W tym tygodniu na półki księgarni trafi “Dwór szronu i blasku gwiazd” Sarah J. Maas, a tymczasem zapraszamy Was do zapoznania się z drugim fragmentem tej książki.

Uwielbiana autorka powraca z kolejną odsłoną cyklu Dwór cierni i róż!

Akcja powieści toczy się kilka miesięcy po wydarzeniach z Dworu skrzydeł i zguby. Historia opowiedziana jest z perspektywy Feyre i Rhysa, którzy wraz z przyjaciółmi zajmują się odbudową Dworu Nocy oraz miasta, które uległo znacznym zniszczeniom podczas wojny. Na szczęście zbliża się czas Przesilenia Zimowego, a z nim wyczekiwane ułaskawienie.

Jednak mimo świątecznej atmosfery duchy z przeszłości nie dają o sobie zapomnieć. Feyre, która będzie obchodziła swoje pierwsze Przesilenie Zimowe, odkrywa, że najbliższe jej osoby są znacznie bardziej poranione niż można by przypuszczać. A to może mieć znaczący wpływ na przyszłość Dworu i całego ich świata.

  • Autor: Sarah J. Maas
  • Tytuł: Dwór szronu i blasku gwiazd
  • Tytuł oryginału: A Court of Frost and Starlight
  • Tłumaczenie: Dorota i Jakub Radzimińscy
  • Cykl: Dwór cierni i róż, tom 4
  • ISBN: 9788328060449
  • Format: 135 x 202 mm
  • Oprawa: miękka
  • Ilość stron: 320
  • Data wydania: 3 października 2018

FRAGMENT

Chociaż lada chwila na Velaris miał opaść mroźny wieczór, na ulicach wciąż było tłoczno. Wszyscy nieśli torby i pudła, niektórzy dźwigali wielkie kosze z owocami kupionymi na jednym z licznych stoisk rozstawionych we wszystkich pałacach.
Z naciągniętym na głowę podbitym futrem kapturem chroniącym mnie przed zimnem przeglądałam towary wyłożone na wózkach i w witrynach sklepowych Pałacu Nici i Klejnotów. Najuważniej przyglądałam się tym drugim.
Niektóre miejsca publiczne były nadal ogrzewane, ale wystarczająco duża część Velaris została wystawiona tymczasowo na kąsający wiatr, żebym rano zdecydowała się włożyć grubszy sweter. Opanowanie sztuki ogrzewania się bez przywoływania płomieni istotnie byłoby przydatne. Jeśli kiedykolwiek znajdę na to czas…
Właśnie wracałam do wystawy jednego ze sklepów pod wykuszami wyższych budynków, kiedy ktoś wsunął dłoń w zgięcie mojej ręki. Chwilę potem usłyszałam głos
Mor:
– Amrena pokochałaby cię dozgonnie, gdybyś jej kupiła tak wielki szafir.
Zaśmiałam się i odsunęłam brzeg kaptura na tyle, żeby przyjrzeć się przyjaciółce. Jej policzki były zarumienione od zimna, a zaplecione w warkocz złociste włosy wypływały na białe futro, którym miała obszyty płaszcz.
– Niestety nasz skarbiec chyba nie podzieliłby jej entuzjazmu – rzuciłam.
Mor uśmiechnęła się filuternie.
– Zdajesz sobie sprawę, że jesteśmy bardzo zamożni, prawda? Mogłabyś wypełnić całą wannę tymi, o. – Skinęła głową w stronę wyeksponowanych w oknie wystawowym sklepu jubilerskiego szafirów wielkości kurzych jaj. – I nawet taki zakup byłby ledwo odczuwalny dla naszych finansów.
Wiedziałam o tym. Widziałam wykaz majątku. Wciąż nie potrafiłam objąć myślami ogromu bogactwa Rhysa. Mojego bogactwa. Te wszystkie liczby zdawały się nierzeczywiste. Tak jakby to były tylko zabawkowe pieniądze. Zwykle kupowałam tylko to, czego mi było trzeba.
