Marcowa „Nowa Fantastyka” wspomina Ursulę le Guin, czyli zmarłą na początku tego roku pisarkę. Z czego się niezmiernie cieszę, ponieważ darzę sympatią jej „Ziemiomorze” i warto przypominać twórczość tej autorki, by ta nie została zapomniana. Trochę szkoda, że korzystając z tej okazji redaktorzy przygotowujący numer zapomnieli o Jacku Ketchumie – twórcy takich horrorów jak „Zabawa w chowanego” oraz „Dziewczyna z sąsiedztwa” – który odszedł w styczniu. Moja przygoda z jego twórczością nie należy do długich, bo w sumie nie tak dawno temu zacząłem poznawać dorobek pisarza i teraz żałuję, że odkryłem go tak późno.

Pierwszy artykuł czasopisma to tekst Marka Starosty pod tytułem „Biologiczny dysk” pochodzący z cyklu „Zastrzyk przyszłości”. Autor prezentuje w nim następującą dzięki rozwojowi nauki rewolucję w dziedzinie przetwarzania i gromadzenia ciągle rosnących ilości danych. Badacze, zamiast wymyślać lepsze dyski twarde i inne nośniki informacji, coraz chętniej spoglądają w stronę tego, co zawsze nam towarzyszy, czyli DNA. Kto wie, może pewnego dnia będziemy mieli stale pod ręką swoje ulubione książki, muzykę i filmy.

Za pozycję obowiązkową traktuję lekturę tekstu o Ursuli le Guin. Joanna Kułakowska prezentuje tutaj wiele ciekawych informacji o wyżej wspomnianej autorce. Zaczynając od samego początku, czyli młodzieńczych prób literackich i otrzymania pierwszych odmów wydania książki w wieku jedenastu lat. Oprócz tego artykuł pokrótce przybliża twórczość le Guin, ponadto pisarka ukazywana jest jako feministka, która nie szła na skróty, podpisując się w latach sześćdziesiątych męskim pseudonimem.

Bardzo intrygująco wypada „Fantastyka dla opornych” Aleksandy Radziejewskiej. Po pierwsze to kopalnia sporej ilości wartych uwagi tytułów, a poza tym autorka przedstawia, dlaczego wymienione książki mogą posłużyć do przekonania Czytelników zrażonych do tego gatunku. Innym wartym uwagi tekstem jest okazałych rozmiarów „Krótka historia Celtów” pióra Joanny Wołyńskiej. Jak wskazuje na to tytuł, artykuł opowiada tutaj o dziejach wcześniej wspomnianego narodu, a także jego mitologii.

Natomiast „Barbarella – anioł rewolucji seksualnej” Pawła Deptucha to ciekawa publikacja będąca lekcją historii Francji, stawiania oporu kurateli państwa i partii komunistycznej, wykorzystującą tytułową bohaterkę komiksów. Autor, oprócz przybliżenia genezy powstania Barbarelli, prezentuje, jak ten cykl i kolejne wpłynęły na zmianę nastawienia Francuzów do powieści graficznej – dzięki czemu dzisiaj ten europejski kraj uchodzi za raj dla miłośników komiksów.

W części publicystycznej warto zwrócić uwagę na „Ostatni rok świata, czyli wiktoriańskie apokalipsy”. Tutaj Agnieszka Haska i Jerzy Stachowicz rozpisują się o plagach dżumy, cholery, ospy i żółtej febry, a przede wszystkim o ich wpływie na twórczość między innymi znanej z książki „Frankenstein” Mary Shelley oraz innych autorów. Nie zapomnijcie także rzucić okiem na kolejną część felietonu Wojciecha Chmielarza z poradami dla początkujących pisarzy.

Dział z prozą polską otwiera „Demon tamy” Anny Łagan i muszę przyznać, że to osobliwa, kreatywna oraz intrygująca opowieść o przygodach młodej, uczącej się na konserwatorkę maszyn i sprzętów Ayatunde, żyjącej w niezwykłym świecie łączącym technologię z magią. Ta wyjątkowo uparta dziewczyna na co dzień naprawia stare urządzenia służące miastu i okolicy, a dodatkowo musi stawiać opór swojej matce, której apodyktyczne zapędy nie przypadają bohaterce do gustu.

Drugim opowiadaniem w tej części magazynu jest „Czas deszczów” Soni Korty, czyli pomysłowa i oryginalna space opera. Przypominająca mi dzieje naszego świata oraz wszystkich odkrywców ruszających w drogę, by poznać, co kryje się za horyzontem, a także o odległych wędrówkach za drogocennymi surowcami i przyprawami. Wracając do tematu, autorka przybliża tutaj historię człowieka żyjącego na obcej planecie, służącej jako kolonia do pozyskiwania drogocennego dla Ziemi drewna.

Z kolei „Mechanizm Gojenia” Magdaleny Kucenty to przewrotny tekst, pokazujący wizję postapokaliptycznego, steampunkowego świata, w którym z niewiadomych przyczyn liczebność ludzi jest wyjątkowo niewielka. Dominują tutaj funkcjonujące bez swoich panów maszyny, pomimo tego wykonujące swoje zadania, w tym pomnażające majątki – np. wynajmując mieszkania – i po prostu czekające na nadejście spadkobierców ich właścicieli. Czytelnika po tym niezwykłym miejscu oprowadza naprawiająca te urządzenia Hana Tsukino.

Dział prozy zagranicznej składa się z dwóch, dosyć obszernych, wiejących smutkiem i rozpaczą tekstów. Pierwsze opowiadanie, pióra Olgi Onojko „Skraj” to kolejna wizja alternatywnego świata, która budzi we mnie skojarzenia z filmem „Equilibrium”. Tylko z tą różnicą, że zamiast uczuć zakazana jest jakakolwiek sztuka. A jeśli chodzi o fabułę, to prezentuje ona dochodzenie w sprawie namalowania na ścianie budynku graffiti. Natomiast dzieło Catherynne M. Valente pod tytułem „Przyszłość to błękit” pokazuje nadzwyczaj okropny świat. Tutaj ludzie mieszkają w mieście nazywanym Wysypiskiem, bo składa się z samych gratów oraz rupieci. Dodatkowo z powodu wysokiej umieralności noworodków dostają one imiona dopiero po osiągnięciu dziesiątego roku życia. To nie wszystko, ponieważ prawo pozwala każdemu karać dzieci według własnego uznania, zabraniając jedynie ich zabicia.

W marcowej „Nowej Fantastyce” królują panie i muszę przyznać, że ich praca daje rewelacyjne efekty. Publicystyka idealnie wpasowuje się w moje gusta, podobnie wypadają opowiadania polskich autorek. A jedynym minusem tego numeru są teksty zagranicznych pisarek, które z powodu tematyk, negatywnego wydźwięku oraz niezbyt przejrzystego tekstu, zwłaszcza w przypadku „Przyszłość to błękit”, mnie odpychają. Na szczęście stanowią one niewielką część całości i dlatego z ogromną przyjemnością zachęcam Was do lektury czasopisma.