Nie można mnie określić mianem jakiegoś wielkiego wielbiciela dystopii, przedstawiających czarne wizje przyszłości ludzkości, ponieważ z jednej strony jest to wyjątkowo ciężka tematyka, a z drugiej te wizje świata nigdy nie potrafiły skraść mojego serca. Chociaż są wyjątki – uwielbiam „Equlibrium” – film Kurta Wimmera z 2002 roku. Był on inspirowany książką Raya Brandbury’ego pod tytułem „451 stopni Fahrenheita”, którą postanowiłem przeczytać, by przekonać się, czy zachwyci mnie równie mocno, co dzieło reżysera.

Recenzowana powieść prezentuje dosyć odległą i pokrętną przyszłość. Wyobraźcie sobie, że w wykreowanym przez autora świecie strażacy nie ratują ludzi, nawet nie gaszą pożarów. Zamiast tego wzniecają ogień na stosach książek, które dla dobra cywilizacji zostały zakazane, by nie wzbudzać konfliktów w przeludnionym i wielokulturowym społeczeństwie. Władza wyszła z prostego założenia, że lepiej jest zabronić wszystkiego, co może wywoływać kontrowersje u ludzi, nawet w przypadku niewielkich grup religijnych czy innych, niż męczyć się z rozstrzyganiem kolejnych waśni i sporów.

Historię przedstawioną w „451 stopniach Fahrenheita” autor prezentuje z perspektywy Guya Montaga – strażaka. Mężczyzna przypadkowo poznaje dosyć nietuzinkową, mieszkającą w sąsiedztwie dziewczynę Clarisse McClellan, która podczas ich wspólnych rozmów zadaje mu rozmaite pytania: czy jest szczęśliwy, zakochany i wiele innych. Te pogaduchy sprawiają, że bohater zaczyna patrzeć na swoje życie, małżeństwo oraz świat w zupełnie inny sposób. Dzięki przyjacielskiej relacji z dziewczyną Guy nie tylko dostrzega umykające mu wcześniej drobne elementy otaczającej go rzeczywistości, jak rosnące w trawie mlecze, ale również rozbudza swoją ciekawość – zwłaszcza do książek. Montag pragnie dowiedzieć się, co takiego skrywają, że zostały zakazane.

Ten tytuł nie zachwyca szybką, wartką fabułą, czy też licznymi zwrotami akcji, które trzymają w napięciu do ostatniej strony, ale nie taki cel przyświecał Bradbury’emu. Zadaniem tej historii jest nakłonienie Czytelnika do rozmyślań i pokazanie naszego świata, z jego licznymi zaletami oraz wadami, jako naprawdę bardzo przyjemnego miejsca do życia. Ponadto autor chce przestrzec, by w poszukiwaniu rozwiązań konfliktów nie zapędzić się za daleko.

Przedstawioną przez pisarza wizję społeczeństwa mogę określić jako wyjątkowo specyficzną i dziwaczną. A to dlatego, że pomimo zaawansowania technologicznego ludzie z otoczenia Montaga robią wrażenie osób ułomnych emocjonalnie oraz nadzwyczaj dziecinnych. Prawdopodobnie za tę wyolbrzymioną infantylność postaci, w pewnym stopniu, odpowiadają czasy, w jakich powstawała książka, ponieważ dawniej pisano w sposób uproszczony. Albo Bradbury przez te różnice między bohaterami chciał przekazać, że kto nie czyta, ten głupieje. Opisywanie w „451 stopniach Fahrenheita” ludzie pracują, by zarabiać na rozrywki, i w zasadzie nie potrzebują niczego więcej do szczęścia. Interesują się głównie uciechami jak oglądanie czegoś w rodzaju naszej telewizji, imprezowanie, picie alkoholu, seks, zażywanie używek czy zabijanie niewinnych królików lub psów podczas nocnych przejażdżek za miastem.

Jeśli chodzi o postacie, to najbardziej sensownie wypada tutaj Guy, ponieważ takie życie mu nie wystarcza. Widzi bezsens swojej egzystencji i chce to zmienić, pragnie rozwoju umysłowego, a przede wszystkim emocjonalnego – dzięki czemu wypada najbardziej ludzko ze wszystkich bohaterów. Z racji wykonywanej profesji Montag ma ciągłą styczność z książkami i coraz mocniej go do nich ciągnie, chce poznać ich sekrety w nadziei na zrozumienie, dlaczego zostały całkowicie zakazane, a ich posiadanie surowo karane. Dla mnie Guy to przykład rewolucjonisty, buntującego się przeciw przyjętym zasadom.

Snuta przez Raya Bradbury’ego opowieść w ciekawy sposób przedstawia rozwój jednostki zmierzającej do zmiany świata. Jednakże pomimo tego „451 stopni Fahrenheita” to trudna lektura, nie tylko z powodu braku akcji, ale dlatego, że jest wyjątkowo wymagająca dla Czytelnika. Nie można traktować recenzowanego tytułu jako książki, do której sporadycznie przysiada się na trochę, ponieważ jej zrozumienie wymaga całkowitego skupienia i dużych pokładów czasu. Dodatkowo dzieło autora ma już swoje lata – pierwszy raz światło dzienne ujrzało w 1953 roku – przez co historia cierpi na typową dla tamtych czasów drętwą narrację.

Mam mieszane uczucia odnośnie „451 stopni Fahrenheita”, bo spodziewałem się czegoś bardziej widowiskowego, intrygującego bądź wstrząsającego. Muszę przyznać, że nie czerpałem jakiejś ogromnej przyjemności podczas lektury, zamiast tego zacząłem myśleć o otaczającym mnie świecie i o tym, dokąd zmierza nasze społeczeństwo, czyli spełniłem oczekiwania autora wobec Czytelnika. Nie żałuję sięgnięcia po ten tytuł, ponieważ te wszystkie trudności oraz osobliwości sprawiają, że ta książka jest intrygująca i dlatego warto ją poznać.

  • Autor: Ray Bradbury
  • Tytuł: 451 stopni Fahrenheita
  • Tytuł oryginału: Fahrenheit 451
  • Tłumaczenie: Wojciech Szypuła
  • ISBN: 978-83-7480-922-1
  • Oprawa: twarda
  • Ilość stron: 176
  • Data wydania: 17 kwietnia 2018
  • Cena detaliczna: 29,00 zł