Ale teraz…
– Szukam dla niej czegoś na Przesilenie.
Mor przyjrzała się wyłożonym klejnotom. Wybór był przebogaty, od kamieni w ogóle nieobrobionych po pięknie oszlifowane i oprawione. Niektóre lśniły jak gwiazdy, które spadły z nieba. Inne dymiły, jakby zostały wycięte z gorejącego serca świata.
– Amrena istotnie zasłużyła w tym roku na porządny prezent, prawda? – zagaiła.
Po tym, co zrobiła podczas ostatecznej bitwy, w której zniszczyliśmy armie Hybernii, po tym, jak wybrała pozostanie tu z nami…
– Jak my wszyscy.
Mor trąciła mnie łokciem, a jej brązowe oczy zalśniły.
– A jak myślisz, czy Varian do nas dołączy?
Parsknęłam.
– Kiedy wczoraj zapytałam o to Amrenę – odparłam – odpowiedziała wymijająco.
– To chyba znaczy „tak”. A przynajmniej, że ją odwiedzi.
Uśmiechnęłam się na tę myśl i pociągnęłam Mor do następnego okna wystawowego, przytulając się do jej boku, by się ogrzać. Amrena i książę Adriaty niczego oficjalnie nie oświadczyli, ale czasem też o tym śniłam… o tej chwili, kiedy odrzuciła swoją nieśmiertelną skórę, a Varian padł na kolana. Istota z płomieni i żaru, stworzona w innym świecie, by wymierzać sprawiedliwość okrutnego boga, żeby być
katem dla niezliczonych rzesz bezradnych śmiertelników.
Tkwiła uwięziona w tym świecie przez piętnaście tysięcy lat.
I w tym czasie nigdy nie kochała – nie w sposób potrafiący zmieniać bieg historii, odmieniać losy. Dopóki nie poznała srebrnowłosego księcia Adriaty. Oczywiście przy założeniu, że Amrena była zdolna cokolwiek czy kogokolwiek naprawdę pokochać. Rzeczywiście żadne z nich oficjalnie się nie zadeklarowało. Ale wiedziałam, że ją odwiedza – potajemnie, w tym mieście. Poznałam to głównie po tym, że w niektóre poranki Amrena wpadała do miejskiego domu Rhysa z uśmiechem kota, który właśnie pożarł mysz.
Ale z racji tego, co porzuciła, żeby móc nas uratować… Obie z Mor jednocześnie spojrzałyśmy na ten sam klejnot na wystawie.
– Ten – oznajmiła.
Zanim skończyła wymawiać tę sylabę, już otwierałam przeszklone frontowe drzwi. Srebrny dzwoneczek radośnie oznajmił nasze przybycie. Sklepikarka spojrzała na nas rozszerzonymi oczami. Kiedy wskazałyśmy klejnot, cała się rozpromieniła i prędko położyła go na poduszeczce z czarnego aksamitu. Następnie przeprosiła nas uprzejmie pod pretekstem odszukania czegoś na zapleczu i pozostawiła nas samym sobie przed wypolerowanym drewnianym kontuarem, byśmy mogły w spokoju przyjrzeć się kamieniowi.
– Jest idealny – wyszeptała Mor.
Kamienie ułożone wokół głównego klejnotu rozszczepiały światło i zdawały się płonąć własnym wewnętrznym ogniem. Przesunęłam palcem po chłodnej srebrnej
oprawie.
– A co ty byś chciała w prezencie?
Mor wzruszyła ramionami. Ciężki brązowy płaszcz podkreślał szlachetną barwę jej oczu.
– Mam wszystko, czego potrzebuję.
– Spróbuj to powiedzieć Rhysowi. Jego zdaniem w świętowaniu Przesilenia nie chodzi o to, jakich prezentów potrzebujesz, ale raczej o to, jakich sama byś sobie nie kupiła. – Mor przewróciła oczami. I chociaż sama miałam ochotę zrobić to samo, naciskałam dalej: – No, to co t y byś chciała dostać?
