Patrząc na kompletnie nieudaną okładkę „Nowej Fantastyki”, która przypomina psychodeliczną marę senną traktującą o najnowszej produkcji spod znaku Marvela, traci się ochotę na czytanie tego numeru czasopisma. Mnie ta nazbyt kolorowa grafika nie tylko nie przypadła do gustu, ale dodatkowo nawet wywołuje ból oczu za każdym razem, gdy na nią spoglądam. Rozpoczynałem lekturę z nadzieję, że chociaż zawartość magazynu ma coś lepszego do zaoferowania.

Moje wszelkie wątpliwości szybko rozwiał Jerzy Rzymowski, we wstępniaku. Redaktor pisze w nim o futurologach, czyli pisarzach zatrudnianych przez państwa lub potężne korporacje do tworzenia scenariuszy rozwoju ludzkości. Co więcej ich zdanie dotyczy również wymyślania sposobów rozwiązywania kłopotliwych sytuacji, które mogą doprowadzić do zakończenia naszej egzystencji na Ziemi. Wśród tych konsultantów pracujących dla dobra publicznego można znaleźć Joe Haldemana, Grega Beara i Nancy Kress. W tym krótkim tekście znajduje się także polski akcent w postaci Sanepidu – ponoć organizacja ta, oprócz sprawdzania mięsa w przydrożnych kebabach, ma również plan postępowania na wypadek wybuchu epidemii zombie.

Dział z publicystyką otwiera tekst Marka Starosty o zmarłym w marcu Stephenie Hawkingu. Autor przybliża tutaj nie tylko sylwetkę oraz historię, ale też problemy zdrowotne tego genialnego brytyjskiego naukowca badającego czarne dziury, który swoje dolegliwości traktował jako utrudnienie, a nie ograniczenie. Ponadto redaktor pisze także o wkładzie Hawkinga w rozwój popkultury i jego występach w „Star Treku: Następnym pokoleniu”, „Czerwonym karle” czy „Teorii wielkiego podrywu”.

Z kolei w „Imperialnym punkcie widzenia” Magdalena Stawniak w ciekawy sposób prezentuje negatywnych bohaterów uniwersum „Star Wars” i zmiany, jakie przeszli od czasów przejęcia świata przez Disneya i wprowadzeniu nowego kanonu. Autorka przybliża obraz Imperium, które wyłącznie dzięki ogromnemu fartowi jest w stanie przetrwać wiele lat. Co więcej, dziwi się, czemu żołnierze tej legalnej władzy kompletnie sobie nie radzą, praktycznie można powiedzieć, że mają problemy z trafieniem we wrota stodoły, stojąc metr przed nimi. Stawniak wymienia o wiele więcej takich dziwnych niedopatrzeń w kreacji potężnego i bezwzględnego wroga wszystkich istot żywych w galaktyce.

Kolejnym wartym uwagi artykułem jest „Marvel vs DC – najlepsi wrogowie” pióra Radosława Pisula. Tekst ten nawiązuje do książki Reeda Tuckera „Mordobicie. Wojna superbohaterów”. Redaktor prezentuje tutaj sporo informacji odnośnie historii obu wydawnictw od czasu ich powstania. Oprócz tego skupia się przede wszystkim na rywalizacji tych komiksowych gigantów, której nie można nazwać jakoś wyjątkowo zażartą. Chociaż DC i Marvel przejmowali swoich scenarzystów bądź rysowników, potrafili również dojść do zgody i realizować wspólne projekty, takie jak crossovery Supermana ze Spider-Manem czy Batmana z Hulkiem.

Ciekawie także wypada „Kowal pochodzi od małpy” Witolda Vargasa. Ten artykuł nie jest skróconą lekcją historii o Hefajstosie, celtyckim Goibniu czy germańskim Waylandzie, a bardziej złożoną opowieścią o Bogu, człowieku stworzonym na jego podobieństwo i małpach, będących ukaranymi za swoją pychę ludźmi. W tym tekście nie brakuje błyskotliwych mitów oraz historyjek z morałem, które czyta się wyjątkowo przyjemnie.

Niestety dział z prozą polską nie zachwyca. W zasadzie mogę nawet powiedzieć, że należy do niespecjalnie udanych, ponieważ zgromadzonej tutaj teksty dzielą się głównie na złe oraz średnie i tylko jeden całkiem przyjemny. Pierwsze opowiadanie – „Elektra” Grzegorza Gajka – to niezbyt wciągająca historia osadzona w realiach starożytnej Grecji. Prezentuje ona tytułową bohaterkę, odesłaną przez matkę do krewnych na wychowanie, gdzie czeka na nią nieszczególnie miła perspektywa. Na każdym kroku słyszy o misterium, tajemniczym obrzędzie z okazji jesiennego święta Bogini Ziemi i swoim udziale w nim. Podczas tego rytuału dziewczęta zostają kobietami i znajdują swoich mężów.

Z kolei „Obrazki z pojutrza” Istvana Vizvaryego to ciekawe i pokręcone strzępki przyszłości, prezentowane z punktu widzenia kilku bohaterów. Czytelnik między innymi poznaje kobietę, która ma wiele problemów i zamiast je rozwiązywać bądź próbować zapomnieć o złych doświadczeniach, po prostu chodzi do lekarza, jak do dentysty z bólem zęba, na ich usunięcie. Innym przykładem jest młoda dziewczyna, wysłana przez rodziców do parku rozrywki, gdzie pieczę nad nią sprawuje sztuczny twór, znający każdą, nawet najrzadziej uczęszczaną ścieżkę na terenie obiektu. Trzeci fragment przybliża mężczyznę, który po utracie ukochanej decyduje się na zakup lalki-klona.

„Efekt dżinna” Juliusza P. Brauna to mój ulubiony tekst z tej części magazynu. Opowiada o Dżaudarze, pragnącym uratować swoją siostrę przed niezbyt miłą przyszłością w ramionach sułtana. Władca każdej nocy bierze sobie nową żonę, a rankiem wysyła ją na śmierć. Ta historia w bardzo ciekawy sposób prezentuje dżinny, a co więcej, porusza temat, że za magię należy zapłacić – często są to bardzo wysokie ceny, nawet ludzkie życie. Dlatego lepiej przemyśleć wszystkie konsekwencje.

W dziale z prozą zagraniczną największe wrażenie robi „Jenny choruje” Davida Tallermana. Autor w tym opowiadaniu intrygująco opisuje problemy psychiczne w świecie, gdzie na każdą chorobę wystarczy wziąć tabletkę i wszystko mija od razu, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ale co zrobić z osobami, takimi jak tytułowa bohaterka, czerpiącymi przyjemność z fizycznych dolegliwości?

Pomimo początkowej niechęci i występowania sporej ilości błędów – powtarzania fragmentów zdań w opowiadaniu „Elektra” – muszę przyznać, że majowy numer „Nowej Fantastyki” skrywa wiele ciekawych tekstów, zarówno jeśli chodzi o publicystykę, jak i prozę. Polecam zatem to wydanie magazynu, choć lepiej zakryjcie czymś okładkę, żeby nie stracić chęci do czytania.