Zamęt nocy – Patricia Briggs – recenzja

Zamęt nocy to już ósma część przygód Mercedes Hauptman (de domo Thompson) – najintensywniej żyjącego mechanika na świecie, uwikłanego w relacje z ludźmi, nieludźmi, zmiennokształtnymi, wampirami, duchami, bogami i innymi stworami. Nie wiadomo, co jest w bohaterce bardziej niezwykłe – to, że jest zmiennym kojotem (o specyficznych zdolnościach), jej talent do nawiązywania ryzykownych kontaktów międzygatunkowych, skłonność do wpadania w ekstremalne tarapaty czy niewyobrażalne wręcz szczęście (w sumie to cud, że udało jej się przetrwać aż do tego tomu, szczególnie biorąc pod uwagę niewyparzony język). Tym razem niebezpieczeństwo nadchodzi z całkiem innej strony… Była żona Adama Hauptmana – Christy – wkracza na arenę, używając swego daru kulinarnego, wyuczonej bezradności i z talentem dawkowanej słodyczy. Czyżby pragnęła odzyskać męża i córkę, których Mercy zdążyła już uznać za swoich? A kto pragnie odzyskać Christy? 

Status Mercy w stadzie wciąż jest skomplikowany. Nie wszyscy ją kochają, nie wszyscy szanują. Dla niektórych jest najsłabszym ogniwem, dla innych najważniejszym członkiem rodziny. Tak czy siak, nadal walczy o pozycję. I nagle, jak królik z kapelusza, do domu chce powrócić eksżona jej własnego męża, niezrównanego Alfy Dorzecza Kolumbii z kompleksem rycerza i obrońcy słabych. Przy czym eks Adama powód ma z gatunku tych niepodlegających dyskusji – prześladowanie przez byłego faceta. Tylko świnia by odmówiła pomocy, a Mercy nie jest świnią, tylko kojotem… szczególnie że wszyscy obserwują jej reakcje. Okazuje się, że wiele istot pragnie powrotu Christy (w różne miejsca), niektóre nad wyraz żarliwie, nie bacząc na cenę, jaką trzeba zapłacić, zwłaszcza że płacą głównie inni – najczęściej swoim życiem. W co wdepnęła matka Jessie i dlaczego to coś przylepiło się do naszej bohaterki? Chciałoby się rzec karma, ale może to raczej specyficzne poczucie humoru samego Kojota?

Mercedes Hauptman musi zmierzyć się z wyrafinowaną okupacją własnego domu przez kobietę, której ma prawo nie lubić, z dyplomacją (ekhm, ekhm… ) poradzić sobie z napiętymi relacjami w stadzie i stawić czoła zagrożeniu, którego istota jest przerażająco obca, potężna i jakby niezniszczalna. Giną kolejne ofiary, mordowane w bestialskim rytuale. Śmierć zatacza kręgi coraz bliżej watahy i osób z nią związanych. Niestety ludzie i nieludzie nie mają wyczucia, taktu ani litości. W związku z powyższym kłopoty Mercy nie ograniczają się do takich drobiazgów, jak próba przetrwania czy uratowania świata (po raz kolejny). Jeden z Szarych Panów, znany już z poprzedniego tomu, pojawia się, aby odzyskać kostur (który, przypominam, posiada Kojot) i nie jest zadowolony, słysząc, że sytuacja się skomplikowała. A dyskomfort nieludzi tej miary bywa ze wszech miar niebezpieczny, co w sumie zmusza protagonistkę do podjęcia wielokierunkowych działań w celu zabezpieczenia bytu swojego i bliskich. Jakby tego było mało, ktoś z politycznej wierchuszki ma chytry plan przejęcia kontroli nad nieludźmi i wysługuje się agentami rządowymi, żeby tego dokonać. Nie muszę Wam mówić, jak się zbawia świat, czując na karku gorący oddech wymiaru sprawiedliwości wątpliwej jakości. A to jeszcze nie wszystko…

To czas wyborów i czas prób. Nie każdy jest w stanie sprostać wyzwaniu, ale w ogniu hartuje się stal, a także przyjaźń i zaufanie. Komu możesz zawierzyć, a kto Cię wystawi? Przy okazji bohaterka odnajduje brata… Ha, cóż to za postać. Prawdziwy syn Kojota, choć tatuś ma niecodzienne podejście do wychowywania, wspierania i wskazywania drogi swym pociechom, potrafi przetrwać najdziwniejsze sytuacje.

Autorka kolejny raz zabiera nas w całkiem nowy krąg wierzeń i bóstw. Dzięki tej serii czytelnik ma okazję naprawdę poszerzyć swoją wiedzę o starodawnych religiach i kultach. Tym razem fabuła opiera się o legendę o Guayocie, bogu niszczycielu, wcieleniu zła z Wysp Kanaryjskich. Przyznam, nie znałam. Oczywiście dla fanów serii niezaprzeczalnym atutem pozostają postacie, ich relacje i tempo akcji, które nie pozwala się nudzić. Spotykamy tu starych przyjaciół, z którymi zdążyliśmy się zżyć. I choć niektórzy odgrywają jedynie epizodyczne role w tej odsłonie, to miło znów ich spotkać. Jeśli chcecie się dowiedzieć, jak potoczy się ta rozgrywka, zachęcam do lektury. Tym bardziej, że w zapowiedziach kolejny tom: Dotyk ognia.