Przesunęła palcem po oszlifowanym kamieniu.
– Nic. Niczego nie chcę.
Poza tym, nie była jeszcze gotowa na to, by wiedzieć, o co prosić i czego poszukiwać. Przyjrzałam się klejnotowi jeszcze raz i spytałam niby od niechcenia:
– Ostatnio często bywasz u Rity. Czy jest może ktoś, kogo chciałabyś zaprosić na przesileniową wieczerzę? Mor spojrzała mi ostro w oczy.
– Nie.
To była jej sprawa, kiedy i w jaki sposób poinformuje innych o tym, co mnie powiedziała podczas wojny. A zwłaszcza kiedy i w jaki sposób powie to Azrielowi. Do mnie należało jedynie trwać u jej boku i wspierać ją, kiedy będzie tego potrzebowała. Wróciłam więc do poprzedniego tematu.
– A co masz zamiar kupić pozostałym?
Skrzywiła się.
– Po stuleciach wzajemnego obdarowywania się znalezienie czegoś nowego dla nich wszystkich jest cholernie uciążliwe. Mam podejrzenie graniczące z pewnością, że Azriel ma całą szufladę sztyletów, które mu regularnie kupowałam, a których nigdy nie użyje, ale jednocześnie ich nie wyrzuci, bo jest na to zbyt dobrze wychowany.
– Naprawdę sądzisz, że kiedykolwiek mógłby porzucić Prawdomówcę?
– Dał go Elainie – skwitowała Mor, podziwiając leżący w szklanej gablotce na kontuarze naszyjnik z kamieniami księżycowymi.
– Oddała go – poprawiłam ją, bezowocnie usiłując odpędzić wizję czarnego ostrza przebijającego gardło króla Hybernii.
Istotnie Elaina oddała nóż. Wcisnęła go w dłoń Azriela po bitwie, tak samo jak wcześniej on wcisnął go w jej dłoń. A następnie odeszła, nawet się za siebie nie oglądając. Mor zamruczała pod nosem. Chwilę później wróciła jubilerka i podpisałam czek obciążający mój osobisty rachunek, starając się nie krzywić na widok niebotycznej kwoty, którą właśnie wydałam jednym pociągnięciem złotego pióra.
– A skoro o ilyryjskich wojownikach mowa – podjęłam rozmowę, gdy wyszłyśmy na zatłoczony plac pałacowy i skręciłyśmy za pomalowanym na czerwono wózkiem z kubkami parującej gorącej czekolady – to co, na demony, mam im kupić?
Nie miałam odwagi zapytać, co powinnam sprawić Rhysowi, ponieważ chociaż uwielbiałam Mor, pytanie kogoś innego o radę w sprawie prezentu dla mojego towarzysza wydawało się zwyczajnie niewłaściwe.
– Kasjanowi mogłabyś po prostu kupić nowy nóż, a on cię wycałuje z radości. Ale Az wolałby zapewne nie dostać nic, żeby inni nie patrzyli na niego, kiedy będzie otwierał pakunek.
Zaśmiałam się.
– Prawda.
Szłyśmy przed siebie pod rękę. Wypełniający zazwyczaj ulice zapach soli i miłowonki zastąpił aromat prażonych orzechów laskowych, szyszek i gorącej czekolady.
– Zamierzasz podczas Przesilenia odwiedzić Viviane?
W miesiącach po wojnie Mor utrzymywała kontakt z panią Dworu Zimy, może wkrótce też księżną, jeśli Viviane miała w tym temacie coś do powiedzenia. Przyjaźniły się od wieków i kontakt straciły dopiero za sprawą rządów Amaranthy. Chociaż wojna z Hybernią była wyjątkowo krwawa, przyniosła parę dobrych rzeczy, takich jak odnowienie ich przyjaźni. Rhysa i Kalliasa łączył wciąż chłodny sojusz, ale wyglądało na to, że relacje Mor z towarzyszką księcia Zimy stworzą pomost między naszymi dworami.
