Gdy parę lat temu zaczynałem swoją przygodę z twórczością kryjących się pod pseudonimem literackim Ilona Andrews małżeństwa Gordonów, ich książki były trudno dostępne. A żeby zdobyć kolejne tomy cyklu o Kate Daniels, wielokrotnie przeglądałem oferty Allegro i innych serwisów oferujących powieści z drugiej ręki. Na szczęście Fabryka Słów zdecydowała się na powrót tego cyklu, sukcesywnie wydając kolejne tomy serii, przez co moje męki w poszukiwaniu brakujących tytułów w kolekcji się skończyły. Dzięki temu mam również świetną okazję na nadrobienie zaległości – przeczytanie trzeciego tomu przygód Kate Daniels pod tytułem „Magia uderza”.

Wykreowana przez autorów Atlanta to miasto przyszłości, ale niezbyt odległej. Nie uświadczy się w nim jakiegoś ogromnego postępu technologicznego, zamiast niego jest magia i to taka wyjątkowo dzika. Przychodzi i odchodzi, kiedy chce, a okresy jej aktywności mają negatywny wpływ na wszelkiego rodzaju maszyny, komputery czy choćby telefony, te wszystkie przedmioty przestają działać, jakby brakło im energii.

Praca Kate Daniels dla Zakonu Rycerzy Miłosiernej Pomocy sprawia, że bohaterka często musi angażować się różne niezbyt przyjemne sytuacje. Tym razem zostaje oddelegowana do zbadania zgłoszenia o martwym zmiennokształtnym, co samo w sobie jest dosyć nietypowe, ponieważ są oni waleczni i w ogóle trudno ich zabić. Chociaż tego typu przypadki podlegają jurysdykcji Gromady – największego stada wilkołaków, kotołaków i wielu innych gatunków stworzeń w Atlancie oraz okolicy – to dziewczyna nie potrafi odpuścić prowadzenia własnego dochodzenia. Ponadto Kate próbuje również pomóc swojemu przyjacielowi, wilkołakowi, który wpadł w ogromne tarapaty i stara się, by całej sytuacji nie dowiedział się Curran, czyli żelazną ręką rządzący Gromadą Władca Bestii.

Bohaterka przypomina mi trochę Johna McClane’a granego przez Bruce’a Willisa w „Szklanej pułapce”, ale na szczęście nie z aparycji, bo w kwestii wyglądu daleko jej do aktora. Mam namyśli podobieństwa charakterologiczne obu postaci. Dziewczyna lubi wtykać nos w nie swoje sprawy, zresztą jak detektyw, zwłaszcza gdy ma jasno powiedziane, żeby odpuściła, bo bierze się za robotę dla dużych chłopców i tak dalej. Angażuje się również w sytuacjach zagrażających bezpieczeństwu, zdrowiu bądź życiu jej najbliższych. A w takich okolicznościach nie kalkuluje, czy da sobie radę z całym tym bajzlem, w który wpadła na własne życzenie, i po prostu działa, likwidując krok po kroku wszelkie przeszkody stojące jej na drodze.

Podobają mi się także kreacje pozostałych postaci. Każdy jest inny i niepowtarzalny na swój sposób. Dobrze obrazuje ten przykład bezwzględny Władca Bestii. Z wyglądu przypomina on ukształtowaną przez naturę maszynkę do zabijania i może bez problemu stawać w szranki z Predatorem lub Alienem. Ponadto, gdy ryczy w swojej formie zwierzęcej bądź bojowej – w niepełnym przekształceniu – to ludzie zwiewają, gdzie pieprz rośnie, gubiąc po drodze buty. Ale pod tą wystawioną na widok publiczny pozą brutalnego samca alfa skrywa się ogromna inteligencja, spore pokłady empatii i umiejętności kierowania wyjątkowo liczną Gromadą w taki sposób, że jej członkowie pomimo klanowych niesnasek potrafią współpracować. Dzięki czemu Curran jest wyjątkowo ciekawą i sympatyczną postacią, wnoszącą do historii wiele pozytywnych aspektów.

Jednakże najciekawiej wygląda napięta relacja między Kate a Władcą Bestii. Każde ich spotkanie, rozmowa potrafią być nieobliczalne, nigdy nie wiadomo, co może doprowadzić do konfliktu, który zakończy się eskalacją w postaci skakania sobie do gardeł. Często wygląda to tak, jakby podświadomie testowali, kto pierwszy zegnie kark i uzna drugiego za osobnika dominującego w tej relacji. Pomimo tego, że praktycznie bez przerwy działają na siebie jak czerwona płachta na byka, to zawsze mogą liczyć na pomoc tego drugiego.

Wiele dobrego mogę powiedzieć również o ogromie pracy włożonej przez duet pisarzy w wymyślanie fabuły i całej intrygi. Naprawdę jest tutaj wszystko: komedia, romans, nieszczęśliwa miłość, a także ogromna dawka trzymającej w napięciu akcji z hektolitrami rozlewanej krwi. Tekst dodatkowo ubarwiają liczne wątki poboczne, które pozwalają Czytelnikowi bliżej poznać występujące epizodycznie postacie oraz przybliżają świat i rządzące nim zasady. W tej historii można znaleźć mnóstwo smaczków, prezentujących młodzieńcze lata Kate oraz Currana. Poza tym sam pomysł na uniwersum z napływającą falami na krótkie okresy czasu magią mnie zachwyca. A jedyne do czego mógłbym się przyczepić, to sporadycznie występujące w treści literówki.

„Magia uderza” dostarczyła mi całą masę przyjemności, co więcej, chcę poznać dalsze losy Kate, Currana i reszty tej ciekawej zbieraniny postaci. Ponadto dzięki lekturze recenzowanej powieści zrozumiałem, czemu Aneta Jadowska i wiele innych osób namawiało Fabrykę Słów do wydania wznowienia tego cyklu. Chcieli oni by czytelnicza społeczność mogła poznać kawałek rewelacyjnej literatury, do której bez wątpienia należy „Magia uderza”. Tę pobudką była chęć podzielenia się z czytelniczym społeczeństwem kawałkiem rewelacyjnej literatury, do której bez wątpienia należy „Magia uderza”. Gorąco polecam Wam ten tytuł, lećcie i kupujcie, póki w księgarniach mają jeszcze dostępne egzemplarze. Tylko pamiętajcie, żeby swoją przygodę z Kate Daniels zacząć od pierwszego tomu.

  • Autor: Ilona Andrews
  • Tytuł: Magia uderza
  • Tytuł oryginału: Magic Strikes
  • Tłumaczenie: Dominika Schimscheiner
  • Cykl: Kate Daniels, tom 3
  • Wydanie: II
  • ISBN: 978-83-7964-301-1
  • Oprawa: broszurowa
  • Ilość stron: 432
  • Data wydania: 2 lutego 2018