Jedne powieści kuszą znanymi nazwiskami, a inne oryginalnymi oprawami. Mnie najnowsza książka Josepha Delaney’a pod tytułem „Bestia się budzi” od pierwszej chwili wabiła wyjątkowo mroczną oraz estetycznie wykonaną szatą graficzną, prezentującą wężowate stwory. Jasne, autor w tym wypadku również odgrywał kluczową rolę, ponieważ jego twórczość od dłuższego czasu mnie intrygowała. Ponadto mowa o twórcy cenionych przez wielu „Kronik Wardstone”. Ostatecznie do lektury przekonał mnie odnaleziony na stronie wydawcy opisu fabuły, który rozbudził moją ciekawość i wywołał nieodparte pragnienie przeczytania tego tytułu.

W swojej najnowszej książce pisarz zaprasza Czytelnika do niezwykłego uniwersum. Kiedyś ten świat zwyczajny, nudny i podobny do tego, co znamy z kresu średniowiecznej Europy. Jednakże siedemdziesiąt lat przed opisywanymi w powieści wydarzeniami ulega to zmianie. Wtedy pojawił się mrok – rodzaj złowrogiej mgły, powoli przejmującej coraz więcej terenów. To groźne zjawisko mieszkańcy tego uniwersum nazywają Szolem i uciekają od niego, jak najdalej mogą, ponieważ czarna magia tego dziwnego bytu wypacza ludzi, a także zwierzęta, tworząc z nich zmutowane, krwiożercze potwory.

Tylko nieliczni są odporni na negatywny wpływy mgły. Takim kimś jest bohater powieści – trzynastoletni Colin Benson, nazywany także Sprytkiem. Pochodzi on z mieszanej rodziny, jego matka była człowiekiem, natomiast pracujący jako kurier (przemierzający Szol, przenoszący ważne informacje, drogocenne towary lub wykonujący inne zadania) ojciec pochodzi z nieludzi. Niestety autor skąpi informacjami na temat mieszańców. Wiadomo tylko, że z wyglądu niczym nie różnią się od ludzi i posiadają rozmaite magiczne talenty.

„Bestia się budzi” w głównej mierze opowiada o Sprytku, który zostaje wysłany przez ojca do zamku Lancaster, gdzie ma przystąpić do testu na pomocnika bramomanty – maga wyspecjalizowanego w sterowaniu srebrnymi bramami, umożliwiającymi przejście do Szolu. Niestety praca czerwia bramy, bo takie właśnie miano noszą asystenci mantów, nie należy do przyjemnych. Wraz z kilkoma innymi dzieciakami wykonuje on niebezpieczne zajęcie, polegające na przechodzeniu przez magiczne przejścia w obszary zagrabione przez mrok, gdzie zbiera próbki, dokonuje przechwytów mniejszych aberracji – istot zdeformowanych przez czarną magię mgły – a przy okazji próbuje zachować życie. Co nie jest łatwe, ponieważ każda brama zabezpieczona jest gilotyną, którą obsługuje bramomanta. Inny słowy, można uznać zajęcie Sprytka za pracę podwyższonego ryzyka utraty palców, całych kończyn bądź głowy.

Dla mnie Colin Benson w roli głównego bohatera wypada niemrawo, ponadto nie da się go okreslić jako charyzmatyczną czy przebojową postać, która szybko zaskarbia sobie sympatię Czytelnika. Żaden z niego wódź, potrafiący wzniecić zapał u innych. Sprytek to po prostu zwyczajny dzieciak z problemami. Ma on kłopot z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości. Dodatkowo funkcja czerwia bramy wymaga od chłopaka posłuszeństwa w wypełnianiu rozkazów bramomantów, nawet tych najdziwniejszych, ale on, zamiast krzyknąć „Tak jest!” i ruszyć w objęcia niebezpieczeństwa, by wykonać powierzone mu zadanie, woli dyskutować, dopytywać o szczegóły lub przekonywać przełożonego do własnych planów. A potem robi, co chce, ponieważ dla Colina priorytetem nie jest pokonanie Szolu, a odszukanie ojca, który zaginął w mgle zaraz po tym, jak młody Benson trafił do zamku. Dlatego chłopak każdą misję próbuje wykorzystać do poszukiwań rodzica.

Joseph Delaney potrafi pisać, chociaż dla mnie zrecenzowana powieść wydaje się trochę zbyt młodzieżowa, żeby nie powiedzieć dziecinna. Nie zrozumcie mnie źle, w tej książce jest niby wszystko, czego trzeba do osiągnięcia sukcesu: intrygujący pomysł, dużo przygód, masa akcji, czy obecność złowrogiego mroku, a także krwiożerczych bestii. Pomimo tych licznych zalet mnie w tekście brakuje żarliwości oraz zapału, jak tego towarzyszącego tłumowi zmierzającemu z widłami i pochodniami na lincz bądź dokonanie samosądu na jakimś zwyrodnialcu. Zamiast tego otrzymuje się poprawną historię, która Czytelnikowi dostarcza raczej neutralnego ładunku emocjonalnego. Szkoda, bo naprawdę widzę w tym pomyśle duży potencjał. Świadczy o tym chociażby obecność w tekście kilku zjawiskowych scen.

„Bestia się budzi” to mój pierwszy kontakt z twórczością tego autora. Na razie nie mogę powiedzieć, żeby Joseph Delaney skradł moje serce, ale zaintrygował mnie do spróbowania cyklu „Kronik Wardstone” oraz przeczytania kontynuacji przygód Sprytka, gdy te będą już dostępne. Mam nadzieję, że to tylko niemrawy początek, a prawdziwa zabawa zacznie się w kolejnych tomach serii, która została zaplanowana na trylogię.

  • Autor: Joseph Delaney
  • Tytuł: Bestia się budzi
  • Tytuł oryginału: The Beast Awakens
  • Tłumaczenie: Paulina Braiter
  • Cykl: Aberrations, tom 1
  • ISBN: 978-83-7686-723-6
  • Format: 135 x 200 mm
  • Oprawa: miękka
  • Ilość stron: 320
  • Data wydania: 12 września 2018
  • Cena: 34,90 zł