Mamy lipiec, a to oznacza, że najwyższa pora ukryć się przed upałami, popijając coś smakowitego i rozkoszując się lekturą czegoś intrygującego. Dobrym pomysłem może być sięgnięcie po nowe wydanie „Nowej Fantastyki”, które przykuwa uwagę ciekawą szatą graficzną okładki, prezentującą fantastycznego żeńskiego stwora z rogami. Co więcej, pomimo mojej niechęci do różowego koloru, muszę przyznać, że dzięki wstawkom w tej barwie lipcowy numer magazynu wygląda zaskakująco pozytywnie.

Tradycyjnie dział z publicystyką otwiera artykuł należący do cyklu „Zastrzyk przyszłości”. Tym razem Marek Starosta w swoim tekście pod tytułem „Interstitium” przybliża Czytelnikowi niedawno odkryty przez naukowców nowy narząd ludzkiego organizmu – intersitium lub śródmiąższe, bo pod takimi nazwami figuruje. Składa się on z sieci kanalików biegnących pod skórą i odpowiada za wiele zadań, w tym za gromadzenie wody. Ponadto absorbuje wstrząsy i chroni przed uszkodzeniami tkanek, podczas ciągłej pracy mięśni. To tylko kilka funkcji, za jakie odpowiada ów organ.

W następnym tekście Tymoteusz Wronka wspomina zmarłego w maju Gardnera Dozoisa. Być może go nie znacie, ponieważ nie jest on zbyt popularny w naszym kraju, zwłaszcza że cała jego kariera skupiała się na redakcji tekstów i tworzeniu antologii, chociaż sam też publikował. Autor artykułu opisuje również wkład Gardnera w rozwój amerykańskiej fantastyki, a także jego znajomość i współpracę z George’em R.R. Martinem.

Zaglądając do lipcowego numeru „Nowej Fantastyki”, trzeba zwrócić uwagę na tekst Marka Starosty, pod tytułem „Bekorcyzmy”. Redaktor porusza tutaj dosyć niezwykłą tematykę związaną z kuriozalnymi, mistycznymi obrządkami ludzi żyjących w pewnym regionie Meksyku. Uzdrowiciele w stanie Chiapas wypędzają złe duchy podczas uroczystości religijnych, w trakcie których popijają z chorymi na przemian kukurydziany bimber oraz Coca-Colę lub Pepsi, w zależności od preferencji konkretnego szamana.

Z kolei Joanna Wołyńska we „Wróżkach z kurhanów” próbuje przedstawić pewne elementy irlandzkiej mitologii oraz to, jak popkultura zmieniła nasze postrzeganie pewnych magicznych istot, choćby Blaszanego Dzwoneczka znanego z „Piotrusia Pana”. Niestety ten tekst nie zachwyca. Prezentuje bowiem zderzenie wyobrażeń autorki o tym zagadnieniu z informacjami, jakie zdobywała podczas studiów etnograficznych, przez co irlandzkie legendy schodzą tutaj na drugi plan.

Tematykę dawnych wierzeń porusza również Witold Vargas w artykule pod tytułem „Siedem grzechów według bestiariusza”. W tym tekście autor przedstawia legendy oraz stwory obrazujące siedem grzechów głównych. Z wymienionych tutaj historii ciekawie wypada król Popiel z „Biednych”. Warto poczytać także o władcy, który zamurował i zagłodził swoją żonę tylko po to, aby nie uległa zalotnym spojrzeniom innych mężczyzn. Intrygujące są także informacje o Latawicach oraz Latawcach – demonach nakłaniających ludzi do uciech cielesnych.

