Moja przygoda z twórczością Laini Taylor jest odrobinę skomplikowana. Córki dymu i kości nie przeczytałam do dzisiaj, chociaż od pierwszego dnia jej premiery w 2012 roku kusiła mnie ciekawym opisem. Nie zdecydowałam się jednak na jej lekturę przez odpychającą okładkę, bijącą po oczach setkami „polecajek” z New York Timesa i podobnych zagranicznych list bestsellerów. Minęło pięć lat, a na zagranicznym Booktubie zaczęło robić się głośno o nowej powieści Taylor, Strange. The Dreamer. Kiedy obserwowani przeze mnie blogerzy, a później również znajomi, zaczęli zachwycać się tym tytułem i wspominać o nim za każdym razem, kiedy tylko mieli sposobność, stwierdziłam, że muszę przekonać się sama, o co tyle krzyku.

Pierwszym, co mnie uderzyło już po kilku stronach lektury, był piękny, plastyczny język, jakim posługiwała się pisarka. Czytałam Marzyciela… zarówno po angielsku, jak i po polsku i muszę powiedzieć, że chociaż w oryginale ta historia przemawia do mnie o wiele bardziej, to Bartosz Czartoryski dobrze poradził sobie z przekładem. Udało mu się zawrzeć w tłumaczeniu ten niewiarygodnie oryginalny i jedyny w swoim rodzaju styl pisania Laini Taylor. Tutaj każdy zwrot to pralinka najlepszego rodzaju czekolady; każde słowo rozpływa się na języku czytelnika, zostawiając po sobie interesujący posmak.

Gdyby forma powieści była dobra, ale w środku było mało treści, daleko nie udałoby nam się zajść. Okazuje się jednak, że poza obrazowym, unikatowym stylem Taylor ma w ręku także świetny warsztat i potrafi stworzyć nie tylko ciekawy, rozwinięty świat przedstawiony, lecz również barwnych i charakternych bohaterów oraz wciągającą, pełną wydarzeń akcję. Marzyciel… proponuje nam dokładnie to wszystko, a nawet więcej. Wszystko poznajemy z punktu widzenia dwóch bohaterów – tytułowego Marzyciela, Lazlo Strange’a, oraz tajemniczej Sarai. Chociaż Taylor cały czas pozostaje przy narratorze trzecioosobowym, to pierwsza zmiana punktu widzenia następuje w rozdziale dwunastym. Muszę przyznać, że byłam odrobinę zaskoczona, ale szybko odkryłam, jak tym prostym zabiegiem udało się autorce zapoznać czytelnika z większą liczbą istotnych dla fabuły postaci i jak szybko dzięki temu rozszerzyła sobie pole manewru oraz ukazała odbiorcy większą część świata przedstawionego.

Lazlo Strange, protagonista powieści, jest sierotą. Wychowany przez mnichów, pewnego razu wszedł do biblioteki i postanowił z niej nie wychodzić. Jego miłość do książek i poznawania nowych historii przekłada się również na największe marzenie z dzieciństwa – aby poznać dzieje miasta Szloch. Widzicie, Szloch to owiane tajemnicą miejsce, które zdaniem wielu ludzi tak naprawdę nie istnieje, a jest jedynie mitem i zagadką. Lazlo jednak od zawsze wiedział, że gdzieś daleko w świecie, gdyby wyprawił się przez pustynię, odnalazłby miasto, za którym odczuwa tę niewyobrażalną tęsknotę. Strange przez całe życie przebywa więc w bibliotece, składając zapomniany język tej cywilizacji, odnajdując najdziwniejsze dokumenty i transkrypty, uczące go o tym sekretnym mieście. W końcu okazuje się, że zawsze miał rację, a niedługo wybranym osobom zaproponowana zostanie wyprawa przez wspomnianą wyżej pustynię, aby odwiedzić Szloch i pomóc w jakiś sposób jego mieszkańcom. Wyprawa zaproponowana kilku znanym mu osobom… ale nie jemu.

Każda z postaci jest w jakiś sposób ważna i nawet bohaterowie drugoplanowi mają czytelnikowi coś do zaproponowania. Trudno nie przejmować się ich losem czy sytuacją, w której się znaleźli, kiedy tak dobrze ich poznajemy i mamy wgląd w ich uczucia i plany. Chociaż to Lazlo otrzymał tytuł marzyciela, to naprawdę ciężko byłoby stwierdzić, że odnosi się on tylko do niego. W powieści Laini Taylor występują całe zastępy marzycieli, którzy śnią o lepszym jutrze, albo starają się spełniać swoje najskrytsze pragnienia.

Nie sądziłam, że przyjdzie mi to napisać w którymś z tekstów tak szybko, ale naprawdę mam wrażenie, że Marzyciel… będzie najlepszą powieścią, po jaką sięgnęłam w tym roku. Oczywiście do końca 2018 wciąż dziewięć miesięcy, a kolejna część Marzyciela…, czyli Muse of Nightmares, zaplanowana jest za granicą już na październik, więc jeszcze wszystko może się wydarzyć. Jednakże Laini Taylor stała się poważnym zagrożeniem dla pisarzy, po których powieści sięgnę w tym roku, i myślę, że amerykańska autorka w przyszłości wyjdzie z tego obronną ręką, a w grudniu wybór najlepszej historii będzie dla mnie oczywisty.

tytuł: Marzyciel. Strange the Dreamer
autor: Laini Taylor
tłumaczenie: Bartosz Czartoryski
cykl: Strange The Dreamer (tom 1)
wydawnictwo: Sine Qua Non
tytuł oryginału: Strange the Dreamer
data wydania: 14 marca 2018
ISBN: 9788381290791
liczba stron: 512

 

About Blair

Pełnoetatowa książkoholiczka i filmomaniaczka. Recenzentka - amatorka, szpanująca swoim talentem pisarskim i nie rozumiejąca, dlaczego nikt nie chce podziwiać blasku jej intelektu, który przecież razi wszystkich po oczach. Czasami o skłonnościach masochistycznych, wiecznie niewyspana. Niepoprawna romantyczka, marząca o naprawianiu świata. Ponoć mówią, że nocą staje się Nocnym Cieniem i szuka nowych, szeleszcząco - papierowych ofiar...

View all posts by Blair