do innych ludzie, którzy pływają sobie od jednej wyspy do drugiej i robią krwawe rzezie przy użyciu noży? Co się stało z mieczami, oszczepami, tarczami i innymi przedmiotami? Dla mnie pomyłką także jest określanie tej książki jako young adult, bo z moich odczuć wynika, że poziom złożoności tekstu oraz rozwój emocjonalny postaci pasuje bardziej do dwunastolatków niż myślących w miarę realnie i odpowiedzialnie dorosłych.

Nie mogę powiedzieć, że po skończonej lekturze żałuję wyboru „Gdzie niebo mieni się czerwienią”. Po prostu ten tytuł w moim wypadku ani nie zachwyca, ani nie odpycha, zamiast tego jest średni i to pod każdym możliwym względem. Dla mnie to jedna z tych powieści, o których za tydzień nie będę nawet pamiętał. A Wy, jeśli nie cierpicie na syndrom wiecznego Piotrusia Pana lub macie więcej niż jedenaście, może trzynaście lat, lepiej znajdzie sobie coś innego do czytania.

  • Autor: Lisa Lueddecke
  • Tytuł: Gdzie niebo mieni się czerwienią
  • Tytuł oryginału: A Shiver of Snow and Sky
  • ISBN: 9788380736719
  • Format: 128 x 198 mm
  • Oprawa: miękka
  • Ilość stron: 352
  • Wiek czytelnika: 15+ lat
  • Data wydania: 14 lutego 2018