Wojna rozegrana, wszystko cacy, można iść do domu? A jednak nie. Już od dawna miałam świadomość, że Sarah J. Maas nie poprzestała na trzech częściach serii „Dwór cierni i róż”. Niby wątki zakończone, opowieść w pewien sposób zamknięta, ale autorka postanowiła, że z tego coś jeszcze może być. I jest – „Dwór szronu i blasku gwiazd”, kuszący śliczną szatą graficzną z pięknymi zdobieniami.

Nie da się ukryć, że pierwsze trzy tomy postawiły poprzeczkę wysoko. Czy pisarka sprostała oczekiwaniom? Trudno orzec.

„Dwór szronu…” przenosi nas do wydarzeń mających miejsce ledwie kilka miesięcy po finale trzeciej części cyklu. W Prythianie trwa odbudowa ze zniszczeń, do których doprowadziła wojna z Hybernią, co powoduje, że Feyra, Rhys oraz reszta kompanii jest niezmiernie zajęta. Konflikt bowiem wzburzył część mieszkańców przeciw ich położeniu, co dodaje naszym bohaterom kolejne obowiązki przy uspokajaniu niepokojów społecznych i próbach tłumienia buntów, które wylęgły się po zatargu. Ponadto o pokój też trzeba dbać, a to oznacza liczne podróże po kontynencie, by podtrzymać kontakt między dworami oraz ustalić zasady związane z traktowaniem ludzi, teraz już niechronionych przez mur. A mimo wszystkich tych problemów w niniejszym tytule najważniejszy jest duch świąt. W „Dworze szronu…” towarzyszymy członkom Dworu Nocy przy przygotowaniach do obchodów Przesilenia Zimowego – ważnego święta, w czasie którego bliscy zbierają się razem, świętują i wręczają sobie wzajemnie prezenty. Czyli w skrócie – Gwiazdki. :) Feyra – jako nowy członek faerycznego społeczeństwa – dopiero poznaje istotę tych uroczystości, a czytelnik wraz z nią.

Książka ta wyraźnie różni się od poprzednich wytworów wyobraźni Sarah J. Maas. Pierwsze trzy tomy serii „Dworów…” miały w sobie dużą dawkę akcji, a romans stanowił tam przede wszystkim jeden z elementów fabuły, ale nad nią nie dominował. „Dwór szronu…” natomiast w bardzo wyraźny sposób podkreśla uczuciową stronę cyklu – opisuje dogłębnie relacje między bohaterami, zwraca uwagę na to, co jest między niektórymi postaciami, a także co czują. Konkretnej akcji jest tu w zasadzie niewiele – cała fabuła skupia się wokół święta Przesilenia, do którego wszyscy na własny sposób się przygotowują. W tle mamy oczywiście jakieś zatargi i potencjał do rozegrania poważnej intrygi, pozostaje on jednak niewykorzystany.

Generalnie nie mogę powstrzymać wrażenia, że książka ta mogłaby być zdecydowanie lepsza, ciekawsza. Oczywiście dla wielu fanów to z całą pewnością uczta czytelnicza – możliwość tak dokładnego poznania postaci, zobaczenia ich od innej strony, w innej sytuacji. Autorka pozwala czytelnikom zaobserwować, jak bohaterowie zmienili się pod wpływem zdarzeń z poprzednich tomów, a także jak zachowują się w czasach pokoju. Ogólnie opowieść ta to po prostu ciekawostka. Niestety w moim odczuciu niewystarczająca – zabrakło mi przede wszystkim intrygi, konkretu, który udźwignąłby i pociągnął całą akcję do przodu. Nie zrozumcie mnie źle, nie nudziłam się. Po prostu zawiodłam. Miałam nadzieję, że autorka w jakiś interesujący sposób ponownie popchnie bohaterów do działania i przeciągnie ich na lewo i prawo po Prythianie w poszukiwaniu cudów, dziwów i różowych słoników. Ostatecznie natomiast otrzymujemy uroczą i ciepłą opowieść o zbliżających się świętach. Niekiedy nawet wręcz ckliwą i przesłodzoną – pisarka naprawdę chciała pokazać uczucie łączące Rhysa i Feyrę. Z drugiej jednak strony ptaszki ćwierkają, że jest to opowiadanie uzupełniające (choć w polskiej wersji ma trzysta stron), a tego typu tekstom można wybaczyć, że po prostu przybliżają nam bohaterów, na nieco dalszy plan spychając pociągnięcie fabuły dalej.

Seria “Dworów” generalnie może uchodzić już za zakończoną – intryga została rozwiązana w trzech pierwszych tomach, nie pozostawiając luźnych wątków. Za to oferując uchylone drzwi, by w jakiś sposób pociągnąć tę opowieść dalej. „Dwór szronu…” to właśnie przykład zaglądania do zakończonej już opowieści. Jest to książka przede wszystkim dla fanów, pozwalająca im nieco przedłużyć przyjemność obcowania z bohaterami i dająca możliwość przyjrzenia się im dokładniej w warunkach mniej ekstremalnych – powiedziałabym nawet, że rodzinnych. Warto też zaznaczyć, że wodze narracji zostały w „Dworze szronu i blasku gwiazd” przekazane różnym postaciom – fragmentami po wydarzeniach oprowadza nas Feyra lub Rhysand, by zaraz oddać w ręce Kasjana czy Morrigan. Nie wątpię, że niejeden fan serii chętnie zajrzy im do głowy.

Z tego właśnie względu mogłabym polecić ten tytuł właśnie miłośnikom twórczości Maas. A ja osobiście wyczekuję na kolejną książkę z serii, której fragment został zamieszony na końcu recenzowanej powieści. Na ile mogę wywnioskować, będzie się on skupiał na Neście – a książka z tak silną i upartą osóbką na pewno będzie z jajem. Na to gorąco liczę. Wiem, że Sarah J. Maas jest w stanie tego dokonać. :-)

Tytuł: Dwór szronu i blasku gwiazd
Autor: Sarah J. Maas
Oprawa: miękka
Data wydania: 2018-10-03
ISBN: 978-83-280-6044-9
Tytuł oryginalny: A Court of Frost and Starlight
Liczba stron: 320
Format: 13.6×20.6
Cena katalogowa: 34,99 zł
Tłumaczenie: Radzimińska Dorota, Radzimiński Jakub

Recenzje poprzednich tomów można przeczytać tutaj.

 

About Sophie

Wybredne, czepliwe kocisko z awersją do nieścisłości i głupoty. Redaktorka serwisu oraz moderator forum Gavran, okazjonalnie recenzentka.

View all posts by Sophie