Z kolei „Piękno potencjalności” Przemysława Pieniążka przybliża kilka niezrealizowanych filmów. Przyczyny porzucenia projektów były różne, poczynając od problemów w zdobyciu funduszy i niepochlebnych opinii producentów o scenariuszach. Na liście znalazły się takie perełki jak ekranizacja jednej z moich ulubionych książek – „Diuny” – według barwnej wizji Jodorowsky’ego, oraz „Smętarza dla zwierzaków” bądź „Bastionu” w reżyserii George’a A. Romero. Dla przykładu przy pierwszym z wymienionych tytułów autor artykułu przybliża, jak pomimo ogromu włożonej przez twórców pracy (napisanie scenariusza grubości książki telefonicznej, opracowania przez Hansa R. Gigera wizualnej koncepcji czy zaangażowanie zespołu Pink Floyd do stworzenia ścieżki dźwiękowej) nie wystarczyły, żeby przekonać producentów do finansowania dziesięciogodzinnej adaptacji „Diuny”. Żałuję, że część z wymienionych przez Pieniążka pomysłów nie została zrealizowana, ponieważ z ogromną chęcią obejrzałbym tę ekranizację powieści Franka Herberta. A pozostałe wymienione przez redaktora koncepcje filmów miały ogromy potencjał na zostanie ponadczasowymi dziełami science-fiction, być może lepszymi nawet niż „Gwiezdne wojny” Lucasa, ale o tym już się nie przekonamy.

W dziale z prozą polską można znaleźć tylko dwa opowiadania, ale za to są dosyć obszerne. Pierwsze z nich to „Klucz Arkynesa” Bartłomieja Dzika. Autor prezentuje tutaj losy młodego poszukiwacza przygód, któremu umierający wujek mówi o tytułowym kluczu. Zafascynowany informacjami bohater postanawia dowiedzieć się jak najwięcej o jego twórcy, a przy okazji chce odnaleźć ów tajemniczy artefakt o nieznanej mocy. Z kolei „Martwy król” Wiesława Gwiazdowskiego to alternatywna opowieść o dzielnym Zawiszy Czarnym herbu Sulima. Rycerz trafia pod Gołębcem do tureckiej niewoli i zostaje wiernym sługą oraz gladiatorem sułtana Murada.

Część magazynu z prozą zagraniczną jest dość dziwaczna. Pierwszy tekst pod tytułem „Kiedy, jeśli nie teraz” pióra Carola Emshwillera opowiada o mieście, w którym pojawiają się nowi, niezwykli przybysze. Wszyscy bogaci, wyżsi i szczuplejsi niż lokalna ludność. Obie społeczności są niechętnie nastawione do siebie, ponieważ ludzie zazdroszczą przyjezdnym ogromnych majątków, a przesiedleńcom nie odpowiada integracja. Jedynie młodą bohaterkę ciągnie do poznania nowych, próbuje zaprzyjaźnić się z Mariettą – dzieckiem obcych – chodzącą do tej samej klasy. Intrygująco wypada również „Słońce moje, spójrz na mnie” Olgi Raine. Pisarka snuje opowieść o potrafiącej przechodzić do świata umarłych Tani. Dziewczyna z pomocą taty usiłuje dopaść grasującego w okolicy niebezpiecznego mordercę – a informacji o sprawcy szuka u jego ostatniej ofiary.

Niestety trzecie opowiadanie z tej części magazynu jest kompletnie nietrafione, nudne, smutne i trudne do zrozumienia. „Ciepło parowania pewnej szczególnej pakistańskiej rodziny” Usmana T. Malika opowiada o Tarze, która po śmierci mamy postanawia opuścić rodzinną wieś i wyjechać, szukając szczęścia w mieście. Idzie do szkoły, by zrozumieć tajemnicę dotyczącą swoim życia. Szkoda tylko, że autor w ogóle nie podpowiada o, co chodzi. Bohaterka zamiast poznać odpowiedzi na nurtujące ją pytania, doświadcza jedynie bólu i cierpienia.

Pomimo jednego całkowicie nieudanego opowiadania, na kartach lipcowej „Nowej Fantastyki” można znaleźć wiele zaskakujących i ciekawych materiałów. Na mnie największe wrażenie zrobiły teksty Marka Starosty oraz Witolda Vargasa, a ilustracje zdobiące artykuł drugiego pana rewelacyjnie oddają to, co autor chce przekazać Czytelnikowi. Zatem nie czekajcie, tylko lećcie kupić najnowsze wydanie magazynu, póki jest w sprzedaży.