Magia wskrzesza – Ilona Andrews – recenzja

Szósta część przygód Kate Daniels – najemniczki o niewyparzonym języku – jest idealnym świadectwem talentu i kreatywności mojego ulubionego duetu pisarskiego – małżeństwa Gordon. „Magia wskrzesza” to, w moim odczuciu, potwierdzenie kunsztu warsztatowego i niewyczerpanej pomysłowości autorów. Jest dynamicznie, niejednoznacznie, tajemniczo, groźnie, strasznie, a czasem wręcz dramatycznie. Istna feeria emocji dla czytelnika. Każdy kolejny tom zdaje się być lepszy od poprzedniego – co tam “zdaje się”, po prostu jest lepszy.

Od lat, pod pseudonimem Ilona Andrews, Gordonowie publikują kolejne powieści z gatunku fantasy mniej lub bardziej urban. W Polsce mieliśmy przyjemność poznać również ich cykl powieści o Rubieży – niestety tylko dwa pierwsze tomy. Mam wrażenie, że zawartość wątków lirycznych (w sensie romansowych) jest zmienna – zależnie od tego, kto w danej książce przewodzi/mocniej się angażuje. Gordon pilnuje, żeby nie było zbyt ckliwie, Ilona dodaje wagi intymnym relacjom między bohaterami – to taka moja osobista wizja. „Magia wskrzesza” jest szalenie emocjonalna, momentami rzekłabym nawet melodramatyczna, jednak tempo akcji i brutalność niektórych scen równoważą sentymentalną stronę historii. Można zatem rzec: współpraca wyszła idealnie.

Pierwszy raz dramaturgia wydarzeń przenosi nas poza Atlantę. W podróż wyruszają prawie wszyscy główni bohaterowie – postacie, z którymi zdążyliśmy się zżyć, mimo że czasem irytują. Powód niezwykle istotny – możliwość pozyskania leku minimalizującego ryzyko wystąpienia loupizmu u zmiennych nastolatków. Jak powszechnie wiadomo (tzn. powszechnie w Atlancie po Zmianie) okres dojrzewania intensyfikuje przeżycia, fundując młodzieży huśtawki emocjonalne, a silne, niekontrolowane uczucia to prosta droga do przekształcenia się w loupa. Aby uchronić Gromadę przed koniecznością eksterminacji kolejnych młodych, Władca Bestii i Kate decydują się przyjąć propozycję zmiennokształtnych z Europy – rozstrzygnięcia sporu między odrębnymi stadami w zamian za antidotum – mimo że podejrzewają zasadzkę. Szansa na uratowanie dzieci warta jest każdego ryzyka. Nie spodziewają się jednak, jak wielkie jest zagrożenie ani jakich wyrzeczeń będą musieli dokonać. Czasem trzeba zadać sobie pytanie, czy koszt nie będzie zbyt wysoki i kto ostatecznie zapłaci…

Akcja pełna jest intryg i niejasności. Niebezpieczeństwo zdaje się wyłaniać zza każdego rogu, zdrada czai się po kątach. Najtrudniej jest żyć w niepewności, szczególnie wtedy, jeśli w końcu odważyłeś się komuś zaufać. Widmo klęski wyłania się z kolejnych kart historii. Napięcie między bohaterami ustawicznie rośnie, testując granice ich wytrzymałości zarówno psychicznej, jak i fizycznej. Czy nie zagubią się w gąszczu kłamstw i manipulacji? Czy nie sprowokują czegoś, czego już nie da się cofnąć? Siła czy dyplomacja? Wierność ideałom, totalny konformizm czy może korzyść własna? Co wybrać? I kiedy?

Niesamowitym plusem tej części jest konstrukcja postaci, ich ustawiczna ewolucja pod wpływem różnych czynników pojawiających się w ich życiu, realistyczne prowadzenie rozwoju relacji między protagonistami pod wpływem rozmaitych wydarzeń, dbałość o szczegóły i drobne niuanse, które budują autentyczność jednostek, co uniemożliwia pozostanie obojętnym na ich losy. Ponownie pojawia się Hugh d’Ambray, słynny Preceptor Żelaznych Psów i prawa ręka Rolanda – tym razem w znacznie większym wymiarze – a jego pojawienie się dodaje pikanterii fabule (a propos: wiecie, że w czerwcu tego roku ukazała się osobna opowieść o Hugh?). Tempo akcji oraz nieprzewidywalność niektórych zdarzeń wprowadzają element zaskoczenia, intrygują, pobudzając ciekawość, prowokując do myślenia i generując napięcie. Właśnie napięcie i niepokój towarzyszyły mi przez większość lektury (czasem jeszcze niedowierzanie, na zasadzie: „Heloł, ale że serio?”). Oczywiście znaleźć tu można charakterystyczne dla autorów poczucie humoru, które chwilami rozluźnia sytuację, pozwalając się odprężyć, jednak klimat zagrożenia dominuje na stronach tej powieści. Fabuła wciąga w wir wydarzeń na kształt wodnego leja o niezwykłej sile, wręcz zasysa do środka. Zatem, jeśli nie dysponujecie dostateczną ilością wolnego czasu, odłóżcie lekturę na później. Ta książka pozbawia dystansu, uniemożliwia chłodny i racjonalny odbiór. Angażuje emocjonalnie, poznawczo i w każdy inny możliwy sposób.