Moja przyjaciółka uśmiechnęła się ciepło.
– Może na dzień czy dwa po święcie. U nich wszystko trwa cały tydzień.
– Byłaś tam już?
Pokręciła głową, a jej złociste włosy zalśniły w blasku czarodziejskiego światła latarń.
– Nie. Zwykle zamykają swoje granice; nawet dla przyjaciół.
Ale skoro teraz Kallias ma pełnię władzy, zwłaszcza z Viviane u boku, ponownie stopniowo się otwierają.
– Chciałabym zobaczyć, jak obchodzą Przesilenie.
Oczy jej błysnęły.
– Viviane kiedyś mi o tym opowiadała. Przy nich nasze zwyczaje zdają się nudne. Tańce i picie, uczty i prezenty.
Buzujące ogniska zbudowane z całych pni i kotły pełne grzanego wina; śpiew tysiąca minstreli niosący się korytarzami pałacu; wtórujące im dzwonki na wielkich
saniach ciągniętych przez te piękne białe niedźwiedzie.
Westchnęła.
Zrobiłam to samo, a namalowany przez nią obraz zawisł między nami w mroźnym powietrzu. Tutaj, w Velaris, będziemy świętowali najdłuższą noc w roku. Na ziemiach Kalliasa najwyraźniej celebrowali samą zimę.
Uśmiech Mor zblakł.
– Nie odnalazłam cię przypadkiem.
– I nie chodziło tylko o zakupy?
Szturchnęła mnie łokciem.
– Dzisiaj mamy się udać do Wykutego Miasta.
Wzdrygnęłam się.
– M y? W sensie wszyscy?
– Przynajmniej ty, ja i Rhys.
Zdusiłam w sobie jęk.
– Dlaczego?
Mor przystanęła przy stoisku i przyjrzała się starannie złożonym szalom.
– Tradycja. W okresie Przesilenia składamy wizytę na Dworze Koszmarów, żeby złożyć im życzenia.
– Naprawdę?
Mor skrzywiła się, skinęła głową sprzedawcy i ruszyłyśmy dalej.
– Jak mówiłam: tradycja. Jako znak dobrej woli. A przynajmniej tych resztek, jakie dla nich mamy. Po walkach tego lata na pewno nie zaszkodzi.
Istotnie Keir i jego Niosący Mrok walczyli u naszego boku. Przecisnęłyśmy się przez zatłoczone serce pałacu i przeszłyśmy pod kratownicą z budzącymi się dopiero
czarodziejskimi światłami. Z uśpionego, cichego zakamarka moich myśli wyfrunął tytuł obrazu. Mróz i gwiazdy.
– Zamierzaliście mi z Rhysem powiedzieć o tym na kilka godzin przed wyruszeniem?
– Rhysa cały dzień nie było. To ja zdecydowałam, że zrobimy to dzisiaj. Nie chcę psuć sobie właściwego Przesilenia, więc najlepiej załatwić to teraz.
Od wigilii Przesilenia dzieliło nas jeszcze wiele dni. Ale Mor starannie utrzymywała beztroski wyraz twarzy.
– Przecież to ty nadzorujesz Wykute Miasto i cały czas masz z nimi do czynienia – naciskałam. Pod nieobecność Rhysa na dobrą sprawę nimi rządziła. I wiele razy musiała znosić swojego ojca. Mor wyczuła pytanie ukryte w moim stwierdzeniu.
– Dzisiaj będzie tam Eris. Az mi powiedział rano.
Zachowałam milczenie, czekałam.
Kasztanowe oczy Mor pociemniały.
– Chcę zobaczyć na własne oczy, jak bardzo zbliżyli się do siebie z moim ojcem.
Taki powód w zupełności mi wystarczał.