Diabelski młyn – Aneta Jadowska – recenzja

Seria o Nikicie doczekała się właśnie zakończenia. Sam tytuł ostatniego tomu tej trylogii – „Diabelski młyn” – sugeruje niezłą jazdę. Czytelnik (oczywiście znający poprzednie części) zasiada zatem do lektury z dużą dawką mieszanych emocji: niepokoju (czy książka spełni pokładane w niej nadzieje), ciekawości (co się wydarzy), żalu (że to już koniec) i niecierpliwości (żeby już wreszcie wiedzieć, najlepiej wszystko). Jednym słowem poprzeczka oczekiwań została postawiona wysoko.

Po powrocie z Norwegii, ustaleniu relacji i powiązań rodzinnych, w tym ustabilizowaniu (taki eufemizm) relacji z matką (matki się nie wybiera, tak tylko przypominam), Nikita podejmuje się szczytnej misji przywrócenia wspomnień Robinowi. Lojalność wśród zawodowych zabójców to ciekawe zagadnienie. Żeby jeszcze łączył ich związek natury wysoce emocjonalnej, jak np. Bonnie i Clayda, wielka miłość, co to góry przenosi, w doli i niedoli itd. Ale przecież nie. Homoseksualna bohaterka (ciekawe, jak na to zapatruje się jej wewnętrzny berserk – facet jakby nie było) i mężczyzna, tak niewinny w relacjach intymnych, że aż niewiarygodne, tworzą dość niezwykły tandem. Właśnie szczególnie ze względu na ich przeszłość, profesję, doświadczenia życiowe przyjaźń tych dwojga i bezgraniczne zaufanie wobec siebie to jest coś niesamowitego i szokującego. Zwłaszcza ze strony Nikity, przyzwyczajonej do paranoicznego wręcz stylu życia, wypatrywania wrogów, podstępów i zasadzek na każdym kroku, w każdym człowieku i nieczłowieku, niejednokrotnie zdradzonej i perfidnie, wręcz bestialsko wykorzystanej przez najbliższych członków rodziny. Relacja głównych bohaterów jest zatem dla mnie mocno kontrowersyjna w obliczu powyższych faktów, niemniej mocno wyczekiwana przez czytelników, bo obie postacie zdołały zawojować serca fanów serii. Ale pomyślcie sami, na ile autentyczny jest Robin. Lojalny, współczujący, nieśmiały, uczciwy płatny zabójca… A czy na miejscu naszej najemnej morderczyni, mając za sobą jej doświadczenia (wszystkie), dalibyście radę komuś zaufać?

To są kwestie, które dość mocno mnie nurtują, również z tego względu, że „Diabelski młyn”, jako całość, odbiega wyraźnie klimatem od poprzednich części. Jest, mimo wszystkiego, co się dzieje, mniej mrocznie, mniej zaskakująco i mniej niebezpiecznie. A ja lubiłam i ceniłam tamtą niestabilną, ciemniejszą stronę serii. I ostrożna, nacechowana czujnością przyjaźń między bohaterami odpowiadała mi znacznie bardziej. Jednak nie sądzę, żeby taki rozwój relacji protagonistów przeszkadzał zbyt wielu osobom.

Akcja toczy się głównie na Bezdrożach, w mrocznej i nieprzewidywalnej krainie, po której bezpiecznie przemieszczają się jedynie cygańskie tabory. Ich niezwykła magia jest buforem, zabezpieczającym przed większością zagrożeń. Ale co się zadzieje, jeśli Niespokojni stracą swą moc? Bez ochrony Cygańskiego Księcia Nikita i Robin nie mają najmniejszych szans na przetrwanie w tym dzikim rejonie, a to jedyna znana droga do Archiwum Zakonu Cieni, kryjącego odpowiedzi na nurtujące bohatera pytania. Jednak w tym świecie nic nie jest za darmo. Za wszystko trzeba płacić, nierzadko krwawą monetą. Czasem nawet najlepsze chęci i wiara nie wystarczą, aby się udało. Trwa ustawiczny wyścig z czasem. Również dla Nikity, bo okazuje się, że bycie berserkiem wymaga poświęceń, dojrzałości i odwagi, na które stać jedynie nielicznych, a konsekwencje nieprzemyślanych działań mogą być naprawdę dramatyczne. Strach paraliżuje, ogłupia, prowadzi do klęski. Jak przestać się bać?

Ta część trylogii wyraźnie odbiega od pozostałych klimatem i natężeniem napięcia. Przede wszystkim liczba knowań, podstępów, zabójstw jest znacznie niższa. To historia drogi i poszukiwań, a nie walki. Oczywiście bez trupów się nie obejdzie, jednak finalne sceny w samym Archiwum rozgrywają się błyskawicznie, a większość fabuły skupia się wokół taboru i jego problemów, w które wplątani zostają główni bohaterowie. Wydaje mi się, że autorka nie wykorzystała potencjału cygańskiego wątku. Mimo że mocno rozbudowany, nie zaangażował mnie zbytnio. Cygański Książę, który początkowo jawił się jako niesamowita postać, po drodze wyblakł i stracił na wartości – szkoda. Jednak są to, jak zwykle, jedynie moje subiektywne odczucia. Wiem, że wielu osobom lektura bardzo się podobała. Na pewno stanowi zwieńczenie serii i nie wyobrażam sobie, że można jej nie przeczytać, jeśli już ktoś wcześniej poznał Nikitę i Robina.