Wieża świtu Sarah J. MaasSarah J. Maas zyskała sobie w Polsce fanów przede wszystkim dzięki serii „Szklany tron”. To od niej się zaczęło, a dokładniej od książki – owszem – ciekawej, jednak niekoniecznie przełomowej. I teraz, po pięciu tomach i kilku opowiadaniach, w których autorka zawędrowała daleko od początkowej idei, aż trudno uświadomić sobie, że to jest ta sama opowieść. „Wieża świtu” ponadto wyróżnia się na tle pozostałych części tym, że nawet nie traktuje o losach głównej bohaterki. Tutaj pierwsze skrzypce grają bowiem Chaol i Nesryn. I wiecie co? Nieźle sobie radzą.

W spin-offie śledzimy losy tej dwójki na ziemiach Południowego Kontynentu, gdzie z jednej strony starają się nawiązać współpracę militarną i zebrać sojuszników przeciw siłom Erawana, a z drugiej poszukują pomocy niezrównanych uzdrowicielek z wieży Torre, które być może będą w stanie ponownie postawić Chaola na nogi. Żaden z tych celów nie jest zbyt prosty do osiągnięcia. Władca chce angażować się w wojnę, a ponadto jest w tej chwili pogrążony w żałobie po śmierci córki. Z kolei uszkodzenia kręgosłupa byłego kapitana straży zostały zadane złośliwą magią, stawiającą zacięty opór przy wszelkich próbach ingerencji. Na dodatek pojawia się możliwość, że siły Morath wyciągnęły swe macki nawet na te odległe ziemie, więc nasi bohaterowie nie mogą czuć się do końca bezpieczni.

A w skrócie? Sporo się dzieje. Autorka prezentuje fabułę z różnych punktów widzenia, dzięki czemu mamy widok na całą sytuację, co określiłabym jako szczególnie istotne i pomocne, jako że Chaol nie jest do końca mobilny. Każdy z naszych przewodników prezentuje nam inny aspekt historii. Co ważne – poza Chaolem i Nesryn – za narratora służy nam postać, która już kiedyś pojawiła się w twórczości Sarah J. Maas. Kojarzycie króciutkie opowiadanie „Zabójczyni i uzdrowicielka”? Tak, tak, to właśnie ta dziewczyna powraca w „Wieży świtu”, by oprowadzić nas po korytarzach Torre, dokładniej przedstawić dolegliwości Chaola czy zaprezentować nieco więcej informacji o Południowym Kontynencie. Zresztą nie tylko ona, z zaprezentowanych tu postaci, miała już swój debiut w opowiadaniach.

„Wieża świtu” ma ponad osiemset stron, a mimo to – tak jak w przypadku poprzednich tomów – pochłania się ją błyskawicznie. Przejawia się tu zdolność Sarah J. Maas do tworzenia wciągających, a jednocześnie przyjemnie i lekko pisanych historii, które pomimo obszernych rozmiarów wydają się za krótkie, gdyż czas mija przy nich tak szybko. Książkę tę czytałam głównie w komunikacji miejskiej, a jednak każdego dnia byłam zaskoczona, jak daleko zaszłam, mimo tych niesprzyjających warunków.

Autorka dzięki „Wieży świtu” uzupełnia historię przedstawioną w głównej serii, jednak z całą pewnością nie można tej części uznać za niedbały „taki tam dodatek”. Jest to bowiem starannie zaplanowana i stworzona opowieść, pozwalająca zapoznać się z innymi aspektami fabuły – w tym również ze sposobem, w jaki Erawan oraz Aelin są odbierani przez inne rejony świata, a także z układami politycznymi. Ponadto mam wrażenie, że da nam pewien pogląd na wydarzenia, które zostaną przedstawione w kolejnych tomach „Szklanego tronu”. Przede wszystkim jednak dzięki temu spin-offowi Czytelnik ma możliwość dogłębnie zapoznać się z wieloma aspektami rozwoju postaci czy wciągająco i obszernie opisanymi historiami. W głównej opowieści zostałyby one zapewne tylko zarysowane lub wspomniane na marginesie.

Sarah J. Maas lubi powoływać do życia silne, żywe, wyraziste i stanowcze postacie, które wzbudzają emocje. “Wieża świtu” nie jest wyjątkiem od reguły – bliżej poznajemy tutaj więcej rewelacyjnie stworzonych bohaterów, zarówno tych już znanych, jak i nowych. Nie przechodzi się obok nich obojętnie, a zdecydowaną większość po prostu się lubi, szczególnie za ich słowne utarczki. To też sprawia, że powieść czyta się łatwiej i szybciej.

„Wieża świtu” to, moim zdaniem, udany spin-off, który świetnie uzupełnia nam opowieść, podsyca apetyt przed lekturą ostatniej części, a przede wszystkim przybliża bohaterów innych niż Aelin. W dodatku też dodaje nam kilku nowych protagonistów, co pozwala przypuszczać, że długo potrwa, nim autorka wszystkich ich sprowadzi do jednego miejsca, by zakończyć całą tę opowieść. Serdecznie polecam Wam lekturę „Wieży świtu”. A jeśli zaplątał się nam tu ktoś, kto nie sięgnął jeszcze po „Szklany tron”, powinien to niedopatrzenie szybko nadrobić. :)

Autor: Sarah J. Maas
Seria: Szklany tron
Tom: 5.5
Data premiery: 16-04-2018
Liczba stron: 752
Tłumacz: Marcin Mortka
Wydawca: Uroboros
Format: 13.5 x 20.2 cm
ISBN: 978-83-280-5346-5
Typ okładki: miękka

 

About Sophie

Wybredne, czepliwe kocisko z awersją do nieścisłości i głupoty. Redaktorka serwisu oraz moderator forum Gavran, okazjonalnie recenzentka.

View all posts by Sophie